George R.R. Martin, Lisa Tuttle, „Przystań wiatrów”

George R.R. Martin, Lisa Tuttle, „Przystań wiatrów”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

            Wydawnictwo Zysk i S-ka, korzystając z popularności zarówno książek, jak i serialu z cyklu „Pieśni Lodu i Ognia” postanowiło przypomnieć swoim czytelnikom, że George R. R. Martin nie wziął się znikąd i nie zawsze pisał tylko tasiemce fantasy. Jedną ze wznowionych (po siedemnastu latach) powieści Martina jest napisana wspólnie z Lisą Tuttle − „Przystań Wiatrów”. Bezsprzecznie science fiction, mimo że gdyby otworzyć książkę na chybił trafił natknęlibyśmy się na klimat i konstrukcję właściwe raczej dla fantasy.

            Przystań Wiatrów tworzy kilka oddalonych od siebie archipelagów. Ludzie żyjący na niej są potomkami rozbitków przybyłych z kosmosu w zamierzchłych czasach. Jedyną pozostałością po technologii, dzięki której można było pokonywać przestrzeń kosmiczną, są materiały z porzuconego statku, z których ludzie zrobili sobie skrzydła. Ich posiadacze stworzyli uprzywilejowaną i zamkniętą kastę lotników i służą pozostałym mieszkańcom Przystani, przenosząc wiadomości z wyspy na wyspę. Nastaje jednak czas przemian – czy lotnicy zrezygnują ze skostniałej tradycji i dopuszczą do swego grona lądowców? I czy te zmiany na pewno są zmianami na lepsze?

            „Przystań Wiatrów” składa się z trzech części połączonych osobą głównej bohaterki o imieniu Maris, a także − wspomnianych już − zmian w odwiecznym prawie i ich konsekwencjom. Również tym dalekosiężnym, gdyż duet Martin-Tuttle pozwala śledzić przebieg zmian na przestrzeni całego życia Maris – od młodości, kiedy to swoim przykładem daje asumpt do tychże zmian, przez dojrzałość, gdy widać pierwsze ich nieprzewidziane konsekwencje, po starość i kryzys, do którego w końcu dochodzi. Mamy zatem do czynienia z podwójnym dynamizmem połączonym niczym podwójna helisa DNA, globalna transformacja społeczna wiąże się i kontrapunktuje z dojrzewaniem głównej bohaterki. W obu sprawach ideały konfrontują się z rzeczywistością niekiedy w bardzo bolesny sposób.

            Gdyby streścić fabułę, to na pierwszy rzut oka nie znalazłoby się tam wiele interesującego. Ot, parę przygód w przestworzach i poza nimi, przyćmione przez natłok refleksji głównej bohaterki, a wszystko to w świecie będącym połączeniem „Darkoveru” Marion Zimmer Bradley z „Ziemiomorzem” Ursuli Le Guin. Jednym słowem, to wszystko już było. Jednak w przypadku „Przystani Wiatrów” bardziej istotne od tego, co jest tam opisane, jest to jak zostało to zrobione. Nie od wszystkich książek należy wymagać jakiejś szczególnej oryginalności. Czasem wystarczy, że można się na nią pozytywnie zdenerwować (to tylko pozornie oksymoron) czy wzruszyć się losami bohaterów, grunt, żeby wywołać u czytelnika emocje, nie pozostawić go obojętnym. Myślę, że ta sztuka udała się Martinowi i Tuttle, „Przystań Wiatrów” czyta się świetnie, te czterysta stron przechodzi przez palce nawet nie wiadomo kiedy.

przystan-wiatrow_qfant

            „Przystań Wiatrów” George’a R. R. Martina i Lisy Tuttle to solidna powieść, przy której nie sposób się nudzić, ale i skłaniająca do refleksji. Połączenie dyskretnego tła science fiction z klimatem fantasy również daje interesujący efekt, a podział całości na trzy połączone ze sobą mini powieści powinien zadowolić zarówno miłośników dłuższych, jak i krótszych form, którzy nie mają cierpliwości do skomplikowanych i rozwlekłych fabuł.

Korekta: Paulina Koźbiał

  • Tłumaczenie: Anna Krawczyk-Łaskarzewska
  • Tytuł oryginału: Windhaven
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Data wydania: 2 września 2013
  • ISBN: 9788377851852
  • Liczba stron: 408
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: