Gene Wolfe, „Pokój”

Gene Wolfe, „Pokój”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

Do tej pory, mimo dobrych chęci, jakoś nie miałem okazji zapoznać się z twórczością Gene’a Wolfe’a. Dobrym pretekstem do zmiany tego stanu rzeczy okazało się wydanie przez Maga „Pokoju” – drugiej powieści w dorobku tego autora, która jednak dopiero teraz doczekała się swojej polskiej premiery. Po lekturze powątpiewam, czy był to dobry wybór na początek. Moje oczekiwania rozminęły się nieco z rzeczywistością, a wychwalające tę powieść pod niebiosa opinie innych recenzentów uważam za mocno przesadzone. Co mnie trochę irytuje, jako że nie jestem typem człowieka, który lubuje się wychodzeniem przed szereg. Niemniej, jak trzeba, to trzeba.

                Alden Weer spędza samotnie ostatnie lata życia w wielkim, pustym domu. Nie mając nic lepszego do roboty, spisuje fragmenty wspomnień od wczesnego dzieciństwa aż do dojrzałości, kiedy osiągnął wreszcie zawodowy i finansowy sukces. Wspomnienia te, po bliższym przyjrzeniu, są jednak dość wyraźnie dziurawe, często się urywają, przeplatają z pozornie niezwiązanymi historiami i anegdotkami. Mamy do czynienia z demencją starczą czy może Weer z rozmysłem coś ukrywa?

                Jeśli jesteście bardzo ambitni i chcecie zupełnie sami zająć się interpretacją „Pokoju”, to nie czytajcie dalej. Mnie ambicja opuściła po pierwszym rozdziale, który mnie skołował i znudził jednocześnie, więc udałem się na koniec książki – do posłowia autorstwa Neila Gaimana. Nie wyjaśnia ono wiele, ale daje jakiś tam klucz chociaż do drzwi wejściowych. Po skończonej lekturze całej książki warto wrócić przynajmniej do tego pierwszego rozdziału, żeby choć trochę z niego wynieść, a pewnie należałoby przeczytać co najmniej raz jeszcze całą powieść.

                Styl prowadzenia narracji jest zbyt gęsty. Można wpaść w paranoję, że każda scena, a nawet każde słowo ma jakieś drugie dno czy ukryte znaczenie. Autor przeskakuje z jednych czasów do innych, stosuje liczne dygresje, historie w historiach, karkołomne skojarzenia i pętle. Widoczne jest to zwłaszcza w tym nieszczęsnym pierwszym rozdziale, później mamy przynajmniej jakiś główny wątek. Spróbowałem wyodrębnić szkielet kompozycji i idąc za pewnymi wskazówkami, doszedłem do wniosku, że główny bohater znajduje się w śpiączce po udarze. Jego wizyty u lekarzy wystają bowiem nieco z reszty opowieści, nie są to wspomnienia, ale pewne projekcje. Weer z jednej strony cofa się w czasie, ale jest też jednocześnie świadomy swojej teraźniejszości. Naszło mnie luźne skojarzenie z „Efektem motyla”, ale w tym wypadku nie mamy próby zmiany przeszłości, sceny są jakby wyrwane z czasu. Jakby bohater sięgał do głębokich pokładów swojej świadomości, by znaleźć sposób na dręczący go udar. Taką samą projekcją wydaje mi się rzekoma teraźniejszość głównego bohatera. Absurdalny i surrealistyczny dom składający się z pomieszczeń, w których Weer przebywał w różnych okresach swojego życia, nie wydaje się zbyt realistyczny. Przywodzi raczej na myśl jedną z technik zapamiętywania znaną jako pałac pamięci lub rzymski pokój. Z tym że ten pałac nie działa tak jak powinien, Weer nie może się w nim odnaleźć, gubi się, błądzi, czasem odnajdzie coś przypadkiem.

                Dziury widać też w jego opowieści. Nie na pierwszy rzut oka jednak. To trochę tak, jak szukać czarnej plamy na nocnym niebie – widać ją tylko dzięki nieobecności w tym miejscu gwiazd. Gaiman w posłowiu zwraca uwagę na to, że niektóre postacie drugoplanowe w pewnym momencie po prostu znikają, a narrator nie poświęca temu zniknięciu należytej uwagi. Pierwsza śmierć jest dosyć nieźle widoczna, kiedy uzbrojeni w znajomość drugiego rozdziału cofniemy się do pierwszego. Kolejne już jednak trudniej dostrzec, acz nieobecność gwiazd da się niekiedy zauważyć. Przemilczenia często są może nie tyle wymowne, ile niepokojące. A co kryje się w tej książce jeszcze głębiej i czy w ogóle cokolwiek (zawsze istnieje opcja, że król jest nagi), tego nie wiem, szukajcie sami.

                Jedno jest pewne – nie jest to książka dla mnie. Tak jak mogę od świtu do zmierzchu ścierać podeszwy na górskim szlaku, ale na noc muszę mieć pokój i łóżko, a nie namiot czy miejsce na podłodze, tak lubię drugie dna, ślepe uliczki i wszelkie tego typu chwyty w książkach, o ile na koniec wszystko się wyjaśnia i rozwiązuje. „Pokój” jest opowieścią dla bardzo ambitnych, mających czas i chęci na wielokrotne czytanie książki, która sama w sobie, na podstawowej płaszczyźnie odbioru, jakoś specjalnie nie wzbudza nadmiernego zainteresowania.

Korekta: Aleksandra Żurek11150712

  • Tłumaczenie: Anna Studniarek
  • tytuł oryginału: Peace
  • seria: Uczta Wyobraźni
  • wydawnictwo: MAG
  • data wydania: 15 stycznia 2014
  • ISBN 9788374804158
  • liczba stron: 240

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: