Feliks W. Kres, „Król Bezmiarów”

Feliks W. Kres, "Król Bezmiarów"


Napisanie dobrej książki fantasy uważam za najtrudniejsze zadanie, jakie może postawić przed sobą autor. Bo czymże jest fantasy? Wkładamy do kociołka kilka dziwnych ras. Dorzucamy garść mieczy, trochę lasu, kilka potworów do wyrżnięcia. Doprawiamy do smaku magią. Niestety, gotowa zawiesina bardzo często nie przypomina pokarmu dla duszy, lecz nudną mamałygę, po której wzbierają mdłości. Ileż razy można czytać te same historie? Tolkien jest ojcem fantasy, pozostali – to ledwie naśladowcy.

Dwie wielkie, pisarskie osobowości zmusiły mnie jednak do rewizji tego poglądu. Pierwszą jest absolutnie genialny Terry Pratchett, którego „Świat Dysku” to fenomen i basta. Drugim pisarzem, który wie, jak tworzyć fantasy, jest nasz rodak – Feliks W. Kres. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Za każdym razem, gdy sięgałem po jego książkę, wsiąkałem na długie godziny.

Od razu wiedziałem, że jego marynistyczna powieść, którą otrzymałem do recenzji, okaże się książką wyjątkową. Nie myliłem się. Przypomnę, że „Król Bezmiarów” został uhonorowany w 1992 roku Nagrodą Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla. Od pierwszych stron nie mogłem się mu oprzeć, tym bardziej, że Wydawnictwo MAG zaproponowało tak świetne wznowienie.

Statek na okładce jest mroczny, drapieżny, niemal wyrywa się z tekturowych ram, a spienione fale prawie orzeźwiają swoim chłodem. Połączenie papieru lśniącego i matowego sprawia, że okrąg, na którym namalowany jest statek, przypomina okno. Za nim, niemal na wyciągnięcie ręki, czeka wielki świat i najdziksze przygody. To jedna z najlepszych okładek, jakie kiedykolwiek widziałem. Gdybym był czepialski, mógłbym pomarudzić nad niezbyt fortunnym doborem kroju czcionki w tytule, ale to drobnostka. A co między okładkami?

Kapitan Rapis to postrach Bezmiaru – wielkiego oceanu otaczającego Szerer. Boją się go nie tylko załogi statków Cesarstwa, które łupi bezlitośnie, oraz innych statków pirackich, ale też jego własna załoga. Zdawać by się mogło, że ten potężny człowiek to niemal nieśmiertelny bóg, a „Wąż Morski” – statek, którym dowodzi – jest niezatapialny. Niestety, wyroki Szerni (siły która dała inteligencję trzem rasom Szereru: Kotom, Ludziom i Sępom) nie pomijają nikogo. Kapitan niespodziewanie umiera.

Jego trzy córki, Riolata, Ridareta i Larena, jak na córki takiego ojca przystało, postrzegają to (dramatyczne, przecież, dla każdego normalnego człowieka) zdarzenie, wyłącznie jako okazję do położenia rączek na skarbach, które ich papa pozostawił. Bo czyż nie jest łakomym kąskiem niepokonany okręt, a jeszcze większym – Magiczny Rubin Córki Błyskawic? Oczywiście o żadnym podziale spadku na trzy części nie może być mowy! Siostrzyczki rozpoczynają bezpardonową walkę na śmierć i życie. Ta, która zwycięży, posiądzie wszystko.
Akcja powieści rozgrywa się przede wszystkim na oceanie, ale przyjdzie nam też, oczywiście, zwiedzić wraz z bohaterami kawał Szereru. Z pewnością przyda się mapka, zamieszczona na ostatnich stronach książki.

Jak to zwykle bywa u Kresa, akcja toczy się wartko i nie przewidywanie  Autor zwodzi nas, prowadzi bocznymi uliczkami, a one często kończą się ślepym zaułkiem, w którym czyhają niecne draby. Opisy walk zachwycają plastycznością i szokują brutalnością. Nie jest to książka dla wrażliwych osób, bo realizm Kresa w pokazywaniu cierpienia jest naprawdę obłędny. Zdecydowanie jest to dark fantasy, choć słyszałem, że to wydanie jest nieco stonowane. Ciekawe, w których miejscach?

Przestrzegam także przed emocjonalnym przywiązywaniem się do bohaterów. Już pierwszej części ginie wiele, zdawałoby się kluczowych, postaci. Oczywiście na nic te moje przestrogi, i tak się przywiążecie, bo Kres posiada wielki dar kreowania postaci i bardzo szybko czytelnik poznaje je od tej dobrej lub złej strony. Każdy z bohaterów jest ulepiony z innej gliny, ma inne motywacje, inaczej się wysławia. Widać, że autor buduje postacie w sposób przemyślany i precyzyjny, uwzględniając, przy obdarzaniu ich osobowością, wpływ ich miejsca urodzenia, wieku oraz pochodzenia społecznego. Te smaczki cieszą czytelnika i niewątpliwie podnoszą wartość literacką powieści.
W porównaniu do „Północnej Granicy”, na kartach tej książki znajdziemy o wiele więcej magii, a także potworów. Zresztą, łatwiej chyba będzie powiedzieć, czego w „Królu Bezmiarów” nie ma: nie zauważyłem nudnych fragmentów, sztampowych opisów czy nielogicznych rozwiązań fabularnych. Kres po prostu, jak zwykle, powala na kolana swoim warsztatem.
Mam jeszcze jedną, bardzo dobrą wiadomość dla osób, które nie czytały do tej pory żadnej książki z Cyklu Szererskiego: „Król Bezmiarów” jest samodzielną całością i można go śmiało czytać w oderwaniu od pozostałych tomów.

Czy polecam tę książkę? To zależy. Jeśli macie mało czasu, bo zbliżają się egzaminy, ślub (szczególnie własny), albo termin planowanej operacji, to trzymajcie się z daleka od „Króla Bezmiarów” Feliksa W. Kresa. Zaręczam wam, że żadnego z tych przedsięwzięć nie zrealizujecie, dopóki nie skończycie czytać. A i wtedy, sporo czasu upłynie, zanim znów przyzwyczaicie się do tak zwanej rzeczywistości. Ja, na przykład, od pewnego czasu łapię się na myślach o morzu... Sam nie wiem, kiedy i jak, lecz ląduję z mieczem w garści na pokładzie statku kupieckiego i krzyczę: Dawać kosztowności, a może zostawimy wam życie. Ahoj.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Feliks W. Kreskrol_bezmiarow_qfant

Tytuł:Król Bezmiarów

Data wydania:22 maj 2009

Wydawnictwo:MAG

Pozostałe dane:ISBN: 978-83-7480-127-0

Oprawa: miękka

Format: 135x205 mm

Liczba stron: 430

Cena: 39 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: