Ekaterina Sedia, „Tajemna historia Moskwy”

Ekaterina Sedia, "Tajemna historia Moskwy"


Autor: Natalia Bilska

Ludzie nadwrażliwi, tacy, którzy widzą i czują więcej – głębiej – niż inni, najczęściej nie mogą sobie znaleźć miejsca w świecie realnym. Egzystują więc na jego obrzeżach, marząc, jak Fiodor, jeden z bohaterów „Tajemnej historii Moskwy”, o tym, by ktoś ich nareszcie porwał. I przeniósł w bardziej przyjazne miejsce. „Normalni” obywatele, pełnoprawne śrubki społecznej machiny, uważają takich marzycieli za wariatów, nie szczędząc im przykrych słów – czasem nawet zamykają ich w szpitalach psychiatrycznych. Być może mają rację i postępują słusznie. Ale istnieje też małe, malutkie prawdopodobieństwo, że to nie oni, ale pogardzani przez nich wariaci, ci biedni szaleńcy bez grosza przy duszy, wiedzą, co się naprawdę dzieje w mrocznych zaułkach miasta. Między snem a jawą, między obiektem a jego lustrzanym odbiciem, między niebem a dachami domów. Ekaterina Sedia opowiada o takich właśnie, niezwykłych ludziach. Oraz o Moskwie, która przypomina matrioszkę lub dziecięcy kalejdoskop, a w swoim wnętrzu skrywa wiele niesamowitych tajemnic.

Pewnego dnia, w niezwykłych okolicznościach znika Masza, młodsza siostra Galiny. Nikt nie wie, co się naprawdę wydarzyło. Okazuje się jednak, że nie był to odosobniony przypadek – w krótkim czasie wielu mieszkańców Moskwy rozpływa się w powietrzu i wszelki ślad po nich ginie. Galina sądzi, że przemienili się w ptaki, ale kto by tam słuchał bredzenia zaszczutej przez matkę schizofreniczki. Nikt… z wyjątkiem ludzi o podobnej kondycji psychicznej, jak na przykład malarz z obsesją na punkcie Cyganów, i policjant, który niezbyt dobrze radzi sobie z własnym, do bólu przeciętnym, życiem. Cała trójka przekracza magiczne wrota – otwarte tylko dla tych, którzy umieją patrzeć – i trafia do podziemnego świata, zamieszkanego przez ludzi oraz baśniowe i mityczne stworzenia. Wszyscy oni „wypadli” z głównego nurtu życia, z właściwego czasu i przestrzeni, i znaleźli się w miejscu, skąd widać podszewkę świata realnego. Czuli się niepotrzebni, wybrali więc wygnanie, cichą stagnację. Nie udało im się jednak całkowicie odciąć od tego, co na górze, ponieważ ktoś, kto nie powinien był tego robić, otworzył przejście i połączył oba światy zbyt ściśle. Czy równowaga zostanie przywrócona? Czy bohaterowie znajdą to, czego szukają? A może cała historia jest tylko „snem wariata śnionym nieprzytomnie” i nie powinno się brać jej na poważnie…?

Powieść Sedii składa się przede wszystkim z wielu biografii, które, niczym koraliki, zostały nawleczone na nitkę głównego wątku. Bohaterowie wędrują po podziemiu, przypominającym zaświaty – a dokładniej: półsenne, greckie elizjum – i napotykają na swojej drodze najróżniejsze postacie. Dowiadujemy się, kim są, jakie były ich losy, najczęściej tragiczne lub po prostu gorzkie jak piołun, potem zaś odchodzimy dalej, przytłoczeni nowymi informacjami. Nie mamy do czynienia ze światem fantasy, zamieszkanym przez pełnych życia mieszkańców; rzeczywistość wykreowana przez Sedię to kraina duchów, istot, które dawno powinny odejść, a jednak zostały, może ze strachu, a może z przekory, wybierając życie podobne do snu.

Dawno nie czytałam równie smutnej powieści – smutnej od początku do samego końca, a w dodatku przejmującej do szpiku kości. Tutaj jedyną szansą na ocalenie jest ucieczka od świata. Nawet misja, którą podejmują bohaterowie, wcale nie ma na celu zmiany stanu rzeczy, chodzi raczej, przynajmniej moim zdaniem, o ocalenie istniejącego porządku i o możliwość pogrążenia się w elizejskiej ciszy. Galina dochodzi do podobnego wniosku: „Bohaterowie powinni wytrwale zmagać się z przeciwnościami, są tworzeni do walki, nie do składania broni. Ale gdy walka się kończy, a ktoś ciągle przegrywa, dlaczego nie poddać się zadowoleniu?”. Dziewczyna nie widzi więc szansy dla sobie podobnych, woli się wycofać. Uważa, że świat należy do ludzi takich, jak jej siostra: radosnych, odważnych i gotowych stawić czoła nowym wyzwaniom. Starzy bogowie powinni odejść, ustępując miejsca nowym, a każda próba zakłócenia odwiecznego porządku kończy się niepowodzeniem… i jest na wskroś żałosna.

Od razu uprzedzam, że „Tajemna historia Moskwy” to nie jest rosyjska wersja „Nigdziebądź” Gaimana, i nie należy sugerować się takimi porównaniami. Te powieści różnią się wszystkim, nie tylko tematyką i wydźwiękiem, ale nawet rodzajem narracji. Sedia poetyzuje, co czasami zachwyca, a innym razem, niestety, bywa irytujące, bo czytelnik odnosi wrażenie, że… za dużo tu słów. Zbyt wiele składniowych bibelotów w stylu barokowym. Lubię poznawać bohaterów w działaniu, domyślać się pewnych rzeczy, wyciągać własne wnioski, a tutaj, autorka podaje wszystkie informacje jak na talerzu; opowiada o wydarzeniach, zamiast je po prostu pokazać. Wydaje mi się nawet, że cała historia – ba, cała fantastyczna otoczka! – jest jedynie pretekstem, bo w gruncie rzeczy chodzi o próbę analizy ludzi liminalnych, „zawieszonych” między, metaforycznie rozumianymi, światami. Oczywiście to tylko moja prywatna interpretacja, każdy czytelnik może pokusić się o własną. Faktem jest jednak, że „Tajemna historia Moskwy” ma w sobie jakąś fabularną toporność, której nie jest w stanie zamaskować nawet poezja, czy może raczej bizantyjska przesada. Wartość tej książki, bo z pewnością mamy do czynienia z utworem wartym uwagi, tkwi gdzie indziej – w poruszanej problematyce. „Tajemna historia Moskwy” to mozaika złożona z interesujących miniatur psychologicznych, połączonych motywem wędrówki po zaświatach, przyprawiona w dodatku klimatem dusznym od pesymizmu. Może zawrócić w głowie, zmęczyć czy zasmucić, ale na pewno nie pozostawi czytelnika obojętnym. A to przecież najważniejsze.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Ekaterina Sediaqfant-Tajemna-historia-Moskwy

Tytuł:Tajemna historia Moskwy

Data wydania:październik 2008

Wydawnictwo:MAG

Pozostałe dane:Tytuł oryginalny: The Secret History of Moscow

Przekład: Maria Gębicka-Frąc

ISBN: 978-83-7480-101-0

Liczba stron: 289

Format: 125×195mm

Cena: 29,99 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: