Edward Lee, „Golem”

Edward Lee, „Golem”


Autor: Katarzyna Tatomir

Seth Kohn, główny bohater „Golema”, jest projektantem gier komputerowych. Jego „Dom z Mięsa i Kości” osiągnął światowy sukces i uczynił go milionerem. Na rynku gier trudno się wybić, jak więc tego dokonał? Pozwolę sobie zacytować krotki fragment powieści: „Seth zdawał sobie sprawę, że fabuła typu obcy atakują Ziemię i tylko jeden twardziel może ich powstrzymać jest mniej więcej tak nowa jak Biblia Gutenberga, lecz wiedział też, że oryginalność i nowatorskie koncepty nie są zbyt mile widziane w branży – podobnie, jak i w Hollywood. Fani preferują to, co znają, jedynie lekko podrasowane”[1]. Trzeba zatem tworzyć to, co poprzednio się sprzedało, tylko podkolorować tu i ówdzie, przyprawić, podać z nowym sosem. Tej zasady zdecydowanie trzyma się Edward Lee. Nie eksperymentuje, korzysta z raz sprawdzonych schematów fabularnych („Sukkub”, „Ludzie z bagien”), zmieniając nieznacznie bohaterów, czas i przestrzeń, nowymi czyniąc detale. I co mu z tego wychodzi? Kolejny przerażający i wciągający horror.

Seth Kohn, obrzydliwie bogaty projektant gier oraz jego partnerka, Judy Parker, chcą na nowo ułożyć sobie życie w spokojnej mieścinie Lowensport, gdzie kupują starą posiadłość Lowens House. Jak się domyślacie, pożądanego spokoju nie zaznają, a czaszka w piwnicy i zakopany w ziemi wrak statku w okolicy ich domu to tylko subtelne zwiastuny czekających ich przerażających wydarzeń.

Jak zwykle u Lee, narracja nie skupia się tylko na jednych bohaterach. Co pewien czas autor cofa nas do 1880 roku i krwawej jatki, która rozegrała się wówczas w Lowensport, by w następnym rozdziale wrócić do czasów współczesnych, ale nie do Setha i Judy, tylko do pary niezbyt bystrych dilerów narkotyków oraz szefa policji, który troszkę traci kontrolę nad okolicą. Wszystko oczywiście łączy się w starannie utkaną siateczkę intryg i przyprawiających o gęsią skórkę sekretów, która – a jakże by inaczej – jest obficie ozdobiona przemocą, krwią i brutalnym seksem.

Oczywiście znajdziemy w „Golemie” bardzo rozwinięty wątek religijny, który na dobrą sprawę jest motorem całego zamieszania – również jak zwykle u Edwarda Lee. Tym razem na tapecie znalazła się żydowska legenda o golemie, kabała, wiara w czarną magię, siłę słów i możliwość tchnienia życia w obsmarowanego gliną umarlaka – co oczywiście bardzo spłyciłam, ale zapewniam, że Lee pracę domową odrobił porządnie i przedstawił całą mistyczną warstwę swej powieści niezwykle wiarygodnie.

Lee wie, czego w jego powieściach szukają czytelnicy, i dokładnie to im daje. Może opiera się na tych samych schematach i zmienia jedynie szczegóły, tło, „rodzaj” potwora, ale ta metoda się sprawdza. To, co dla jednych jest wadą, bo wtórne i „znowu to samo”, dla drugich będzie zaletą, bo w końcu stek to stek – jak zwykle sycący, po prostu podany z innym sosem i tym razem z frytkami. Fani prozy Edwarda Lee i ekstremalnego horroru będą więcej jak zadowoleni. Narzekać może jedynie ten, kto oczekuje czegoś nowego.


[1] Edward Lee, „Golem”, Zakrzewo 2012, s. 45 (podkreślenie autorki recenzji).

Autor: Edward LeeGolem_qfant

Tytuł: Golem

Data wydania: 2012

Wydawnictwo: Replika

Pozostałe dane: ISBN: 978-83-7674-194-9

Tłumaczenie: Czartoryski Bartosz

Format: 14,5 x 20,5 cm

Liczba stron: 316

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: