Drew Karpysyhyn, „Darth Bane. Droga zagłady”, „Darth Bane. Zasada dwóch”, „Darth Bane. Dynastia zła”

Drew Karpysyhyn, „Darth Bane. Droga zagłady”, „Darth Bane. Zasada dwóch”, „Darth Bane. Dynastia zła”


Autor: Łukasz Szatkowski

Gwiezdne wojny to nie tylko film. To biznes na miarę Harry'ego Pottera, jeśli nie większy - poza komiksami, filmami animowanymi, grami komputerowymi i wszelkiej maści gadżetami, uniwersum dopełniają również książki. Nie cieszą się one zbyt dużą estymą, a ich wartość, według większości czytelników, jest raczej mierna. Sam spotkałem się kilka razy z taką opinią, a najbardziej łagodna rada, jaką otrzymałem przed lekturą trylogii „Darth Bane” autorstwa Drew Karpyshyna, to nie spodziewać się zbyt górnolotnej literatury. Na skutek tego wszystkiego zabierałem się do czytania niczym pies do jeża, ale w końcu postanowiłem dać szansę tym trzem wydanym przez Amber książkom. Zawsze przecież istnieje możliwość, iż to właśnie Karpyshyn wyciągnął z uniwersum popularnych Star Warsów coś więcej i nie okaże się to jedynie kolejną ciekawostką dla fanów serii.

Trudno zrobić wprowadzenie do fabuły „Darth Bane'a”, gdyż jest ona prosta jak drut i przewidywalna jak kalendarz, więc proszę o wybaczenie, jeśli otrę się o spoilery. Akcja ma miejsce na tysiąc standardowych lat przed wydarzeniami z filmowej części czwartej - „Nowa Nadzieja”. W „Drodze zagłady” poznajemy głównego bohatera i śledzimy jego poczynania, poprzez wojnę z Jedi po stronie Sithów jako zwykły żołnierz, szkolenie w Akademii Sithów na Korribanie, aż po objęcie władzy nad Zakonem i zreformowanie go poprzez likwidację. Darth Bane werbuje sobie uczennicę, czym przypieczętowuje wprowadzenie „Zasady dwóch”, jak brzmi podtytuł drugiego tomu. Uwidocznia się tutaj sztuczny podział na tomy - pierwsze dziewięć rozdziałów jest niejako kontynuacją pierwszego, po czym następuje chwytliwy zwrot „dziesięć lat później”. A dziesięć lat później Zannah - uczennica Bane'a - nadal jest w trakcie szkolenia i w jego ramach, na zlecenie swojego mistrza, wykonuje najróżniejsze zadania mające podkopać kondycję Republiki i doprowadzić do jej upadku. Podczas jednego z takich zadań Zannah ściąga przypadkowo na kark Bane'a Jedi, co kończy się ich krwawą rzeźnią, lecz i Mistrz Sithów ledwo uchodzi z życiem, co zawdzięcza jedynie przebiegłości swojej podopiecznej. „Dynastia zła”, czyli ostatni tom trylogii „Darth Bane”, to dalszy ciąg sithowej sielanki. Kolejne misje, morderstwa, intrygi… lecz cóż to? Bane zostaje porwany, a na jego ratunek rusza ponownie Zannah. Jednak tylko po to, by stoczyć ze swoim mistrzem śmiertelną walkę o przewodnictwo nad Zakonem Sithów.

W przeciwieństwie do filmu, Drew Karpyshyn oferuje nam głębsze poznanie Ciemnej Strony Mocy. W początkowej fazie Zakon Sithow nie różni się za bardzo od Jedi, podczas wojny różnice się zatarły, nie ma ciemnej i jasnej strony, a jedynie różne odcienie szarości, częste są przejścia z jednej strony na drugą, a jej przykładem jest chociażby padawanka Githany, która przechodzi na Ciemną Stronę. Mistrz Kaan wprowadza do Zakonu Sithów organizację Jedi - wszyscy są równi i dzięki temu nikt nie walczy o władzę, Sithowie mogą zjednoczyć siły, miast sami się wybijać poprzez wewnętrzne wojny. Jednak to nie może zbyt długo funkcjonować, gdyż stoi w sprzeczności z ideologią Sithów. „Spokój to kłamstwo. Jest tylko pasja./ Dzięki pasji osiągam siłę./ Dzięki sile osiągam potęgę./ Dzięki potędze osiągam zwycięstwo./ Dzięki zwycięstwu zrywam łańcuchy”. Jak mają się słowa tego swoistego credo do równości wszystkich Mrocznych Lordów? Jak pokazać siłę, dać upust pasji, skoro więżą cię sztywne, nieintuicyjne reguły? Bane sprzeciwia się temu i przyjmuje zawieszony tytuł Dartha, czym stawia się ponad resztą Bractwa Ciemności i podstępem doprowadza do tego, że popełnia ono zbiorowe samobójstwo. To jest właśnie początek tego, o czym we właściwy sobie sposób mówił mistrz Yoda w „Mrocznym Widmie”: „Dwóch zawsze ich jest. Nie mniej, nie więcej. Mistrz i uczeń”. Darth Bane sformułował dokładniej, choć równie zwięźle, zasadę dwóch, która odtąd miała obowiązywać Sithów: „Dwóch ich powinno być, nie więcej, nie mniej. Jeden, by przyjąć potęgę, drugi by jej pożądać”. Uczeń powinien wyzwać mistrza, kiedy będzie już wystarczająco silny. W ten sposób Sithowie mają rosnąć w siłę - każdy kolejny mistrz będzie lepszy od poprzedniego. Fabuła, jak już wspomniałem, jest nieskomplikowana. Wszystko krąży wokół holocronów, urządzeń przechowujących wiedzę starożytnych Sithów. Darth Bane, oprócz bliżej nieznanych, ale, jak zapewnia autor, długofalowych i zakrojonych na olbrzymią skalę knowań, mających na celu upadek Republiki i zniszczenie Jedi, umila sobie czas poszukiwaniem tychże skarbnic wiedzy i udaje mu się nawet kilka odnaleźć. Po każdym takim znalezisku niejako wskakuje na wyższy poziom. Nieprzypadkowo używam takiego sformułowania. Drew Karpyshyn jest bowiem przede wszystkim twórcą scenariuszy gier komputerowych, a dopiero w następnej kolejności - pisarzem. Przyłożył rękę do tak znanych pozycji, jak: „Baldur's Gate II”, „Star Wars: Knights of the Old Republic”, „Jade Empire” czy „Mass Effect”. Niestety, pisanie powieści mógłby sobie z powodzeniem odpuścić, fabuła książki powinna być jednak dużo bardziej skomplikowana i znacznie mniej liniowa, niż scenariusz do gry.

dynastia_zla_qfantNarracja prowadzona jest głównie z punktu widzenia Bane'a i Zannah, choć w każdym z tomów zdarzają się przerywniki - mamy okazję poznać osoby (oraz ich historie), których drogi skrzyżują się z drogami naszych głównych bohaterów. Nie należy się jednak zbytnio do nich przywiązywać, gdyż w znakomitej większości te skrzyżowania kończą się dla nich szybką śmiercią. Karpyshyn jednak w przekonujący sposób przedstawił filozofię Ciemnej Strony. Jest ona wewnętrznie spójna, pragmatyczna i logiczna, czytelnik może mieć nawet chwilami wrażenie, że zdaje się bardziej naturalna od filozofii Jedi, która zakłada stoicki spokój, sprzeciwia się emocjom - zarówno pozytywnym, jak i negatywnym, wreszcie ogranicza swoich członków licznymi sztywnymi zasadami. Postacią, która przekonała mnie do siebie najbardziej, jest uzdrowiciel Caleb - silny mocą, lecz nie opowiadający się za żadną ze stron, jego siła wykracza poza ramy podziału na ciemną i jasną stronę. Niestety, on również zostaje w niezbyt przyjemny sposób zaszlachtowany (o ile przyjąć założenie, że da się być zaszlachtowanym w przyjemny sposób).

Na plus dla samego wydania należy zaliczyć spis wszystkich książek z uniwersum w kolejności chronologii przedmiotowej oraz wstęp do historii gwiezdnych wojen, czy może raczej streszczenie tego, co do tej pory wyszło, w drugim i trzecim tomie. Mimo wszystko, nie żałuję czasu spędzonego z „Darth Banem”, jest to całkiem przyjemna w czytaniu, choć raczej przeciętna powieść. Inną sprawą jest nieadekwatna do poziomu i objętości cena - za 100 zł. dostajemy 900 stron tekstu. Pocieszeniem niech będzie, że jest to dziewięćset dość „uczciwych” stron, bez manipulacji wielkością czcionki czy innymi elementami wpływającymi na objętość. Niemniej, przez cenę, trylogia „Darth Bane” autorstwa Drewa Karpyshyna jest już nie do polecenia dla standardowego, niezbyt ambitnego czytelnika niezwiązanego z fanowskim ruchem gwiezdnych wojen, do poduszki czy na podróż pociągiem, i pozostaje, niestety, rzeczywiście głównie ciekawostką dla fanów serii.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: