Dorota Terakowska, „Poczwarka”

Dorota Terakowska, „Poczwarka”


Recenzowała: Małgorzata Ślązak

 

Potrzebne łzy

Świat nie zna łagodnych granic. Koniec każdego z okresów naszego życia jest albo smutny, albo przynajmniej melancholijny: przejście z beztroskiego dzieciństwa w zakompleksioną i pryszczatą młodzieńczość, z niej w odpowiedzialną i trudną dorosłość. Pójście do szkoły, matura, porzucenie rodzinnego gniazda, stresujące egzaminy, potem kryzys wieku średniego, starość i śmierć. Małe czy większe – cezury nie są przyjemne, jak widać. Optymistyczne, aż diabli biorą.

Na szczęście istnieją też momenty wielkich szczęśliwych otwarć: pierwsza piątka w szkole, wygrana w konkursie sportowym, oblewanie magisterki, pamiętny ślub, pierwsze własne lokum, narodziny dziecka…

Adamowi i Ewie z „Poczwarki” Terakowskiej, spełnionemu prywatnie i zawodowo małżeństwu, wydaje się, że te granice można dokładnie wytyczyć. Pozornie wcale się nie mylą: wszyscy przechodzimy przez te same „stadia”, czy będą to te Eriksona, czy podobne, nazwane inaczej, wzięte z innej koncepcji rozwoju człowieka. Gdyby zresztą nie było tych podobieństw, nie doczekalibyśmy się kultury z jej rytami przejścia. Nie moglibyśmy snuć planów i wizji na przyszłość. Proste. Aż za bardzo. Aż nie do uwierzenia. Aż coś się musi popsuć… Ale to za chwilę.

Adam i Ewa planowali… Ukończenie studiów, luksusowe mieszkanie, narodziny dziecka…

Planowali syna, spadkobiercę życiowego dorobku, rodzicielskich ambicji i dobrych genów. Kiedy się okazało, że na świat ma przyjść córka, nie zmieniło to podejścia małżonków i przyszłych rodziców do życia: wciąż obmyślali, wyliczali i kreślili. A tymczasem:

Pan rozdaje swoje dary, nawet te nie chciane. Nic nie zostawia dla siebie.[1]

Zamiast ślicznej baletnicy lub młodocianego geniusza komputerowego urodziła się Myszka-Marysia. Dziewczynka z wyjątkowo ciężką postacią zespołu Downa i tajemniczą ciemną plamką w mózgu.

Dar nie jest prezentem. Dar może być błogosławieństwem lub przekleństwem. Balastem albo kołem ratunkowym. Wyrokiem bądź ułaskawieniem. Rogiem obfitości, puszką Pandory. Złowróżbną i ciężką tajemnicą, rozkosznym sekretem, przeklętym artefaktem, amuletem na szczęście. Żadnym i każdym z powyższych. Dar jest słowem, które w naszym wieku wygląda na trochę archaiczne i jakby zużyte, nieprzystające, może nawet umarłe: za pojemne, za stare, za mocne na przelotny świat dwudziestego pierwszego wieku. Można go przyjąć lub odrzucić, potwierdza w „Poczwarce” Terakowska, ale bywa, że i dar wybiera – bo to coś więcej niż upominek, niespodzianka, ma moc wiążącą. Słowo Darem, dar – Słowem. I ciałem. Również takim, które stało się więzieniem.

Zamiast powyżej przytoczonego, mogłabym użyć mniej popularnego (jak się zdaje) cytatu z „Poczwarki”. Powyższy może zwodzić pozornym banałem. Gdy życie wali się w gruzy, nie liczy się, czy planowaliśmy. Gdybyśmy żyli z dnia na dzień, jak liście na wietrze… nie byłoby wielkiej różnicy. Jeżeli dotknęłaby nas tragedia – to każdy zapytałby „Dlaczego?”. Istotne jest tu słowo: dotknęłaby. Chodzi o dotyk, mocny, odczuwalny. Bo tragedie tylko się odczuwa, nie ogląda w telewizji. Inna niż nasza, nie jest już tragedią, choć nosi tę nazwę. Jest jej zniekształconym, ledwo poprawnie zdekodowanym odbiciem. A może stać się farsą. Jeśli jednak już się wydarzy, bezpośrednio w naszym zasięgu, na dotyk właśnie – wtedy nie oszczędzi zarówno pesymisty – spodziewającego się najgorszych nieszczęść, radosnego epikurejczyka i tych, którzy planowali.

Ale o tej prawdzie napisano. „Poczwarka” nie jest o niej, wbrew pozorom. Czy raczej – nie jest tylko o niej. Nie w taki jednowymiarowy, powtarzany przez pokolenia sposób. Nie na modłę w stylu „Nagle w życiu Kasi wydarza się nieszczęście, poznaj życiowy dramat rodziny Iksińskich, wydrukowany w tysiącach egzemplarzy”.

Czym jeszcze „Poczwarka” nie jest?

„Książką o niepełnosprawności”;

„Książką o dziecku z Downem”;

„Współczesną baśnią dla rodziców, łagodzącą traumę”;

„Powieścią obyczajową”;

„Współczesnym moralitetem”;

„Uwspółcześnioną baśnią o brzydkim kaczątku”;

„Reinterpretacją biblijnej Genezis”

…i tak dalej. Zawierając aspekty wszystkich powyższych, nie mieści się w żadnej z szufladek.

 „Poczwarkę” można po prostu przyjąć lub odrzucić, jak jej upośledzoną bohaterkę – Myszkę. Ta książka uderza. Zawstydza czytelnika z jego codziennym malkontenctwem, narzekaniem, błahymi problemami. Recenzja wydaje się nietaktem, bo jest recenzją. Powieść Terakowskiej chwyta za gardło z co najmniej kilku powodów, ale przyczyny te są jak nitki gęsto utkanej materii; wkłada się szatę, nie nitki, nikt pojedynczych nie będzie wysupływał, by obejrzeć materiał.

Oczywiście, popróbować można i dałoby się. Bo powodem jest język, przepiękny, plastyczny, którym autorka snuje smutną (ale nie pozbawioną nadziei) historię motyla, uwięzionego w stadium poczwarki, potrafiącego mimo to rozpostrzeć piękne skrzydła. Językiem tym mówi narrator „zza pleców” i z wnętrza Myszki, Adama, Ewy, równocześnie potężnego i bezradnego Boga, Węża o niespodziewanej roli i raczej niebiblijnym charakterze, współczującej matki innego chorego dziecka, oschłych pań z opieki społecznej. Język bardzo poetycki, a równocześnie zaskakująco przystępny, nawet brutalnie szczery w scenach naturalistycznych. Wydobywający piękno z niedoskonałości, ale nie pudrujący, nie zasłaniający tego, co może budzić wstręt, jest brzydkie czy straszne.

Realizm – powód drugi. Terakowska nie daje złudzeń: życie z osobą pokroju Myszki czy nawet dłuższe przyglądanie się jej, szybko cofnie nas w sferę odrazy, ledwo zdobyliśmy się, by ostrożnie wejść w krąg naskórkowej, powierzchownej – w większości właśnie tylko powierzchownej! – empatii. Wiedza o współodczuwaniu nie jest nim samym. Chlipanie nad dalekim i nieokreślonym „biednym Murzynkiem”, to nie opieka nad własnym, ułomnym dzieckiem.

Dziecko to nie wzbudza (przynajmniej od razu) chęci pogłaskania czy przytulenia. Boleśnie, trafnie, bez skrzętnego ubierania w strawne słówka, pisarka zauważa: zespół Downa i wiele innych schorzeń nie nadaje się na karty książek. Do filmów i na charytatywne bale. Piękna wydaje się frenezja artystów, ściska za serce schizofrenia genialnego matematyka, wzbudza współczucie gruźlica Szopena, uwznioślone są bladolice dzieci chore na białaczkę, podziw budzi zapał i determinacja paraolimpijczyka. Przykładów tych Terakowska nie stawia wprost, za to stawia pod ścianą każdego, kto sądził, że posiada sumienie: ściana jest przed czytelnikiem. Za nim stoi śliniąca się, gruba, niemówiąca po ludzku dziewczynka. Możemy wpaść na mur albo odwrócić się do dziecka, które przez magiczny strych wyprowadzi nas do raju.

Magiczny, bo i też granice między realnym a wyobrażonym są nieostre. Nie spłyca to jednak powieści, nie infantylizuje życiowej katastrofy dodatkiem baśni. Za to komplikuje ścieżki interpretacji i stawia pytania natury filozoficznej, nie tylko społecznej („Jak żyć z niepełnosprawnym?”). Czy doskonałość potrzebuje niedoskonałości jako swoistego sprawdzianu dla własnej perfekcji? Jak doskonałość może tworzyć swoje kopie, skoro oryginał jest jeden a doskonalenie się to proces, ruch? Doskonały byt nie dąży, on jest. Trwa, statyczny, na piedestale. Nie rozwija się.

A może za doskonałość należy płacić i jest to transakcja wymienna? Na przechowanie Bóg daje Dary kruche i niewykończone, które należy przechować, jak cenny list żelazny, przepustkę do nagrody wiecznej?

Wiele pytań – jednej interpretacji brak, również na płaszczyźnie konkretnego światopoglądu. Czy będzie to linia chrześcijańska, czy wyłącznie „pragmatyczna” (konflikt ambicji i odpowiedzialności) – nie podejrzymy wnętrza poczwarki, która w środku tańczy. Ale przez nią, jak przez bezlitosne, ale uczciwe lustro, przyjrzymy się sobie. To, co zobaczymy, nie uspokoi nas i nie utwierdzi w moralnych osądach, to pewne. A już na pewno nie da nam tej pewności realistyczna warstwa książki.

Słusznie zauważyła Józefa Hennelowa[2], że rozpatrywane jako sylwetki zwykłej książki obyczajowej, postaci rodziców Myszki są aż zbyt schematyczne. Adam i Ewa, nazwani oczywiście nieprzypadkowo, zostali bardzo niedelikatnie wepchnięci w kontury „młodych, wykształconych z dużych miast”. Adam tak mocno i obsesyjnie wierzy w cuda genetyki (eugeniki?), równocześnie tak wyraźnie i niekiedy patetycznie wyraża wątpliwości, że czytelnik nieprzekonany do obranej przez Terakowską formuły – odrzuci jej dar jako zbyt natrętny, moralizujący przez zbyt mocne kontrasty. Zanadto wycyzelowany, za bardzo sterylny jest poukładany świat młodego małżeństwa. Ale… nie są oni wyłącznie konkretnym Adamem i konkretną Ewą.

Są Adamem i Ewą z raju, są Barbie i Kenem, męskim słońcem i kobiecym księżycem (jedno ogląda jasne, estetyczne, drugie patronuje ciemnemu, wstydliwemu), Matką i Ojcem, Sercem i Rozsądkiem. Terakowska bazuje na bogatych interpretacyjnie zderzeniach, kontrach i opozycjach, niektóre modyfikując i przeinaczając (skrzętny asystent – Wąż, roztargniony, niepewny szef – Bóg). Myszka tkwi jak (nad)naturalny łącznik między antagonistycznymi symbolami i wartościami, wiążąc to, co powinno się dopełniać, ale niekiedy głupio z sobą walczy. Dopiero dopełnienie warstw: powieści społecznej, obyczajowej i tej drugiej realistyczno-magicznej, daje właściwy ogląd przepalonych zdjęć postaci: to nie nieudolność fotografa, to zabieg artystyczny. Zabieg świetny. I świetna książka…

…chciałoby się powiedzieć. Nie, „Poczwarka” nie jest świetna, fajna, dobra. Te określenia błyszczałyby tandetnie. To powieść mądra, poruszająca i zwyczajnie potrzebna. Smutna, ale nie przytłaczająca. Po oczyszczeniu przychodzi pora na działanie: z nową nadzieją i siłą, której możemy się wcale w sobie nie spodziewać, a którą z najwyższym trudem dobyła z siebie Ewa. Łzy wyciskane przez książkę przynoszą ulgę. Ulgę, że jeszcze z nas płyną. Że nas, zjadaczy chleba, może kiedyś uskrzydlą. Z miłością i współczuciem w motyle przerobią.

 

Korekta: Grzegorz Hammer



[1]             Cytat z recenzowanej książki, str. 7

[2]             Józefa Hennelowa, Lektura nie do poduszki, Tygodnik Powszechny – 22 kwietnia 2001. Za: http://terakowska.art.pl/poczw/recenzje.htm, dostęp z dn. 28.05.2014poczwarka-qfant

  • Autor: Dorota Terakowska
  • Tytuł: Poczwarka
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
  • Wydanie: III
  • Gatunek: proza obyczajowa/społeczna, proza współczesna, realizm magiczny
  • ISBN: 978-83-08-05367-6
  • Data wydania: 30 kwietnia 2014
  • Wymiary: 123x197
  • Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 322

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: