Dominik Szcześniak „Robaczki”

Dominik Szcześniak „Robaczki”


Recenzował: Karol Sus

Być twórcą komiksów w Polsce nie jest łatwo. Ani to zawód, ani hobby. Bo czy zawodem można nazwać coś, co robi się po godzinach, nierzadko w środku nocy lub tuż przed świtem, co finansowo nie pozwala nawet załapać się na próg minimum egzystencji? Trudno też robienie komiksów nazwać hobby. Byłoby to niesprawiedliwe wobec scenarzystów i rysowników wkładających całe serce i niemało czasu w tworzenie czegoś dla garstki odbiorców zaledwie. Gdzie szukać winnych? Czy Polacy robią zbyt słabe komiksy? Czy wydawcy nie potrafią przebić się do mas ze swoimi produktami? Czy wreszcie czytelnicy i krytycy doceniają tylko zachodnie tytuły (tworząc tym samym niszę w niszy; polski komiks na peryferiach komiksu zagranicznego, który w końcu też jest jedynie marginesem rynku wydawniczego)? Jedni narzekają, inni robią swoje, nie patrząc na przeciwności. Dzięki nim możemy czerpać przyjemność z lektury takich komiksów jak „Robaczki” Dominika Szcześniaka wydanych pod szyldem Wydawnictwa Komiksowego.

Przydługi wstęp również nie był pisany gwoli narzekania, które jest celem samym w sobie. Pytania pojawiające się wyżej przewijają się w autorskim albumie Szcześniaka wielokrotnie. I mimo że nie stanowią głównej osi komiksu, zdominowały go całkowicie. W „Robaczkach” można wyróżnić dwa plany. Pierwszy pod względem wagi to ogólna obserwacja zarówno rynku komiksowego w Polsce (ciekawa głównie dla czytelników związanych z fandomem), jak i szerzej, otaczającej nas rzeczywistości. Drugi, obszerniejszy objętościowo, to rodzajowe scenki z życia ojca-komiksiarza.

Szcześniak podsumowuje kondycję polskiego komiksu, rynku wydawniczego i fandomu, nie szczędząc nikogo. Bezlitosny występ typu „stand-up”, co ciekawe, incognito, jako Batman (co autor kapitalnie spuentował na koniec albumu, brawo za autoironię), kłuje boleśnie wszystkich po kolei. Od autorów, poprzez wydawców i czytelników, na recenzentach kończąc (ręka do góry, kto dostaje za recenzje pieniądze!). Nie żeby ostrze krytyki było niecelne. Każdy, kto choć trochę obraca się w środowisku, przyzna Szcześniakowi rację, przynajmniej częściową. Jakieś recepty? Niestety brak. Co również jest symultaniczne dla fandomu.

To ukłon w stronę komisowego grajdołka. A co z tymi, którzy na konwenty nie jeżdżą, nie należą do żadnej sitwy, nie mają przynajmniej kilkuset postów na pewnym forum i nie wiedzą, co to plecy konia? „Robaczki” to przede wszystkim opowieść o ojcostwie zebrana w formę krótkich gagów, historyjek z codziennego życia. Autor nie ogranicza się tylko do żartu. Komiks opowiada o trudzie i poświęceniu rodzicielstwa, ogromnej odpowiedzialności za cudze życie. Ciężar rodzicielstwa potrafi nieraz nieźle przytłoczyć, co najczęściej wynagradzane jest w najpiękniejszy możliwy sposób. Szczery uścisk dziecka (wiem, o czym mówię, sam jestem ojcem).

Wróćmy zatem do pytania o sens polskiego komiksu pojawiającego się we wstępie. Warto? Oczywiście, że tak! Nawet jeśli ma być to publikacja dla tej garstki zapaleńców, którzy wierzą, że Polacy nie gęsi. „Robaczki” Dominika Szcześniaka są tego bardzo dobrym przykładem.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Scenariusz: Dominik SzcześniakRobaczki
Rysunki: Dominik Szcześniak
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 150x228 mm
Stron: 156
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
ISBN: 978-83-7961-247-5

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: