Dolores Redondo, „Niewidzialny strażnik”

Dolores Redondo, „Niewidzialny strażnik”


Recenzował: Damian Drabik

Wydawnictwo Czarna Owca regularnie rozszerza swoją Czarną Serię o kolejne pozycje z pogranicza thrillera i kryminału. W listopadzie zagościła w księgarniach powieść „Niewidzialny strażnik” autorstwa Dolores Redondo – nieznanej dotychczas szerzej w Polsce – hiszpańskiej powieściopisarki. Może to się jednak szybko zmienić, właśnie za sprawą tego utworu, stanowiącego pierwszą część planowanej trylogii, do zekranizowania której wykupili już prawa producenci odpowiadający za adaptację serii „Millenium” Larssona, czy „Wallander” Mankella.

Dobry kryminał nie mógłby się obejść bez morderstwa i właśnie od opisu zbrodni dokonanej na nastoletniej dziewczynie rozpoczyna się „Niewidzialny strażnik”. Nagie ciało ułożone w specyficzny sposób, sznur na szyi i ciastko zostawione na łonie ofiary to elementy, które będą powtarzać się przy kolejnych odnalezionych martwych dziewczynach. Do prowadzenia sprawy przydzielona zostaje utalentowana detektyw Amaia Salazar, nie zyskuje sobie ona jednak przychylności nieco zazdrosnych podwładnych. Aby rozwikłać zagadkę, Salazar powraca do rodzinnego miasta w dolinie rzeki Baztán, gdzie będzie musiała zmierzyć się z demonami przeszłości.

Redondo zaczyna od mocnego uderzenia, szybko i sprawnie zarysowuje przed czytelnikiem historię i skupiając się na brutalnych morderstwach, zapowiada mroczny thriller. Poprzez nawiązanie do baskijskich wierzeń i mitologii, wprowadza do fabuły nutę magii oraz tajemniczości, które będą unosiły się nad tą opowieścią do samego końca. Miesza się tutaj thriller z realizmem magicznym, co w rezultacie tworzy dosyć specyficzny klimat, raczej daleki od innych typowych europejskich kryminałów. Choć linia fabularna jest standardowa, to w trakcie lektury wraz z coraz bliższym poznaniem opisywanego przez autorkę miejsca, czytelnikowi zdaje się, że ta historia mogłaby się rozegrać tylko tam.

Zdarza się w hiszpańskojęzycznej literaturze coś, co czasem mnie drażni, a czego Redondo nie udało się uniknąć. Być może to kwestia mojego wyczulenia, jednak gdy na pierwszy plan zaczynają wysuwać się relacje międzyludzkie, całość niebezpiecznie dryfuje w kierunku czegoś, co przypomina telenowelę. Zagadka morderstw siłą rzeczy wpisana jest nieodwracalnie w tę niewielką, zamkniętą społeczność, w której plotki łatwo się rozchodzą i mało kto pilnuje swojego nosa. Amaia wraz z mężem trafia pod dach swojej ciotki, gdzie przyjdzie jej znowu uczestniczyć w życiu rodzinnym, z którego dawno się wymknęła. Jedna z jej sióstr jest w separacji z mężem, druga przechodzi załamanie, do głosu dochodzą żale i wypominanie dawnych krzywd. W dodatku Salazar musi stawić czoła traumatycznym wspomnieniom dotyczącym niezrównoważonej i gnębiącej ją w dzieciństwie matki. Na tym gruncie rodzą się sztuczne emocje oraz tandetne dialogi, a sami bohaterowie uczestniczący w tych rodzinnych perypetiach także nie grzeszą wyrazistością. Chociażby mąż Amaii - postać tak płaska i pozbawiona głębi, że można ją przegapić w trakcie lektury.

Na szczęście autorce znacznie lepiej wychodzi przedstawienie samego śledztwa, jego rozwój i poprowadzenie intrygi do satysfakcjonującego finału. Redondo umiejętnie rozmieszcza w tekście poszlaki, dodaje kolejne wątki rzucające zróżnicowane światło na sprawę, wreszcie wprowadza element fantastyczny, który zarówno dla czytelnika, jak i chłodnego, do bólu racjonalnego umysłu detektyw Salazar, stanowi kolejną przeszkodę na drodze do odnalezienia mordercy. Redondo dobrze wie, jak mylić tropy, odwracać uwagę odbiorcy od kluczowych elementów i bywa, że niejednokrotnie wodzi czytelnika za nos. Nie ma też problemów ze złożeniem układanki w kompletną całość, która ostatecznie nie powinna nikogo zawieść.

„Niewidzialny strażnik” to opowieść o potrzebie naturalnej miłości, której brak prowadzi do wypaczeń i patologii. Redondo rozwija ten temat na różnych przykładach, chociażby relacji rodzica z dzieckiem, które na głównej bohaterce odciskają nieodwracalne piętno prowadzące do strachu przed własnym macierzyństwem. Zakotwiczona gdzieś pomiędzy rzeczywistością a tym, co nadprzyrodzone, pierwsza część trylogii Baztán porusza poważny problem, wykorzystując do tego formę kryminału. Całość ma swoje mocne i słabe strony. Ostatecznie nie wywiera na czytelniku niezapomnianego wrażenia i nieraz irytuje w trakcie lektury. Mimo to autorce udaje się kilkukrotnie poruszyć czytelnika, zwrócić jego uwagę na istotne sprawy. Co prawda można się przyczepić do tego, że Redondo miejscami bardziej skupia się na wątkach rodzinnych niż kryminalnych, jednak te ostatnie zostały nakreślone i poprowadzone na tyle sprawnie, że nie pozostawiają po sobie niedosytu.

 

Korekta: Paulina Koźbiałniewidzialny_strażnik_okładka

 

  • Tytuł oryginału: El guardián invisible
  • Tłumaczenie: Karolina Krzysztofik
  • Wydawnictwo: Czarna Owca
  • Seria: Czarna Seria
  • Data wydania: Listopad 2013-12-06
  • ISBN: 978-83-7554-710-8
  • Ilość stron: 416
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: