Dariusz Domagalski, „Osobliwość”

Dariusz Domagalski, „Osobliwość”


Recenzowała: Małgorzata Ślązak

Nic osobliwego, czyli przeklęta mediana

Buble czasami się przydają.

Zła literatura może się okazać całkiem pożyteczna.

Po pierwsze: taka niczego nie udaje (lub nie potrafi). Z daleka czuć, co w worku siedzi (niekoniecznie sympatyczny kociak). Jeżeli już się nabierzemy, to na własne życzenie. Naprawdę zła literatura działa jak negatywny drogowskaz; robi za system wczesnego ostrzegania. Odsiewa sama siebie. Sprytne, nie?
Po drugie: nad podobnymi „dziełami” można pochylić się z wyniosłą miną, jak naukowiec nad biedną mróweczką („Kto to czyta?”) i użyć różnych miłych narzędzi do dzielenia ludzi. Można się wyżyć, pośmiać, podrwić. Coś można ze złą książką jeszcze zrobić. Choćby przestrzec: nie pisz więcej. Nie czytaj.

Ze średniakiem natomiast nie można zrobić nic. Średniak znika. Średniaka się nie pamięta.

Książki z kategorii przeklętej mediany. Nic osobliwego. Nic specjalnego. Coś wyraźnie kiepskiego, choć nie można zarzucić ewidentnych błędów literatury najgorszej (korektor był obecny, redaktor odespał imprezę, a sam pisarz opanował podstawy warsztatu). Książki poślednie, których największą bolączką jest, że… istnieją. Miesiąc czy kilka po przeczytaniu wiem, że tytuł istnieje. Tyle pamiętam. Tyle mi jednak nie wystarczy do refleksji, którą z czegoś muszę utkać.

Żałuję. Żałuję, że nie mogę zatrzymać się w tym punkcie. Stwierdzić: „nic osobliwego”.

„Osobliwość” Domagalskiego na literaturę poślednią, jednorazową, do zapomnienia — nadaje się idealnie. Składa jednak pewne obietnice, podsuwa punkty wyjściowe do czegoś lepszego. I dlatego można nad kolejną pozycją „Horyzontów zdarzeń” ubolewać.

Ubolewać, bo polskiej SF nigdy za wiele. Brakuje w niej zwłaszcza tego rodzaju, który można by nazwać „formatem umiarkowanym”: gdzieś pomiędzy opcją najtwardszą, silnie zintelektualizowaną, a typowo rozrywkową, najmocniej obecnie reprezentowaną przez zachodni nurt młodzieżowy i young adult. Nową serią Rebis wypełnił tę lukę, prezentując fantastykę dla „początkujących i zaawansowanych”.

Ubolewać, bo tak przyjemnej, elegancko minimalistycznej obwoluty na rynku okładkowego badziewia ze świecą szukać. „Horyzonty…” spisują się tutaj całkiem dobrze. „Osobliwość” przypomina nieco „Robokalipsę” Wilsona (wyd. Znak), choć bez kopiowania. Szkoda, że doskonała oprawa skrywa przeciętną treść.

Ubolewać, bo Domagalski wyszedł z całkiem niezłego konceptu, zarówno jeśli chodzi o fabułę (z grubsza dającą się określić mianem „kosmicznej SF”), jak i sposoby jej realizacji: w oparciu o ramy klaustrofobicznego thrillera, z niebezpieczeństwem osadzonym „wśród swoich”, w zamkniętej przestrzeni. Używając motywów do cna wyświechtanych, mógł stworzyć interesujące zestawienie. „Terror oryginalności”, uprawiany przez wielu zblazowanych „wyjadaczy”, mnie akurat nie dotyczy. Wszystko już było, koła na nowo nie oczekuję. To, co rzekomo świeże, często bywa emocjonalną, intelektualną albo formalną wydmuszką (bo liczy się sam efekt nowości). O ile więc trudno spodziewać się rewolucji, o tyle można liczyć na ewolucyjne utrzymanie jakości, której minimum gwarantuje już samo zaszeregowanie gatunkowe.

Tytuł powieści nawiązuje do najbardziej aktualnych trendów w fantastyce naukowej. Aktualnych, ale i uniwersalnych. Granice ekspansji ludzkości i samego człowieczeństwa, jego wyznaczniki, obecność i status ewentualnej „nadistoty”, kontakt, triumf technologii, zagadki kosmosu – znamy, prawda? Te słowa (i tematy) to gotowe marketingowe wytrychy. Mogą reklamować dowolną książkę z szufladki. Dobrze, jeśl faktycznie otwierają jakieś drzwi. Idealnie, gdy jest to skarbiec, fatalnie gdy szafa pełna trocin.

Domagalski tymczasem to… no, nie trociny. Raczej stare ubrania, których łatka „vintage” nie ocali. Nie pasuje ani krój, ani kolor, sprany i niezbyt twarzowy. To ciuchy nudne i obciachowe dla młodych, za ciasne i za mało stylowe dla starszych.

Próbując pożenić rozrywkowy, nawet nieco sensacyjny format casualowy z dywagacjami na temat pryncypiów, a równocześnie puszczając oldskulowe oczko do miłośników gatunku, Domagalski napisał „Osobliwość” praktycznie dla nikogo. Możliwe, że uległ trochę „presji objętości”: książki na jedną podróż pociągiem, którą lekko i dobrze się czyta, a w której tylko wyjątkowo udaje się zmieścić drugie i trzecie dno, bo siłą rzeczy brakuje oddechu. Niezależnie od tego, czy autor chciał fabułę ścieśnić, czy po prostu „tak wyszło”, efekty nie są zadowalające.

Już u progu przygód załogi Selene widać jedną z największych bolączek powieści: używanie młotka. Domagalski tu objaśni, tam podpowie, gdzie indziej wygłosi definicję lub poczęstuje frazesem. „Osobliwość” to nie tyle powieść, co wyciąg z niej, skrót, przymiarka, konspekt. Ewentualnie… scenariusz na sesję RPG. I to scenariusz najprostszy. Nie ten, który ma olśnić grających mistrzostwem prowadzącego, lecz czysto „techniczny”, kierujący akcję z punktu A do B, gdzie bardziej liczy się rozegranie przygody, a niekoniecznie jej oprawa. Pojawiające się sylwetki nie przykuwają uwagi, nie skłaniają do empatyzowania z nimi. Suchy rysopis czyni je kartonowymi. X jest karłem, ma kręcone włosy, wielkie stopy, lubi sprośne żarty i piwo, umiarkowanie inteligentny. Y jest elfką, chuda, wysoka, je orzechy i ma +50 do magii ognia, wysoce inteligentna. Koniec. Ściśle sprofilowane charaktery przypominają szkice pełnoprawnych bohaterów literackich. Zachowują się jak pacynki o ograniczonym zestawie ruchów. Mają odegrać określone role, za cenę jakiejkolwiek głębi, zagadkowości czy możliwości interpretacji ich działań. Co gorsza, poruszają się w dekoracjach tekturowego teatrzyku: topornych, prowizorycznych, źle skrywających techniczne bebechy konstrukcji.

Spod kompozycji przeziera jej szkielet; niewidzialna nić, bez której pisarz, jak się zdaje, nie wyobraża sobie przeprowadzenia czytelnika przez „labirynt” jego książki. Transparentny, bezpieczny, banalny i gładki język tylko potęguje to wrażenie; Domagalski w encyklopedyczny, belferski sposób tłumaczy zagadnienia naukowe, a nawet… powiedzenia (wyjaśniając czytelnikowi, jak odczytywać zwrot „pies ogrodnika” ). Zabolało? Mogło.

O ile bowiem pokrętne pisanie, zrozumiałe tyko dla pisarza i jego podobizny w lustrze jest często bufonadą, o tyle głoszenie „Właśnie się dowiedziałem!” brzmi sztucznie i nie gra literacko. Niestety. Całego tego naukowego budulca, bez którego trudno się obejść w SF, Domagalski nie potrafił wkomponować w „Osobliwość” z sensem; wystają szwy. Ani chropawe, zimne piękno kosmosu i świata nauki, idei, osiągalne z pomocą języka, ani piękno kompozycji, to ukryte – nie zostało tu wykorzystane. Nie zarzucam autorowi, iż swoją wiedzę zdobył za kwadrans dwunasta. Wie, o czym pisze i jako laikowi trudno mi się nawet czegoś w kwestii „science” przyczepić, tym bardziej, że Domagalski wybrał lekką konwencję. Drażni jednak sposób prezentacji tej wiedzy, przypominający sprawozdanie.

Pytanie, czy w ogóle mogłoby być inaczej. Wspomniana wyżej forma (język, wyjaśniająca narracja) rujnuje nie tylko atrakcyjność tła czy współodczuwanie z postaciami. Prześwitujący konspekt ostatecznie niszczy to, co najważniejsze: obiecujący i konieczny w obranej formule suspens. Czytelnik może domyślić się zarówno kolejnych punkcików w ściągawce – zwrotów akcji, trupów, a nawet głównego winnego – jak i ogólnego przekazu całej „Osobliwości”. Szybko też doczeka się „nieodzownej” sceny erotycznej, dość dobrze ilustrującej warstwę językową książki, jako obrazek pornograficzno-idylliczny. Rozbujany gdzieś między szczerym naturalizmem a harcerskim romantyzmem, Domagalski wybrał wariant mdło-nijaki. Szkoda, że przeniósł go na całą powieść. Jest albo uczniacko, albo patetycznie i naiwnie. Szkoda. Bo „Osobliwość” książką najgorszą jeszcze nie jest.

Od niechybnej klęski ratują ją niektóre elementy. Na przykład zaskakujący (mimo całej mizerii kreacji napięcia), zgrabny finał. Niestety, nie rekompensuje on mocno umiarkowanej reszty, zwłaszcza po jakimś czasie od lektury. Czas, jak wiadomo, jest bezlitosnym weryfikatorem jakości pozycji.
Kolejny składnik, którego można by użyć w lepszym przepisie, to majestatyczna groza błękitnych maruderów ; sam pomysł był świetny, żal, iż go zmarnowano. Podobnie jak inne, ciekawe same w sobie motywy (np. problem świadomości). Autor przestrzelił z ich ilością. Napoczął kilka na raz, gubiąc przy okazji oś, spoiwo całej powieści

W rezultacie wyszedł średniak. I dlatego można mieć pretensje. Bo Domagalski debiutantem nie jest. Nie da się zastosować taryfy ulgowej, jak przy pierwszym dziele, nie można też od serca zagrzmieć, gdyż ostatecznie „Osobliwość” nikomu krzywdy nie czyni: to nie jest pomyłka drukarsko-korektorska, przed którą należałoby ostrzec. To nie jest mielizna z wydawnictwa „Krzak”, spod prasy self-publishingu, gdzie autor nie miałby punktu odniesienia. W przypadku „Horyzontów zdarzeń” są i punkty odniesienia (uznane nazwiska), i sprawna maszyneria do przyrządzenia czegoś naprawdę dobrego (redakcja, marka wydawnicza). W serii mogłaby wreszcie zaistnieć pozycja, która nie tylko przekroczy średnią o jedno czy dwa oczka, ale naprawdę zaświadczy o jakimś przełomie, wzbudzi niewielkie chociaż „wow”, miło zaskoczy.

Tymczasem, „Osobliwość” nie wypada zupełnie źle tylko dlatego, iż startuje z mocnej pozycji gatunkowej. Akcydensowa rola idei, zagadnień ontologicznych – jakąkolwiek słabszą książkę z nurtu winduje ponad poziom infantylnego czytadła. Szkoda, że Domagalski nie wyszedł poza zaklęty krąg. Przeklęty krąg mediany w skali ocen, średniej jakości, której złowróżbne odium paraliżuje co jakiś czas każdą dyskusję o fantastyce: „bo tutaj jest jak jest, więcej zrobić się nie da”. Ale, ale. „Horyzonty…” sporo obiecały. Poprzednie tytuły spod tego szyldu – mniej lub bardziej udane, jednak niezłe w swojej klasie – dały nadzieję czytelnikom. Zielone światło kolejnym twórcom: kontynuujcie rodzimą fajną serię…

Bez Domagalskiego. Na czerwonym jeszcze postoi.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Autor: Dariusz DomagalskiOsobliwosc
Tytuł: Osobliwość
Wydawnictwo: Rebis
Gatunek: SF
ISBN: 978-83-7818-585-7
Data wydania: 17 lutego 2015
Wymiary: 132x202
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 296

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: