Dan Simmons, „Drood”

Dan Simmons, „Drood”


Autor: Łukasz Szatkowski

Jak pisarz może najlepiej uczcić innego pisarza? Napisać o nim. Nie, wcale nie biografię, one są zwykle średnio ciekawe i mało kto je czyta (zwłaszcza, jeśli traktują o kimś nieżyjącym od półtora stulecia). Najlepiej napisać powieść. Niekoniecznie laurkę. Grunt, żeby była dobra i skłoniła choć część czytelników do sięgnięcia po książki sportretowanego. Takie powieści zdarzają się może nieczęsto, ale są widoczne – na gorąco przypomina mi się cykl Świat Rzeki, gdzie Philip Jose Farmer nie ograniczył się do jednej postaci, a zebrał ich całą plejadę, z Markiem Twainem na czele, czy chociażby „Lista siedmiorga” Marka Frosta, której głównym bohaterem jest Artur Conan Doyle. Zwłaszcza skojarzenia z tą drugą powieścią, z uwagi na miejsce akcji i niezbyt odległe od siebie czasy, narzuciły mi się od razu podczas czytania „Drooda”, książki Dana Simmonsa wydanej niedawno przez Maga.

Światowej sławy pisarzowi, Charlesowi Dickensowi, cudem udaje się przeżyć katastrofę kolejową. Jednak od tego czasu w jego życiu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Spotkany na miejscu wypadku tajemniczy osobnik imieniem Drood staje się obsesją pisarza – by go odnaleźć, przetrząśnie nie tylko niebezpieczne londyńskie slumsy, ale i jego podziemia, niefrasobliwie wciągając w sprawę swojego przyjaciela, Wilkiego Collinsa, również pisarza. Kim jest Drood i czego chce?

Epoka wiktoriańska to bardzo lubiany przez pisarzy okres w dziejach Wielkiej Brytanii. Dzięki bujnemu literackiemu rozkwitowi literackiemu tamtego okresu wielu współczesnych twórców zainspirowanych twórczością ówczesnych powraca do dziewiętnastowiecznej, barwnej i urokliwej rzeczywistości. Rzeczywistości, na którą składają się nie tylko wydarzenia historyczne z rewolucją przemysłową w awangardzie, ale i cała kultura – specyficzne ubiory, konwenanse, obyczaje. Z jednej strony nowe wynalazki – jak maszyna parowa, z drugiej – fascynacja magią, spirytyzmem, mesmeryzmem. Doskonały pejzaż dla powieści najróżniejszego sortu, od retrofuturystyki, przez kryminały, aż po romanse.

Dan Simmons jednak, jak to ma w zwyczaju, nie daje się łatwo zaszufladkować. „Drood” to bowiem powieść historyczna, której luki wypełnione zostały historią kryminalną z wyraźnymi elementami grozy. Z jednej strony mamy sławnych pisarzy i artystyczną śmietankę towarzyską dziewiętnastowiecznego Londynu, z drugiej – zbirów, ćpunów i egipskich kultystów, a gdzieś pomiędzy plasują się prywatni detektywi będący mieszanką szpiegów i komandosów. Nie należy zapominać również o zielonoskórej kobiecie z wielkimi kłami, czającej się na schodach dla służby, oraz tajemniczym i straszliwym potworze (w tym samym miejscu, chwilami robi się ciasno). No i sam Drood, którego status, a nawet samo istnienie, nie jest do końca pewne.

Warto zwrócić uwagę na osobę narratora, która bynajmniej obiektywna nie jest i to właśnie przez jej pryzmat postrzegamy Dickensa i całą historię. Osoba ta to Wilkie Collins, znany jako jeden z prekursorów powieści detektywistycznej, a prywatnie przyjaciel głównego bohatera. Przyjaźń ta jednak podszyta jest wieloma negatywnymi uczuciami, a stosunki obu pisarzy można określić jako ambiwalentne. Wilkie z jednej strony grzeje się w promieniach sławy Dickensa, cieszy się jego specjalnymi względami i zabiega o nie, z drugiej pragnie wyjść spod tego parasola i przyćmić przyjaciela swą własną sławą. Nie od dziś wiadomo, że od miłości do nienawiści tylko jeden krok. Zawistny Wilkie wielokrotnie jest bliski przekroczenia tej granicy, a gdy już to robi, idzie na noże. Chwilami ciężko nie przyznać mu racji – Dickens w jego relacji wychodzi na aroganckiego dupka, który wszystko wie lepiej, zawsze musi mieć ostatnie słowo i wszędzie wtrącić swoje trzy grosze. Jednak wszyscy wybaczają te przywary Panu Niezrównanemu, zarówno z powodu jego sławy, majątku, jak i rozbrajającej chłopięcej powierzchowności. W mojej opinii „Drood” nie jest historią o Charlesie Dickensie, ale właśnie o Wilkiem Collinsie. Inna sprawa, że jego życie krąży wokół Dickensa, ciągle się do niego porównuje, staje się wręcz obsesją. Co w efekcie kończy się makabrycznie.

„Drood” Dana Simmonsa to nie tylko dobre połączenie grozy i kryminału, „arcydzieło suspensu” i atrakcyjna interpretacja ostatnich lat życia Charlesa Dickensa. To również prawdziwa kopalnia wiedzy o wiktoriańskim Londynie. Narrator, jako iż rzekomo ukrył rękopis na sto z górą lat, często zwraca się bezpośrednio do współczesnego czytelnika i wyjaśnia mu (nam) pewne niuanse, gdyż być może zwyczaje zdążyły się przez ten czas zmienić. Relacja Collinsa jest ponadto chwilami mocno emocjonalna, przebija w niej pragnienie nieśmiertelności nieobce chyba żadnemu twórcy. Autentycznie obawia się, że został zapomniany, a przy końcu lży nawet swoich potencjalnie ignoranckich odbiorców. Ta doskonale prowadzona osobista narracja jest jednym z największych atutów powieści, która na ich brak z pewnością nie narzeka.

Korekta: Aleksandra Żurek

Autor: Dan SimmonsDrood_qfant

Tytuł: Drood

Data wydania: wrzesień 2012

Wydawnictwo: MAG

tłumaczenie: Małgorzata Strzelec i Wojciech Szypuła

tytuł oryginału: Drood

ISBN: 978-83-7480-268-0

liczba stron: 832

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: