Clive Cussler, „Korsarz”

Clive Cussler, „Korsarz”


Autor: Dorota Jundziłł

Kiedyś chłopcy bawili się w piratów. Dokonywali abordaży na kartonowe statki, ukrywali skarby na „bezludnych wyspach” w ogródkach, potem rysowali mapy i szukali tego, co wcześniej zostało ukryte. Wraz z duchem czasu i postępem zmieniała się rzeczywistość, zmieniły się także chłopięce zabawy. Teraz chłopców kręcą pistolety i karabiny, bomby, granaty, auta bojowe i czołgi. Nic w tym dziwnego, skoro na ekranach telewizorów dominuje wojna i przemoc. A co z romantycznym piractwem? Czy nie ma już korsarzy z opaską na oku, najczęściej brodatych, z drewnianą nogą? Może jednak istnieją, lecz także poszli z duchem czasu? Może statki z wielkimi żaglami i trupią czaszką powiewającą na głównym maszcie zastąpiły skomputeryzowane, nowoczesne łodzie, a kapitan zamiast opaski używa noktowizora? Może w zabawach chłopięcych piraci już są niemodni i wydaje nam się, że taki zawód już nie istnieje, a tymczasem, w niektórych rejonach świata piractwo kwitnie i ma się nawet całkiem dobrze? Ciekawe, jak jest naprawdę….

Przyznam szczerze, że ogólnie historie o piratach nie bardzo mnie kręcą. Wyjątek stanowią „Piraci z Karaibów” i być może sentyment do tej historii sprawił, że wzięłam do ręki „Korsarza”. Czytanie nowej książki najczęściej rozpoczynam od tylnej okładki, by mieć ogólne pojęcie, jaką lekturą dane mi będzie delektować się w najbliższym czasie. Tymczasem na tylnej okładce „Korsarza” widnieje tylko piękne zdjęcie autora, streszczenia zaś na niej brak. Zaintrygowało mnie to tak bardzo, że przegapiłam takowe, znajdujące się w środku i ochoczo zabrałam się do lektury. Niestety, prolog okazał się nudnawym opisem bitwy między flotą amerykańską a berberyjskim statkiem pirackim. Nudnym na tyle, że mimo, iż zajmuje tylko szesnaście stron, udało mi się zasnąć nad nim trzy razy… Jednakże, mając w pamięci fakt, że to tylko prolog, dzielnie brnęłam dalej, aż do rozdziału pierwszego. I od razu okazało się, że było warto.

Główny bohater „Korsarza”, Juan Cabrillo, emerytowany agent CIA, nie jest typowym emerytem, który siedzi w fotelu i grzeje kapcie, lub obsiewa grządki na działce. Cabrillo jest współzałożycielem i jednocześnie prezesem Korporacji – organizacji zwykle pracującej dla rządu, wykonującej ryzykowne operacje, z którymi amerykańscy żołnierze lub agenci wywiadu nie mogą sobie dać rady. Korporacja ma do dyspozycji sprzęt godny Jamesa Bonda – supernowoczesny statek „Oregon”, broń różnego kalibru, szpiegowskie gadżety… Oczywiście, zadania, których się podejmują członkowie organizacji, są zawsze diabelnie trudne, wręcz niewykonalne, ale Korporacja zrzesza geniuszy z różnych dziedzin – dla nich nie ma rzeczy niemożliwych.

Załoga „Oregonu” przystępuje zatem do realizacji kolejnego zadania. Ich celem jest somalijski watażka, przywódca piratów – Mohammad Didi. I choć operacja przeprowadzona według perfekcyjnie opracowanego planu kończy się sukcesem, członkom Korporacji nie dane jest zaznać zasłużonego odpoczynku. Nagle okazuje się, że samolot amerykańskiej sekretarz stanu rozbija się nad Libią. CIA nie może legalnie wkroczyć na teren państwa, aby przeprowadzić akcję ratunkową, zwraca się więc do Juana Cabrillo o pomoc. Przed Korporacją stoi wielkie wyzwanie – walka z islamskimi bojownikami, zaciekła bitwa morska, od której zależą losy świata.

Akcja książki toczy się wartko, jej zaskakujące zwroty nie pozwalają nam się nudzić. Irytująca jest jednak doskonałość Juana Cabrillo. W świetnej formie, mimo iż przekroczył czterdziestkę (à propos: czy czterdziestka to już za dużo na dobrą formę?!), ma zawsze genialne pomysły, potrafi w ciągu kilkunastu sekund opracować doskonały plan akcji, podczas gdy inni biedzą się nad tym miesiącami. Wszystko mu się udaje, z każdej opresji wychodzi cało. Mamy tu do czynienia z typowo amerykańskim herosem, chodzącym ideałem. Obserwując poczynania Cabrillo na kolejnych kartach książki, miałam wrażenie jakbym śledziła MacGyvera,  a cała załoga „Oregonu” przypominała mi Drużynę A. Nieco to strywializowało treść „Korsarza”, wywołując u mnie pobłażliwy uśmieszek. Chwilami wyidealizowana postać Juana Cabrillo wzbudzała po prostu znużenie, bo przecież nikt nie jest tak doskonały. Kwintesencją ludzkości jest popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków, więc w jaki sposób Cabrillo może się uczyć, skoro nigdy się nie myli?

Najbardziej interesującym wątkiem całej tej historii jest teoria spiskowa. Cussler snuje ciekawą intrygę na temat tradycji ekstremistów islamskich pochodzących od… piratów. Według „Korsarza”, już w XIX wieku wielki pirat i wyznawca Koranu, Sulejman Al-Dżama głosił idee islamizmu, a współczesny ruch terrorystyczny czerpie z nich swe mądrości i motywację do działania. Jednakże, pod koniec swego burzliwego życia Al-Dżama zmienił poglądy, co udokumentował w jednej ze swych ksiąg. Odnalezienie tej księgi mogłoby zmienić porządek terrorystycznego świata i pomóc zaprowadzić pokój na świecie. Czy i na tym polu Juan Cabrillo odniesie sukces? Możecie się przekonać tylko w jeden sposób – czytając „Korsarza”. Zaręczam, że ta lektura Was wciągnie! Można z tą książką spędzić miłe chwile, będzie interesującą rozrywką w czasie długiej podróży, źródłem relaksu w wolny wieczór. Polecam wszystkim, którzy lubią szybkie tempo akcji, odrobinę dreszczyku i lęku o losy bohaterów, sytuacyjny humor. Myślę, że nawet ci, którzy nie przepadają za MacGyverem i Drużyną A, znajdą przyjemność w lekturze „Korsarza”.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Clive Cusslerkorsarz_qfant

Tytuł:Korsarz

Data wydania:listopad 2009

Wydawnictwo:Amber

Tytuł oryginału: Corsair. A Novel of the Oregon Files

Przekład: Maciej Pintara, Przemysław Bieliński

ISBN: 978-83-241-3530-1

Liczba stron: 320

Format: 148 mm x 210 mm

Oprawa: miękka

Cena: 34,80 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: