China Miéville „Dworzec Perdido”

China Miéville „Dworzec Perdido”


Autor: Natalia Bilska

Nowe Crobuzon nie jest zwyczajnym miastem – to moloch, miasto – państwo, które skrywa w swoim wnętrzu wiele, obmierzłych sekretów. I zarazem, wiele piękna. Kto raz zanurzy się w świecie intryg, oszałamiającego bogactwa i równie oszałamiającej biedy, doświadczy uciech nocnego życia lub wda się w dysputy z najtęższymi umysłami epoki, nigdy nie będzie już taki, jaki przedtem. Można Nowe Crobuzon darzyć szczerą nienawiścią, ale nie można pozostać obojętnym na jego – czy może raczej „jej”, bo aglomeracja do złudzenia przypomina kapryśną przedstawicielkę płci pięknej – liczne uroki. Jest Babilonem i, jednocześnie, niebiańską Jeruzalem. W zależności od nastroju daje szansę na lepsze życie lub odbiera nieszczęśnikom wszelką nadzieję, pogrążając ich w bezsensie dnia powszedniego. „Dworzec Perdido” Chiny Miéville’a to utwór wielowymiarowy, który porusza ważne problemy i wciąga czytelnika w wir przygody, ale przede wszystkim – to niezwykła opowieść, której głównym bohaterem jest miasto. Jego dzielnice – różniące się od siebie jak dzień od nocy, obdarzone wyrazistymi charakterami – jego zakamarki, podziemia, dachy, dworce, getta i slumsy. Jego problemy, grzechy i zauroczenia. Jego niezaprzeczalna magia, która jak narkotyk działa na nowoprzybyłych poszukiwaczy szczęścia.

Yagharek jest garudą, człowiekiem – ptakiem, który utracił skrzydła. Jedyne, czego pragnie, to możliwość ponownego wzbicia się w powietrze. Przybywa więc do Nowego Crobuzon z nadzieją, że któryś z uczonych pomoże mu spełnić to marzenie. Czy jego prośby zostaną wysłuchane?

Lin należy do rasy kheprich, ale uciekła z getta i wybrała egzystencję artystki – rzeźbiarki, łamiącej wszelkie konwenanse. Takie życie niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw… Jak potoczą się losy utalentowanej buntowniczki, która romansuje z człowiekiem, a w dodatku przyjmuje od szefa mafii kontrowersyjne zlecenie?

Derkhan też jest członkinią artystycznej bohemy, ale przede wszystkim działa w podziemiu, piórem walcząc ze społecznymi niesprawiedliwościami. Porządki panujące w mieście pozostawiają wiele do życzenia…  Czy kobieta znajdzie w sobie dość siły, by sprostać pokładanym w niej oczekiwaniom?

Lemuel Pigeon to człowiek, który nagina prawo do własnych potrzeb i wiecznie balansuje na granicy zbrodni. Potrafi sprowadzić każdy towar, zdobyć każą potrzebną informację. Czy rzeczywiście zależy mu wyłącznie na pieniądzach?

Aż wreszcie – Isaac Dan der Grimnebulin, naukowiec – renegat, który dokonał przełomowego odkrycia i przez przypadek uwolnił potwora, doprowadzając do dramatu. Czy uda mu się naprawić zło i uratować miasto przed niechybną zagładą, chociaż poluje na niego zarówno milicja, jak i krwiożercze monstrum, które wyhodował we własnym laboratorium?
Nowe Crobuzon dręczą koszmary, żaden z mieszkańców nie może już zasnąć snem sprawiedliwego. Istoty o hipnotyzujących skrzydłach i długich językach przemierzają przestworza w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Władze miasta – które nigdy nie stroniły od radykalnych rozwiązań, wdając się w niezbyt etyczne interesy z narkotykowym półświatkiem – stają teraz przed nie lada problemem. Każdy błędny ruch grozi katastrofą. Polityka miesza się ze zbrodnią, zbrodnia z metafizyką, metafizyka z nauką, a nauka z urojeniami. Literacka mieszanka, przyrządzona przez Chinę Miéville’a, działa z opóźnionym zapłonem, irytuje, drażni zmysły i umysł, czasem nawet doprowadza do szału, warto jednak zaryzykować i pozwolić sobie na wyprawę w głąb futurystycznej dżungli.

Wydawało mi się, że jako czytelnik, bądź co bądź doświadczony, który z niejednego pieca chleb jadał i stykał się z najróżniejszymi typami pisarskiej wyobraźni, na pewne rzeczy jestem już uodporniona. Trudniej mnie, na przykład, zaskoczyć. Zaintrygować. Wprawić w konsternację.
Dlatego dość sceptycznie podeszłam do przytoczonej na okładce „Dworca Perdido” wypowiedzi Dukaja, który stwierdził, że Miéville stworzył świat niezwykły, niepodobny do niczego, co znamy z innych powieści fantastycznych. I dodał jeszcze: „tędy prowadzi droga do fantastyki XXI wieku.” Czytujemy obecnie bardzo wiele podobnych opinii, które dotyczą bardzo różnych książek (co druga z nich to „bestseller”), ale tym razem proponuję porzucić rozterki niewiernego Tomasza, albowiem Dukaj ma rację. Sprawdziłam na własnej skórze. Określenie „byłam zaskoczona” jest zbyt łagodne, aby  w pełni oddać mój czytelniczy stan ducha, więc bardzo proszę wybaczyć mi kolokwializm, ale po prostu szczena opadła mi na posadzkę i tam też zostanie na wieki wieków. „Dworzec Perdido” jest powieścią naprawdę niezwykłą, bogatą intelektualnie, która przenosi odbiorcę do alternatywnej rzeczywistości, stworzonej od podstaw w najdrobniejszych szczegółach. Miéville nie tylko prezentuje losy poszczególnych bohaterów – nawiasem mówiąc, bardzo interesujące i bliskie współczesnemu czytelnikowi – ale potrafi też spojrzeć na  rozgrywające się wydarzenia z „lotu ptaka”, dzięki czemu problematyka powieści ulega poszerzeniu. Widzimy państwo w dobie kryzysu i, co istotne, możemy je obserwować z najróżniejszych perspektyw: z punktu widzenia zwolenników obowiązującej ideologii,  opozycjonistów, artystów, biznesmenów i bandytów.  Dawno już nie miałam do czynienia z utworem, który nie dość, że wciąga, to jeszcze skłania do rozważań natury socjologicznej.
Wcześniej wspomniałam, że „Dworzec Perdido” działa – a przynajmniej na mnie zadziałał – z opóźnionym zapłonem. Otóż wydaje mi się, że jest to książka, w którą trzeba się wczytać. Pośpiech nie jest tu wskazany, ponieważ czytelnik potrzebuje paru chwil „aklimatyzacji”, żeby móc w pełni „przystosować się” do świata przedstawionego i rozsmakować się w jego specyficznym uroku. Mamy do czynienia z narracją z początku niespieszną, która dopiero po pewnym czasie nabiera tempa i nie pozwala oderwać się od lektury. Gdy ogarniemy liczne, obcobrzmiące pojęcia, gdy poznamy topografię miasta i przyzwyczaimy się do specyficznej melodii zdań, Nowe Crobuzon stanie przed nami otworem i zapewni rozrywkę na naprawdę wysokim poziomie. Dodam jeszcze, że czasem trzeba mocno wysilić wyobraźnię, bo pomysły Miéville’a zapierają dech w piersiach i naprawdę nie przypominają żadnych, znanych schematów fabularnych. Nie zaryzykuję nawet próby przypisania „Dworca Perdido” do konkretnej odmiany literatury fantastycznej, bo to zadanie karkołomne, które wcale nie pomogłoby w zrozumieniu fenomenu tej powieści. Autor nie boi się ryzyka, z rozmachem łącząc elementy charakterystyczne dla różnych konwencji, a w konsekwencji powstaje utwór, który zachwyca oryginalnością i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Pamięć ludzka jest zawodna: tylko nieliczni szczęśliwcy pamiętają imiona bohaterów kilka tygodni po przeczytaniu książki lub potrafią streścić główne wątki fabularne. Znikają także, choć trudno w to uwierzyć podczas czytania, emocje towarzyszące lekturze,  w głowie zostaje natomiast ślad naszych przemyśleń dotyczących problematyki utworu. To, co przemyślane, jest o wiele trwalsze od tego, co emocjonalnie przeżyte. Patrząc z tej perspektywy, „Dworcowi Perdido” z pewnością nie grozi czytelnicza amnezja. Można tę książkę analizować na rozmaite sposoby, wzbogacając swoją wiedzę na temat mechanizmów władzy, społecznych prawideł czy tajników ludzkiej duszy, i odkrywać przy tym uroki niebanalnej prozy. Wielokrotnie słyszałam opinie, głoszone przez osoby należące do środowisk literackich, że fantastyka to twórczość wagonowa, którą nie warto sobie zaprzątać głowy. Otóż „Dworzec Perdido” zadaje kłam tego typu dywagacjom. Każdy wielbiciel mądrej prozy, obdarzony bogatą wyobraźnią i otwarty na nowe propozycje artystyczne, powinien być usatysfakcjonowany lekturą obsypanego nagrodami utworu Chiny Miéville’a.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:China Miévilledworzec-perdido-qfant

Tytuł:Dworzec Perdido

Data wydania:wrzesień 2003

Wydawnictwo:Zysk i S-ka

Tytuł oryginalny: Perdido Street Station

Przekład: Maciej Szymański

Cykl: Bas-Lag

ISBN-10: 83-7298-288-0

Liczba stron: 647

Format: 135×205mm

Cena: 45 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: