Charlotte Chandler, „Marlena Dietrich”

Charlotte Chandler, „Marlena Dietrich”


Recenzowała: Maryla Kowalska

            Gdy Dickens pisał swoje „Wielkie nadzieje”, jednej ze swoich bohaterek nadał imię Estella, „Gwiazda”. Zawsze elegancka i niedostępna, nie pozostawiała młodym wielbicielom żadnych nadziei. Złamała też serce głównego bohatera, Pipa. W oryginalnej powieści ich drogi rozeszły się na zawsze, ale czytelnicy byli tak rozczarowani tym zakończeniem, że wymusili na pisarzu zmianę. Dzięki temu teraz „Wielkie Nadzieje” kończą się klasycznym happy endem, gdy dumna, bogata Estella i pochodzący z rodziny kowala Pip, łapka w łapkę zdążają w stronę zachodzącego słońca. Słodkie? Na pewno. Prawdopodobne? Raczej nie.

            Problem z gwiazdami polega bowiem na tym, że są piękne tak długo, jak długo są dalekie. Są zachwycające, gdy wyglądają jak migoczące klejnoty gdzieś tam na górze, ale gdy przyjrzeć się im z bliska, okazuje się, że to „wielkie kule gazowe oddalone o miliony mil” − coś tam się przelewa, wybucha, generalnie jest mało sympatycznie.

            To chyba sytuacja porównywalna z gwiazdami kina. Najbardziej zachwycające są na ekranie. Dlatego kiedyś fakt, że gwiazdy miały normalne życie rodzinne był skrzętnie ukrywany. Nie do pomyślenia było zdjęcie, na przykład, Rudolfa Valentino z brzuszkiem zasuwającego z siatkami ze sklepu. Teraz takie fotosy sprawiają widzom niesamowitą przyjemność. Dlatego ilekroć sięgam po biografię, odczuwam pewną obawę, że autor nie będzie w stanie operować pomiędzy skrajnościami: z jednej strony niepokalani bohaterowie, nadludzie; z drugiej, ocierające się o wulgarność plotki i sekstaśmy. Nauczyłam się jednak ufać wydawnictwu Prószyński i S-ka, nawet gdy w grę wchodzą tak wielkie nazwiska, jak Marleny Dietrich.

            Marlena była gwiazdą filmów zarówno niemych, jak i dźwiękowych, co samo w sobie stanowi niemałe osiągnięcie. Przypominała supernowę: pojawiła się nagle w wybuchu jasnego światła, tak naprawdę niewiadomo skąd i rozkochała w sobie publiczność. Podobno światło, które pali się dwa razy jaśniej od innych pali się też dwa razy krócej i sama Marlena również przewidywała swoją młodą śmierć, ale pomyliła się. Gasła powoli, jak supernowa, i gdy nagle zniknęła, zapadła się jakby w czarne tło ekranu. Mimo tego wciąż żyła, odizolowana od świata w swoim mieszkanku w Paryżu i autorce biografii − Charlotte Chandler − udało się przeprowadzić z nią niejedną fascynującą rozmowę.

            Dzięki temu czytelnik ma wgląd w tajemnicze lata przed wybuchem wojny, które Marlena Dietrich spędziła w Niemczech i o których nie chciała mówić. Aktorka opisuje „od kuchni” także życie w Hollywood, spotkania z innymi aktorami i z reżyserami, opowiada o swoich idolach, mistrzach i przyjaciołach. Poznajemy z jej punktu widzenia romanse z kochankami dziesiątej muzy, o których zawsze szeptano, ale nigdy nie było się niczego pewnym. Dietrich w swoich rozmowach jest otwarta, czasem aż szokująco szczera. Chandler skrupulatnie notowała jej słowa, z których przebija duża pewność siebie i miłość własna, niemalże pycha. Jednocześnie Dietrich jest rozbrajająco pogodna, prostolinijna i czasem nawet po dziecięcemu bezmyślna, potwierdzając słowa, że wielcy ludzie zawsze mają w sobie coś z dziecka. Wyraźnie widać, że fakt, iż była w stanie sama wyreżyserować swoje najlepsze sceny jest dla niej równie ważny jak umiejętność ugotowania zupy grzybowej dla chorującego przyjaciela. Marlena operowała skrajnościami: była w stanie wyjść nagle z przyjęcia, by odwiedzić zapijaczonego starzejącego gwiazdora lub planować zamach na Hitlera, ale także ranić bliskich poprzez pobłażliwe traktowanie ich jak ulubionego, lecz pozbawionego uczuć pieska lub kompletne ich ignorowanie, także w sensie fizycznym.

            Chandler nie ogranicza się oczywiście do rozmów z Marleną. W książce umieszczono zapisy rozmów między innymi z Mae West i Fairbanksem Juniorem. Na drugim planie przewijają się postaci takie jak David Bowie i Hitchcock. Ich relacje pozwalają zobaczyć Marlenę jako kogoś jednocześnie olśniewającego, kobietę-marzenie, nieosiągalną estellę, jak i obowiązkową niemiecką mamuśkę, urabiającą sobie ręce po łokcie w gumowych rękawiczkach i siatce na włosach. Mimo to wyraźnie widać, że była to, jak sugerowały jej kreacje na ekranie, z prawdziwą klasą, unikająca ordynarności w każdej sytuacji. Dzięki rozmowom z samą Dietrich, jej przyjaciółmi i współpracownikami, Chandler odmalowała wielowymiarowy obraz aktorki, żyjącej od chwili do chwili i od skrajności do skrajności.

            Jedyna rzecz, którą można zarzucić biografii, to jej miejscami słaba przejrzystość. Monologi zapisywane są na modłę brytyjską, dzięki czemu nie stanowią długich na całe strony zwartych bloków tekstu. Jednocześnie podzielenie ich na akapity zaciera granicę pomiędzy tym, co mówi rozmówca Chandler, a tym, kiedy do akcji znów wkracza narrator. Do tej pory nie wiem, czy na randkę z niebieskim martini umówiła się Marlena czy może autorka książki.

            Muszę przyznać, że biografia autorstwa Charlotte Chandler szczególnie przypadła mi do gustu. Ukazuje Marlenę Dietrich z różnych punktów widzenia, nie wybiela i nie przesładza przeszłości, a jednocześnie zachowuje klasę. Jest trochę jak jej bohaterka: pewna siebie i dumna nawet z tych rzeczy, które u innych mogłyby budzić wątpliwości. I dlatego nie dziwi mnie już dedykacja na samym początku: „Marlenie”.

Korekta: Paulina Koźbiałmarlena_qfant

  • Autor: Charlotte Chandler
  • Tytuł: Marlena Dietrich
  • Przekład: Kinga Kwaterska
  • ISBN: 978-83-7839-145-6
  • Tytuł oryginału: Marlene: Marlene Dietrich, a Personal Biography
  • Data wydania: 10.05.2012
  • Format: 163mm x 234mm
  • Liczba stron: 320
  • Cena detaliczna: 39,90 zł
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: