Charlie LeDuff, „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki”

Charlie LeDuff, „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki”


Recenzowała: Lucyna Markowska

Kiedy na pierwszej stronie książki autor wrzuca trupa, przerobiony fragment dialogu z „Braveheart” i jeszcze żart, który (umyślnie bądź nie) nawiązuje do Pratchetta – to mi jako odbiorcy zapala się czerwona lampka. Charlie LeDuff o swoim zawodzie napisał: „W końcu zająłem się pracą najbardziej naturalną dla kogoś, kto pozbawiony jest jakichkolwiek prawdziwych talentów. Dziennikarstwem. To zajęcie nie wymagało żadnych kompetencji, żadnych koligacji rodzinnych ani układów towarzyskich”. Z pewną dozą sceptycyzmu dobrnęłam więc do następnej strony… i bardzo cieszę się, że tak się stało. Gdybym bowiem poddała się już po wstępie, straciłabym okazję do przeczytania jednego z najciekawszych reportaży tegoż roku.

Podróż po Detroit w towarzystwie LeDuffa to przygoda smutna i zabawna zarazem. Jak amerykański autor sam przyznał, ciągnęło go do miasta pragnienie powrotu do swoich korzeni – niczym łososia brnącego w górę rzeki – po wielu latach zawodowej tułaczki. Dziennikarz odnosi się więc do zastanej rzeczywistości z odrobiną sentymentu, ale też szczerego, bezlitosnego cynizmu. Pozwala przy tym spojrzeć na historię tego niezwykłego miejsca ze świeżej perspektywy… I odkryć jego mroczną stronę.

LeDuff nie opisuje nam jednak potworności z lubością szukających sensacji dziennikarzy i jednocześnie nie ulega ogłupiającemu czarowi „miasta ze swego dzieciństwa”. Jest więc przy tym zabawny, szczery i skrupulatny w swojej pracy, zaś podtytuł „sekcja zwłok” doskonale oddaje narrację towarzyszącą jego opowieści. „Jestem reporterem” – pisze. – Pijawką. Kupczę nędzą i cierpieniem. Dla nas, reporterów, złe rzeczy są dobre. Jesteśmy jak kolekcjonerzy martwych ciał”. I nawet jeśli kogoś może wstrząsnąć takie wyznanie, to mnogość informacji o stanie miasta wylewająca się z tej publikacji warta jest odrobiny wyrozumiałości dla kontrowersyjnego i niezwykle otwartego stylu autora.

Wracając jednak do miasta: o Detroit dowiadujemy się, iż było kiedyś jednym z najważniejszych punktów gospodarczych na mapie Ameryki. To tam powstawały dziesiątki fabryk, konstruowano maszyny wojenne, ale też samochody osobiste. Do czasu. Kryzys nastał wraz z rozwojem technologii japońskiej, gdy mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni pokonali Zachód na polu mechaniki i stali się trudną konkurencją. Jednak prawdziwych przyczyn ogłoszenia bankructwa miasta jest naprawdę wiele i dotykają takich problemów jak: deindustrializacja, złe zarządzanie, korupcja oraz zamieszki na tle rasowym.

O tych ostatnich możemy zresztą przekonać się z licznych opisywanych sytuacji. Już na pierwszej stacji benzynowej LeDuff zostaje napadnięty i (śmiejąc się, że takich rzeczy nie robią nawet korespondenci wojenni) udaje mu się wyplątać z sytuacji, grożąc złodziejom bronią. Obok gangów pojawia się także motyw prostytucji – co dotyka nawet rodzinę autora. A wbrew zdaniu, iż dziennikarz nie potrzebuje żadnych koneksji, w jego reportażu przewijają się różne bardziej i mniej znane osobistości: jak chociażby gubernator i aktor Arnold Schwarzenegger, bardzo zarozumiała naczelna „New York Timesa” czy posądzony o morderstwo na kochance burmistrz Kwame Kilpatrick, o którym LeDuff pisze, iż „widział więcej tyłków niż niejeden sedes”.

Nie ukrywam, iż „Seria Amerykańska” (w skład której „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” się zalicza) wywarła na mnie jak dotąd bardzo pozytywne wrażenie. Chociaż poszczególne publikacje różnią się znacznie obszarem poruszanej problematyki i stylem, to lektura o tak odmiennej od tej kryształowej i wyidealizowanej Ameryki z filmów hollywoodzkich jest przygodą zwyczajnie „odgłupiającą”. LeDuffowi udało się sprawić, że zawsze gdy miałam zrobić przerwę od czytania, odkładałam ten moment na później, powtarzając, że „skończę jeszcze tylko jedną stronę”. W efekcie „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” pochłonęłam bez większych przystanków, zagłębiając się w coraz dziwniejsze, coraz bardziej irracjonalne… a niekiedy po prostu przerażające opisy z miasta, które trawi straszna choroba. Dziennikarz stawia jednocześnie bardzo trafne pytania o kondycję naszej cywilizacji. Celu, do którego zmierzamy i przyszłości, jaka może nas czekać, jeśli w porę nie otworzymy oczu na podłość, obłudę i chciwość. Ostrzegę tylko, iż to nie kolejny z grzecznych reportaży. LeDuff nie będzie bawił się w obiektywizm, ale rzucał pretensjami, przekleństwami i dawał upust wszystkim emocjom przy pomocy ostrych słów i surowej krytyki. Polecam jednak spróbować i nie wystraszyć się zbyt szybko tej bezkompromisowości, z jaką autor podchodzi do opisywanych bohaterów i sytuacji. Zapewniam, że „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” na długo zostawi Was bijących się z myślami, nawet w kilka dni po odłożeniu książki na półkę.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Tytuł: Detroit. Sekcja zwłok Ameryki
Tytuł oryginału: Detroit: An American Autopsy
Autor: Charlie LeDuff
Tłumaczenie: Iga Noszczyk
Wydawca: Wydawnictwo Czarne
ISBN: 978-83-8049-040-6
Liczba stron: 296
Format: 133 mm × 215 mm
Cena: 44,90 zł
Data wydania: 2015

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: