Brandon Mull, „Świat bez bohaterów”

Brandon Mull, „Świat bez bohaterów”


Autor: Łukasz Szatkowski

Brandon Mull dość jednoznacznie kojarzy mi się z fantastyką dla młodzieży. Choć nie czytałem jego wcześniejszego cyklu z innego wydawnictwa, to nie umknęły mojej uwadze jego wysokie oceny. Kiedy zatem z Maga przyszła propozycja przedpremierowej recenzji pierwszego tomu jego kolejnego cyklu, nie wahałem się długo. W końcu nie od dziś wiadomo, że dobra młodzieżówka nie jest zła. Jak w tę tezę wpisuje się „Świat bez bohaterów”, pierwszy tom cyklu „Pozaświatowcy”?

Największymi zmartwieniami trzynastoletniego Jasona jest jego forma podczas szkolnych meczy baseballu, dziewczyny i zbliżający się sprawdzian z biologii. Wszystko zmienia się diametralnie, kiedy podczas wolontariatu w zoo traci równowagę i wpada wprost w paszczę hipopotama, przenosząc się tym samym do innego świata. Dosyć zwariowane, czyż nie? Jasonowi nie jest jednak do śmiechu – znalazł się sam w obcym miejscu, a w dodatku chwilę później staje się wrogiem numer jeden władcy tej dziwnej krainy i zostaje wplątany w prawdziwie bohaterską, niebezpieczną misję mającą na celu obalenie tyrana-czarnoksiężnika. Dokąd go to zaprowadzi i ile minie czasu, nim dopadną go nasłani siepacze? Czy uda mu się wrócić do domu?

Przejście od prologu do pierwszego rozdziału jest wybitnie filmowe. Wyobraźcie sobie scenę: mrok lochów, wyczerpany więzień wiszący na łańcuchach z wyłupionymi oczami. Przychodzą strażnicy, zabierają go przed oblicze cesarza, złego czarnoksiężnika, który składa swemu upodlonemu adwersarzowi propozycje nie do odrzucenia. Cięcie. Słońce, błękitne niebo, śpiew ptaków. Schludna amerykańska dzielnica klasy średniej, dzieciaki grają w baseball, obok przechodzą rozchichotane dziewczęta. Zbliżenie na głównego bohatera. Czujecie to? Coś wam to przypomina?

Mimo dość interesującego początku fabuła „Świata bez bohaterów” jest prosta jak drut, bez rozgałęzień ani zwrotów akcji. Bohaterowie idą jak po sznurku od questodaja do questodaja, zbierając od każdego fragment słowa, które ma zniszczyć złego czarnoksiężnika lub wskazówkę, gdzie należy udać się dalej. Często jedno i drugie. Jako że głównymi bohaterami są dzieci, a w świecie Lyrianu mapy są zakazane, to zwykle wcześniej czy później trafiają na jakiegoś przewodnika-opiekuna. Co interesującego znajdziemy w powieści Mulla? Przypadły mi do gustu nietypowe rasy – rozsadnicy mogący dzielić swoje ciało na części i łączyć je wedle życzenia oraz lud Amal Kabar mający na karku nasiono, które po ich śmierci można zasadzić, by wyrósł z niego ten sam człowiek. Amal Kabar mogą żyć w ten sposób wiele razy, nie utraciwszy swych wspomnień ani umiejętności. Niestety akcja przyspiesza dopiero pod koniec, a fabuła zaskakuje dopiero w finale. W końcu musiała, inaczej zły czarnoksiężnik zostałby pokonany, na tron wstąpiłby dobry książę Galloran, nasi młodzi bohaterowie po obfitej uczcie wróciliby do domu i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie. I nie byłoby o czym pisać w kolejnych tomach. A tak mamy przy końcu sprawną woltę i możemy zaczynać od nowa.

Warto zwrócić uwagę na przemianę nastoletnich bohaterów wykreowanych przez Brandona Mulla na przestrzeni powieści. Jason i Rachel dostają się do Lyrianu przypadkiem, mało w nich ciekawości, zachwytu nad niesamowitością tego przejścia, za to sporo niechęci, rezerwy i zwykłego strachu. Tak jak wbrew woli zostają sprowadzeni do obcego świata, tak też wbrew woli dostają do wykonania misję. Nie odpowiada im zabawa w bohaterów, chcą po prostu wrócić do domu i zapomnieć o sprawie. Ich wybór w tym względzie jest iluzoryczny – albo spróbują obalić złego władcę albo mogą siedzieć na tyłkach, ukrywać się i czekać, aż ktoś w końcu przyjdzie ich zabić jako potencjalne zagrożenie. Jednak w trakcie misji przechodzą dość subtelną, rozłożoną w czasie przemianę. W efekcie nie tylko asymilują się w obcym świecie, nabierają pewności siebie, ale i przyjmują bohaterską misję za własną, nie narzuconą. A nawet odrzucają pojawiającą się w końcu okazję na powrót do domu, by nie zawieść ciemiężonej ludności i nowo poznanych przyjaciół. Tym samym „Świat bez bohaterów” wypełnia się nimi. Co za znaczenie, że ci bohaterowie mają ledwie po trzynaście lat?

Zdarza mi się nierzadko polecać cykle młodzieżowe również osobom, które młodzieńcze lata mają już bezpowrotnie za sobą. W tym jednak przypadku jest to stricte młodzieżówka dla młodzieży. „Świat bez bohaterów” Brandowa Mulla to nieskomplikowana acz całkiem atrakcyjna przygodówka w alternatywnym świecie fantasy, w którym dzieci odgrywają nie tylko główne, ale jedyne istotne role. Jestem przekonany, że młodzieżowy target, dla którego powieść jest przeznaczona, będzie zadowolony. I słusznie, bo to niezła powieść dla mniej wyrobionego czytelnika.

 

Korekta: Maja Borawska

 

Autor: Brandon Mullswiat_bez_bohaterów_qfant

Tytuł: Świat bez bohaterów

Data wydania: luty 2013

Wydawnictwo: MAG

Pozostałe dane: Tytuł oryginału: A Word Without Heroes

Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec

Cykl: Pozaświatowcy

ISBN: 9788374802628

Liczba stron: 533

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: