Bernard Minier, „Nie gaś światła”

Bernard Minier, „Nie gaś światła”


Recenzowała: Kinga Król

 

Co byś zrobił, gdybyś w wigilijny wieczór w swojej skrzynce pocztowej znalazł list, w którym anonimowa osoba informuje cię o chęci popełnienia samobójstwa? W pierwszej chwili pewnie uznałbyś to po prostu za głupi żart – tak też pomyślała Christine, bohaterka najnowszej powieści Bernarda Miniera pt. „Nie gaś światła”. Okazuje się jednak, że list to dopiero początek…

Christine Steinmayer jest znaną prezenterką radiową, która wiedzie zwykłe życie zapracowanej i niezależnej kobiety. Po otrzymaniu tajemniczego listu zaczyna mieć wątpliwości, czy aby anonim nie jest po prostu czyimś wołaniem o pomoc. Christine razem z narzeczonym próbuje wydobyć od okolicznych mieszkańców jakieś informacje, mogące ją doprowadzić do autora listu. Gdy poszukiwania nie dają żadnych rezultatów, kobieta zapomina o sprawie i wpada w wir obowiązków – wizyta u przyszłych teściów, przedstawienie narzeczonego swoim rodzicom, przygotowywanie kolejnego programu na antenę radia. Pozorny spokój Christine burzy jednak anonimowy telefon podczas jednej z jej audycji, w której rozmówca oskarża ją o brak reakcji na informacje zawarte w liście. Kobieta jest wytrącona z równowagi, lecz na tym nie koniec jej problemów – zaczyna mieć kłopoty w pracy, ktoś włamuje się do jej mieszkania, a na dodatek jej związek z Geraldem zaczyna wisieć na włosku… Ktoś zadaje sobie wiele trudu, by uprzykrzyć życie Christine… Kobieta nie może czuć się bezpiecznie nawet we własnym mieszkaniu, wszyscy się od niej odwracają, nie może liczyć również na pomoc ze strony policji. Christine osaczona ze wszystkich stron, nie mogąca pojąć, co dzieje się z jej życiem, zaczyna popadać w obłęd…

W tym samym czasie komendant Servaz, który po traumatycznych wydarzeniach sprzed pół roku przebywa w ośrodku rehabilitacyjnym dla policjantów, próbuje dojść do siebie i na nowo poukładać sobie życie. Odcięty od dawnego życia, przeżywający poważne załamanie nerwowe, dostaje jednak szansę od losu na wyrwanie się z dotychczasowego marazmu – ktoś przysyła mu elektroniczny klucz z zaproszeniem na spotkanie. Martin postanawia podążyć śladem tajemniczej przesyłki, prowadzącej go do hotelowego pokoju, w którym jakaś kobieta przed rokiem popełniła samobójstwo. Komendant dostaje kolejne wskazówki, ale ma jednak wątpliwości co do tego, czy jest gotowy wrócić do pracy.

Czy oba wątki – ofiara nękania i sprawa samobójstwa, podjęta przez Servaza, mają ze sobą coś wspólnego? Czy komendant znajdzie w sobie tyle sił, aby powrócić do swoich obowiązków?

Powieść podejmuje problem stalkingu, który jest coraz bardziej rozpowszechniony w dzisiejszych czasach. Autorowi udało się przeniknąć do umysłu przestępcy, ukazać jego metodyczny schemat działania, zmierzający do osaczenia swojej ofiary. Z równie mistrzowską precyzją zostaje przedstawiona ofiara stalkera – Christine. Obserwujemy kolejne kroki przestępcy – coraz śmielsze i bardziej perfidne (przyznaję, że niektóre opisy mogą wywołać nawet gęsią skórkę). Czytelnik z biegiem wydarzeń czuje, jak atmosfera się zagęszcza, a pętla wokół szyi kobiety coraz bardziej się zaciska…

Najnowsza powieść francuskiego pisarza nieco różni się od dwóch poprzednich, co wbrew pozorom jedynie uatrakcyjniło całą serię. Autor tym razem postanowił wycofać z „pierwszego frontu” głównego bohatera – komendanta Servaza, który do tej pory grał „pierwsze skrzypce”. Tym razem nasz bohater pojawia się z o wiele mniejszą częstotliwością, choć i tak ostatecznie to w jego rękach spoczywa powodzenie śledztwa. Zabieg ten sprawił, że fragmentaryczne opisy dalszych losów Martina (poprzednia powieść „Krąg” kończy się dla niego traumatycznym zdarzeniem) wplecione między wydarzenia związane z głównym wątkiem, podsycają co rusz ciekawość czytelnika.

Bernard Minier tworzy książki niezwykle dopracowane – od pierwszej do ostatniej strony nie ma tu miejsca na przypadkowe opisy, wydarzenia czy też nieistotne wątki. Powieść rozpoczyna się mocnym akcentem i z biegiem stron napięcie wcale nie maleje. Autor potrafi czytelnika zaczarować, uzależnić do tego stopnia, że ciężko oderwać się od lektury. Bernard Minier –  podobnie jak oprawca w powieści – manipuluje czytelnikiem, wielokrotnie wyprowadzając go w przysłowiowe pole. Pisarz zastosował w swojej najnowszej książce ciekawą formę – powieść, podobnie jak opera, została rozpisana w trzech aktach, a każdy z rozdziałów został zatytułowany określeniem, które się z nią kojarzy. Dodatkowo, każda z tych krótkich części idealnie oddaje sens i znaczenie danego pojęcia. Było to zadanie o tyle karkołomne, gdyż powieść składa się nie z kilku, lecz kilkudziesięciu rozdziałów…

Dla polskich czytelników samo otwarcie powieści, stanowi miłą niespodziankę, gdyż akcja pierwszego rozdziału rozgrywa się w Puszczy Białowieskiej. Kto wie, może kiedyś autor pokusi się o jeszcze więcej polskich wątków?

 „Nie gaś światła” to już trzecia odsłona serii o komendancie Servazie. Bernard Minier ponownie urzeka swą niezwykle głęboką, inteligentną a zarazem elegancką prozą, która porusza w czytelniku najczulsze struny emocji. Autor stworzył genialny thriller o manipulacji i osaczeniu, lęku i niepewności oraz cienkiej granicy, jaka dzieli człowieka od popadnięcia w obłęd.

POLECAM.

 

Korekta: Katarzyna Tatomir

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: