Bartek Biedrzycki, „Kompleks 7215”

Bartek Biedrzycki, "Kompleks 7215"


Recenzował: Kamil Dolik

— Toć to wygląda na podróbę "Metro 2033" – przemknęło mi przez myśl tuż po zajrzeniu do wnętrza tomu. Zamieszczona tam mapka świata, w którym dzieje się akcja powieści, jak żywo przypominała mi plany moskiewskiego metra, zamieszczane w oryginalnych powieściach Dmitrija Głuchowskiego. Z tą różnicą, że była bardziej liniowa – długa główna ścieżka, kilka krótkich odnóg, koniec. Patrząc na nią, zacząłem mieć obawy co do treści "Kompleksu 7215". Czyżby Zona stała się kalką Metra?

Prolog wcale nie rozwiał moich obaw – a wręcz przeciwnie. Oto bowiem zamiast do starego, dobrego Czarnobyla trafiłem do Warszawy i to na parę chwil przed nuklearnym uderzeniem. Następnie akcja przeniosła się dwie dekady w przyszłość. Z naszej stolicy pozostały ruiny, po których szlajają się hordy zmutowanych bestii, a ocalona ludność pochowała się w lokalnych tunelach i podziemnych kompleksach. Brzmi znajomo? Niepokojąco.

Głównym bohaterem opowieści jest Borka, stalker i przywódca oddziału stalkerów, któremu przypadają różnorakie karkołomne zadania. Ot, chociażby zdobycia i dostarczenia rdzenia nuklearnego. Po co ludziom takie ustrojstwo w świecie spustoszonym atomem? Czyżby wydarzenia sprzed dwudziestu lat niczego ich nie nauczyły? Tym razem, na szczęście, chodzi o pozyskanie źródła niezbędnej do życia energii. Ropa stała się towarem deficytowym, a życie w tunelach bez światła to mordęga. Borka, chociaż dość sceptycznie nastawiony, podejmuje się tej misji, lecz w drodze powrotnej wpada w łapy ludzi zwanych Dziadami z lasu. A to dopiero początek szaleńczej karuzeli wydarzeń rozpisanej na 245 stron (pozostałe zajmują dwa odrębne fabularnie opowiadania – znacznie krótsze, ale warte przeczytania). Fabuła "Kompleksu 7215" to naprawdę solidny kawał post-apo – mocny, intensywny, niekiedy zaskakujący. Fakt, że świat w którym się rozgrywa już niczym nie zaskakuje (czuć w nim i ducha STALKERA, i naleciałości z serii Metro – ot, taka trochę wypadkowa tych dwóch), tym niemniej pochłonięty perypetiami Borki i spółki dość szybko przestałem zwracać uwagę na ten mankament.

Zarówno danie główne, jak i oba opowiadania, napisane zostały w sposób przystępny
i z polotem. Jeśli się już wciągniemy w fabułę, to żadne tekstowe potworki nas z niej nie wybiją. Jedyne, czego mógłbym się w tej kwestii doczepić, to nie do końca udane oddanie klimatu postapokaliptycznego świata. Pamiętacie "Piknik na skraju drogi" braci Strugackich, lub "Metro 2033" – historie z tak gęstym klimatem, że trzeba się było przezeń przebijać maczetą? Albo – chociażby – gry z serii Stalker (plus oba Metra), w których od nastroju niejednokrotnie jeżył się włos na głowie? W "Kompleksie 7215" takich klimatów niestety nie uświadczycie. Opowieść kipi od akcji, bywa osnuta aurą tajemnicy, jednak jest zdecydowanie lżejsza od wspomnianych powyżej tytułów.

 Na osobny akapit zasługują ilustracje, których w tomie jest całkiem sporo. Jak na Fabrykę Słów przystało, są bardzo dobrej jakości i – pomimo prostoty – świetnie oddają nastrój postapokaliptycznego świata w jakim przyszło żyć naszym stalkerom. Ogólnie wydanie prezentuje się ładnie, efektownie i potrafi przyciągnąć wzrok.

 Pomimo początkowych obaw, "Kompleks 7215" okazał się interesującą pozycją. Spędziłem nad nią dwa wieczory (w odpowiednim tempie można się streścić w jeden) i nie uważam, by był to czas stracony. Tym niemniej mam nadzieję, że cykl powróci do Zony, a dywagacje na temat losu ludzkości po nuklearnych holokauście pozostawi powieściom
z Uniwersum Metro 2033.

 

Korekta: Grzegorz Hammerkompleks-qfant

  • Autor: Bartek Biedrzycki
  • Tytuł: Kompleks 7215
  • Data wydania: 2014
  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • ISBN: 978-83-7574-987-8
  • Strony: 336
  • Oprawa: miękka, ze skrzydełkami

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: