Anton Cziż, „Boska trucizna”

Anton Cziż, „Boska trucizna”


Autor: Jacek Orlicz

Po dziewiętnastowiecznym Londynie i Sherlocku Holmesie już żadna kryminalna historia nie będzie frapująca i fascynująca, a każdy detektyw okaże się nudziarzem powielającym schematy. Cóż, tak przynajmniej twierdziłem do wczoraj i – jak widać – wykazałem się okrutną niefrasobliwością.

Sankt Petersburg, początki dwudziestego wieku. Zagadkowa śmierć kobiety rozpoczyna długie, poplątane jak babcine rajtuzy, śledztwo. Mnóstwo podejrzanych, tuzin mylnych tropów i tylko jeden człowiek sam na sam z tajemnicą. Rodion Gieorgijewicz Wanzarow, zastępca naczelnika policji śledczej i radca kolegialny staje przed niewąską łamigłówką. Czy główny podejrzany – sędziwy profesor, a z zamiłowania alchemik, okaże się zbrodniarzem? I czym, u licha, ów staruszek się zajmował? Czy tytułowa boska trucizna wypełni żyły kolejnych ofiar? A może zapewni wybawienie i świetlaną przyszłość zarówno narodowi, jak i krajowi? Jedno jest pewne – nic nie wiadomo, a każda kolejna strona to nowy znak zapytania.

Anton Cziż, albowiem za takim pseudonimem kryje się autor, utkał z dziesiątek bohaterów, wątków, zagadek i miejsc niesamowite dzieło. Rzadko trafiamy na tak udaną kompilację wydarzeń, zakrętów fabularnych i smaczków z epoki, podanych w tak zwięzłej i przystępnej formie. Przepakowanie informacjami czasem przytłacza, a zarazem zachwyca, gdy z uporem maniaka próbujemy nadążyć za bogato zdobioną akcją. Szczególnie, gdy już po krótkim czasie dostrzegamy żelazne prawidło powieści – każdy najdrobniejszy detal odgrywa tu znaczącą rolę. Nie ma miejsca na nudne opisy przyrody! Jeśli następuje przerwa w morderczej gonitwie, to tylko na chwilę, i służy wyłącznie podbudowaniu napięcia i podkreśleniu walorów przedstawianej rzeczywistości. A jest się czym zachwycać – Sankt Petersburg tętni barwnym, rosyjskim życiem, na każdym rogu można spotkać robotników, możne damy i stójkowych – policjantów pełniących rutynową, uliczną służbę. Podobnie komisariat czy miejsca przestępstw i zbrodni – opisane malowniczo i aż niepokojąco dokładnie. Razem z Wanzarowem badamy każdy szczegół, nie pozwalamy, by cokolwiek umknęło naszej uwadze i – pocieszę Was – i tak nieświadomie pomijamy lwią część wskazówek! Śmiem zaryzykować przypuszczenie, że dopiero po drugim przeczytaniu tej zacnej powieści nabierzecie jako takiej orientacji w całokształcie śledztwa i wszystkich wątków. Jak już wspomniałem – po krótkim czasie wszelkie sprawy komplikują się w zastraszającym tempie.

Udało się autorowi stworzyć bohatera osobliwego, nieprzeciętnego i przyjemnego. Rodion Gieorgijewicz jest śledczym otwarcie wzorującym się na metodach pracy sławnego detektywa – Sherlocka Holmesa. A jakże, nasz policjant czytuje Conan Doyle'a! Niestety, nie pali fajki, bo – jak sam zauważa – byłoby to śmiesznym naśladownictwem. Niemniej, choć obeznany z zawiłościami dedukcji i analizy faktów, niejednokrotnie ląduje w ślepym zaułku i potrzebuje pomocy (świadomej lub nie) jednego z towarzyszy. I tak, niczym rasowy detektyw, wraz z wiernym kompanem – czy to inteligentnym ekspertem kryminologii, czy też porywczym rotmistrzem – roztrząsa elementy układanki, bada fakty i eliminuje błędne poszlaki. Procesy dedukcji, których efekty widzimy (ich przebieg poznajemy z reguły niedługo potem), są jednym z najlepszych smaczków tej książki. Autorowi udało się wykształcić swoją unikalną metodę przedstawiania myśli postaci w sposób nienachalny, intuicyjny i przystępny. Zazwyczaj najpierw poznajemy rozwiązanie cząstkowej zagadki, a dopiero potem, po zaskakujących skutkach przemyśleń Wanzarowa, dostrzegamy (wraz z jego towarzyszami) genialnie ukrytą ścieżkę do prawdy, którą podążał śledczy. Przypomina to zabieg Conan Doyle'a, którym ten posługiwał się w przypadku sławnego detektywa, lecz z uwagi na inne realia, w „Boskiej truciźnie” wygląda to nieco inaczej.

Budowa powieści pomaga w szybkim czytaniu – rozdziały książki to kolejne dni śledztwa, opatrzone krótką, lecz klimatyczną „informacją prasową” i podzielone na jeszcze mniejsze, kilkustronicowe scenki. Nadaje to akcji dynamizmu i pędu, dzięki czemu pochłaniamy kolejne strony niemalże bez wysiłku. Naprawdę, a potwierdzam to swoim przykładem, trudno oderwać się od tej książki. Na szczęście, nie tylko ten prosty zabieg wzbudza chęć czytania, o nie! Już po krótkiej chwili widzimy, że kolejny element układanki może wskoczyć na swoje miejsce już zaraz, choćby w następnej „scence”, więc machinalnie zakładamy, że za moment „coś” się wydarzy. Już po kilkudziesięciu stronach oczekiwanie „nagłych” zaskoczeń staje się schematem, lecz w żadnym przypadku nie zniechęca to do lektury – bo cóż z tego, skoro i tak nie potrafimy owych wydarzeń przewidzieć? Ba, zdajemy sobie sprawę, że prawdę mamy przed oczami, a jednak jej odgadnięcie często jest praktycznie niemożliwe. To drażni, ale i przyjemnie pobudza do własnych rozmyślań i analiz, czego, prawdę mówiąc, nie spodziewałem się po tym kryminale. To duży plus „Boskiej trucizny”, która nie pozwala ani na chwilę odsapnąć myślom i zmusza je, by błądziły po trudnej fabule i szukały rozwiązań. Naprawdę, warto dać się ponieść zawiłej plątaninie tajemnic i stać się na chwilę rosyjskim śledczym z początków dziewiętnastego wieku – zwłaszcza, że klimat mroźnych, petersburskich uliczek na długo pozostaje w pamięci.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Anton Cziżboska_trucizna_qfant

Tytuł:Boska trucizna

Data wydania:14 czerwca 2010

Wydawnictwo:Otwarte

Tytuł oryginalny Божественный яд

Przekład Agnieszka Pukowska

Cykl Rodion Gieorgijewicz Wanzarow

ISBN 978-83-7515-106-0

Format 368s. 136×205mm

Cena 32,90

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: