Antologia „I żywy stąd nie wyjdzie nikt”

Antologia „I żywy stąd nie wyjdzie nikt”


Recenzował: Damian Drabik

 

Wojna z całym swoim okrucieństwem, wyniszczeniem i demonizmem, pomimo wszelkich negatywnych konotacji, jest tematem, który tyle przeraża, co fascynuje i od lat działa na wyobraźnię artystów z całego świata. Na dobre zakorzeniona w popkulturze jest podstawą barwnych historii alternatywnych, tworzenia fantastycznych cyberpunkowych mieszanek, kreowania epickich opowieści spod znaku magii i miecza czy kosmicznych „space-operowych” konfrontacji. Wojny są nieuniknione i towarzyszą ludzkości od początku jej istnienia, są wynikiem drzemiącego w człowieku zła, żądzy dominacji oraz władzy. Dobrze wiedzą o tym młodzi polscy twórcy, którzy pod szyldem Fabryki Słów napisali wojenne teksty zebrane w antologii „I żywy stąd nie wyjdzie nikt”. Dziesięciu autorów, zarówno tych początkujących (część z nich została wyłoniona w konkursie), jak i bardziej doświadczonych, oddaje w nasze ręce utwory pełne akcji, rozgrywające się w przeszłości, przyszłości, na Ziemi, w kosmosie i w innych fantastycznych światach.

Poziom opowiadań jest dość zróżnicowany – na ogół idzie w parze z doświadczeniem autorów, lecz zdarzają się pozytywne wyjątki u młodszych twórców. Generalnie wszystkie teksty czyta się szybko, nie brakuje im akcji i ciętego humoru, i trudno cokolwiek zarzucić pod względem stylistycznym. Cieszy przede wszystkim duże zróżnicowanie w podejściu do tematu, co pozwala sądzić, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Andrzej W. Sawicki, autor „Honoru Legionu” i „Aposiopesis”, w otwierającym antologię opowiadaniu „Żegnaj, laleczko” nakreślił groteskową i pełną ironii satyrę na polskość i patriotyzm, czyniąc głównym bohaterem… pistolet, w którym zaklęto duszę polskiego wojownika. Wulgarna i złośliwa broń trafia w ręce młodej Żydówki i pomaga jej uporać się z hitlerowcami. Tekst – niekiedy zabawny, niekiedy dziwny – stanowi raczej średnią rozrywkę. Takiego rodzaju opowiadań jest kilka, jakby zaczętych i urwanych gdzieś w trakcie historii, będących może zapowiedzią czegoś większego, pozwalających na chwilę oderwać się od rzeczywistości, ale też nie pozostających w pamięci na długo. Podobnie wypada na przykład utwór Marcina Pągowskiego „Evviva l’arte!”. W alternatywnej Polsce będącej światowym mocarstwem pewien pisarz publikuje fantastyczne opowiadania o nigdy niezaistniałych powstaniach, rozbiorach i porażkach naszej armii. Okazuje się jednak, że jego teksty mają moc stwórczą i w równoległej rzeczywistości Polska faktycznie jest tłamszona przez oprawców. Pewnego razu bohater spotyka przybyszów z innego świata, którzy próbują nakłonić go do współpracy. Tymczasem w „Słowie Żołnierza” Joanny Maciejewskiej znajdziemy efektowną opowieść o misji pewnego oddziału na planecie wrogiej rasy. Tekst zaskakujący barwnymi opisami i ciekawą intrygą – także pozostawia po sobie jednak niedosyt.

Świetne wrażenie robi za to mało znany Filip Laskowski. W swoim krótkim i niezwykle kameralnym „Domknięciu” opisuje jeden dzień z życia porucznika Łukasza Treli, żyjącego w objętej stanem wojennym Polsce. Rzecz rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, po upadku Unii Europejskiej. Autor umiejętnie oddaje niepokój bohatera i rozdzierający go konflikt pomiędzy moralnością a obowiązkiem. To niebanalny tekst o próbie zachowania człowieczeństwa w zezwierzęconym świecie, oddający grozę wojny bez efekciarskich chwytów. Warto również zatrzymać się na dłużej przy „Drzewie” Grzegorza Piórkowskiego, opisującego postapokalpityczną rzeczywistość i tajemnicze Drzewo – system, do którego zmierzają bohaterowie. Da się wyczuć unoszącego się nad tekstem ducha braci Strugackich z ich „Piknikiem na skraju drogi”. Znajdziecie tutaj znakomity klimat, zranioną miłość, zemstę i próbę poszukiwania odpowiedzi na fundamentalne pytania. Łukasz Sawczak w „Nadzieniu połkniętym w całości…” także pisze o człowieczeństwie i moralności oraz o tym, jak daleko można się posunąć dla większej sprawy, czy można wybierać pomiędzy jednym złem a drugim. Niezwykle ciekawie prezentuje się także opowiadanie „Powrót do domu” Martina Anna, w którym główna bohaterka Zuzanna przywykła do pracy w niemieckiej fabryce w czasie wojny. Paradoksalnie śmierć Hitlera i pokój zaburzają jej poczucie stabilizacji, a tytułowy powrót do domu przynosi jej refleksję na temat wygasającej miłości do męża i odnalezienia się w zapomnianym świecie. Wreszcie Marcin Guzek, autor „Królikarni”, w „47. Oddziale Zwiadu Imperialnego” pisze o grupie najemników porywających młodego księcia, mającego służyć jako karta przetargowa w wojennej potyczce. Barwny świat, ciekawi bohaterowie oraz ideały, które wojna zrównuje z ziemią.

„I żywy stąd nie wyjdzie nikt” to zbiór interesujących opowiadań zróżnicowanej jakości. Dla niektórych autorów temat to punkt wyjścia do zabawy, dla innych jest motywem skłaniającym do poważniejszych rozważań, każdy jednak gryzie go od innej strony. Sądzę, że czytelnicy o najróżniejszych gustach powinni znaleźć tutaj coś, co polubią. Warto przyjrzeć się młodym, początkującym twórcom oraz temu, co mają do zaoferowania bardziej doświadczeni autorzy. Nie każdy tekst zachwyca, ale nie ma tu również złych opowiadań, a kilka utworów skłania do zatrzymania się nad nimi na dłużej.

 

Korekta: Katarzyna Tatomir

i zywy-qfant

  • data wydania: 2014-06-27
  • ISBN-13: 978-83-7574-883-3
  • wymiary: 125 x 195
  • strony: 448
  • seria: fantastyczna fabryka
Loading Facebook Comments ...
1 Komentarze
  1. Data: Lipiec 1, 2014
    Autor: Adon
    "Wreszcie Marcin Guzek, autor „Królikarni”" Wbrew temu, co pisze recenzent, Marcin Guzek i MAciej Guzek to nie jest ta sama osoba.
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: