Anthony Horowitz, „Moriarty”

Anthony Horowitz, „Moriarty”


Recenzowała: Jagoda Wochlik

Sherlock Holmes jest chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci popkultury. Znalazło się dla niego miejsce nawet w zestawieniu stu postaci, które zmieniły świat, choć nigdy nie żyły. Trafił na tę listę razem z Myszką Micky, lalką Barbie, Batmanem oraz Świętym Mikołajem. Nic dziwnego, że sir Arthur Conan Doyle doczekał się już tylu naśladowców. Mamy więc serię książek o młodym Sherlocku Holmesie, nieautoryzowaną biografię detektywa i cykl o Irenie Adler, miłości detektywa. A każda z tych książek pióra innego pisarza. Na tej liście znalazło się także miejsce dla powieści Anthony’ego Horowitza. Pierwszą z nich był wydany kilka lat temu „Dom jedwabny”. Tym razem autor powraca z książką zatytułowaną „Moriarty”.

Jak można się tego spodziewać, nie Sherlock Holmes stanowi tu główną postać, lecz jego arcyprzeciwnik – profesor matematyki James Moriarty. Akcja powieści rozpoczyna się w chwili, gdy nad słynnym wodospadem w Szwajcarii dochodzi do walki tych dwóch wielkich indywidualności, w wyniku której, jak się początkowo wydaje, obaj giną. Do Meiringen przybywa wysłannik Scotland Yardu, by zbadać sprawę. Na miejscu poznaje amerykańskiego detektywa będącego w posiadaniu informacji, iż Moriarty miał się spotkać także z przestępczym bossem z Nowego Jorku, niejakim Devereux. Inspektor Jones i detektyw Agencji Pinkertona postanawiają wspólnie dopaść tego groźnego przestępcę.

„Moriarty” będzie przede wszystkim stanowić gratkę dla miłośników i znawców historii o Sherlocku Holmesie. Odnajdą tu bowiem nie tylko rozwiązywanie sprawy kryminalnej za pomocą dedukcji, ale i szereg postaci znanych z opowiadań Conan Doyle’a. Jednym z głównych bohaterów jest bowiem Athelney Jones, znany ze „Znaku czterech”. W „Moriartym” Horowitz decyduje się na zabawę zawartymi w opowiadaniach faktami. Narrator wspomina choćby, że w „Znaku czerech” inspektor Jones został sportretowany dość niesprawiedliwie, jako ociężały umysłowo, gdy tymczasem był to ze strony doktora Watsona opis nader krzywdzący. Narrator pochyla się także nad wydarzeniami nad wodospadem Reichenbach, wytyka szereg nieścisłości i niekonsekwencji w działaniach Holmesa, a zatem i w opowieści pióra Conan Doyle’a. To sprawia, że choć cała historia tratowana jest w książce jako fakt i prawdziwe wydarzenie, jeden pisarz pozwala sobie wytykać drugiemu nieścisłości fabularne i być może braki warsztatowe.

Powieść Horowitza jest niestety trochę nudna i zdecydowanie trąci myszką. Z jednej strony nie brak jej uroku dawnych opowieści detektywistycznych (wszak Holmes zawsze będzie miał swoich zwolenników), z drugiej musi nieco bawić współczesnego czytelnika, przyzwyczajonego do kryminałów krwawych, pełnych przemocy i perwersji. Tymczasem w „Moriartym” angielscy przestępcy ubolewają nad metodami stosowanymi przez ich kolegów z zza oceanu, bo ci są zbyt brutalni, nie mają honoru, stosują niedozwolone metody (jak można porwać córkę policjanta!). Dzisiejszego czytelnika wręcz śmieszyć musi zbrodniarz, który wzdraga się przeklinać i wciąż mówi o zasadach moralnych i niechęci do stosowania przemocy.

„Moriarty” jest pozycją obowiązkową dla miłośników detektywa z Baker Street. Choć akcja jest powolna i niewiele się tu dzieje, trzeba przyznać, że zakończenie wynagradza wszystko. W wielu kryminałach to właśnie ono psuje całość. W „Moriartym” jest na odwrót. Jest nieoczekiwane i spada na czytelnika, pozostawiając go w osłupieniu. Choćby dla niego warto powieści Horowitza wybaczyć pewną powolność. A poza tym można odczuwać swego rodzaju przyjemność, czytając, jak to drzewiej w światku przestępczym bywało.

 

Korekta: Katarzyna Tatomir

 

autor: Anthony Horowitzmoriarty
tytuł: „Moriarty”
tłumaczenie: Maciej Szymański
wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
data wydania: 03.03. 2015
Ilość stron: 288
ISBN 978 83 7818 668 7

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: