Anne Bishop, ,,Most marzeń”

Anne Bishop, ,,Most marzeń"


Recenzował: Krzysztof Dworakowski

Nawet najwytrwalsi bohaterowie potrzebują czasami odrobiny odpoczynku. Ochrona świata to wszakże nadzwyczaj stresująca i czasochłonna robota w mocno nieprzyjaznych warunkach. Przekonała się o tym dobitnie Glorianna Belladonna, ratując Efemerę przed żarłocznymi zakusami Zjadacza Świata. Na jej nieszczęście zło nie potrzebuje wiele odpoczynku i rzadko respektuje czyjeś plany wakacyjne. Gdy grupa morderczych czarnoksiężników znajduje drogę do krajobrazów Glorianny, Lee postanawia ochronić siostrę kosztem własnej wolności. Nie całkiem bezinteresowne  poświęcenie zabiera go do tajemniczego miasta Wizji – miejsca stopniowo pochłanianego przez mrok. Oślepiony mostowy musi wykorzystać całą swą wiedzę, by przetrwać i spróbować pomóc lokalnej społeczności w walce z nieznanym i okrutnym przeciwnikiem.

To przynajmniej stara się nam wmówić barwna okładka „Mostu marzeń”, trzeciego tomu serii Efemera. Rzeczywistość okazuję się jednak odrobinę mniej kolorowa.

Literacki styl Anne Bishop jest pod wieloma względami unikalny. Opiera się mocno na wewnętrznych przeżyciach bohaterów, spychając akcję na zdecydowanie dalszy plan. Wspomniany styl posiada wiele zalet, lecz także liczne słabości, które potrafią zepsuć przyjemność z czytania. Książki Bishop często postrzegane są jako mocno „przegadane” lub (w skrajnych przypadkach) nawet nudne. Pierwsza połowa „Mostu marzeń” wydaje się jednak przeczyć tym zarzutom. Autorka bardzo umiejętnie oddaje tragiczną sytuację Lee, oślepionego i uznanego za szaleńca. Mostowy musi umiejętnie nawigować po nieznanych wodach miasta Wizji, pełnych groźnych drapieżców i zaledwie kilku życzliwych dusz. Wszystko to zaś pod czujnym okiem wroga, który czeka na jego najmniejszy błąd. Opisywane wydarzenia raczej nie przyśpieszą czytelnikowi tętna. Potrafią jednak przykuć jego uwagę i zachęcić do dalszej lektury. Niestety książka skręca niespodziewanie w uliczkę nieszczęśliwych romansów, gdzie pozostaje aż do ostatniej strony. Zagrożenie czarnoksiężników zostaje nagle zmarginalizowane i zastąpione przez liczne dylematy sercowe bohaterów. Najlepiej owe zjawisko obrazuje fakt, że problem wielkiego zagrożenia miasta rozwiązany zostaje na CAŁYCH DWÓCH STRONACH! O zdrowej równowadze raczej nie może tu być mowy.

Kolejną, mocno niepokojącą obserwacją na temat „Mostu marzeń” jest zupełny brak humoru. Do tej pory nie potrafiłbym wymienić książki Anne Bishop, przy lekturze której nie uśmiechnąłem się ani razu. Osiągnięcie to nie jest jednak szczególnym powodem do dumy.

Arcyważnym elementem każdej książki Anne Bishop są jej bohaterowie. W „Moście marzeń” autorka daje odpocząć większości pierwszoplanowych postaci, wysyłając je na zasłużone wakacje. Nadal pojawiają się na kartach książki, jednak ich udział w wydarzeniach jest mocno marginalny. Z tego też powodu warto zwrócić uwagę, jak sprawdza się ich nieliczne zastępstwo. Zdecydowanie najciekawszym z nowych nabytków jest triada o egzotycznym imieniu Sholeh Zeela a Zhahar. Już sam pomysł trzech niezależnych i różnorodnych osób zamkniętych w jednym ciele zasługuje na bliższą uwagę. Dodatkowo bohaterka (a właściwie bohaterki) rozwija się wraz z fabułą, ucząc się postrzegać świat w zupełnie nowy sposób. Podobną rzecz można powiedzieć także o Danyalu, jednemu z opiekunów Wizji. Spotkanie z młodym mostowym rozbija na kawałki jego skostniały obraz świata, otwierając oczy na szereg nowych możliwości. Niestety zdecydowanie zbyt często rola Danyala ogranicza się jedynie do wyrażania zachwytów nad osiągnięciami bardziej doświadczonych kolegów. Na kartach książki możemy spotkać także inne postacie, jednak cierpią one na wspólną dolegliwość... zupełny brak charakteru. Nie posiadają także większego znaczenia z punktu widzenia całości fabuły.

„Most marzeń” miał niewątpliwie potencjał, by stać się porywającym kawałkiem literatury. Niestety na skutek kilku decyzji autorki potencjał ten został pogrzebany pod grubą warstwą sentymentalnego mułu. „Most marzeń” w rezultacie skończył jako zwykła powieść romansowa, w której fabuła stanowi jedynie blade tło dla romantycznych wzlotów i upadków. Niektórym czytelnikom takie rozwiązanie będzie bez wątpienia odpowiadać. Niektórzy zatęsknią jednak za serią Czarnych Kamieni, gdzie autorka obie te rzeczy łączyła z dużym wyczuciem i lekkością. Pytaniem pozostaje, która z tym grup okaże się liczniejsza?

 

Korekta: Katarzyna Tatomirmost-marzen-qfant

  • Autor: Anne Bishop
  • Tytuł: Most Marzeń
  • Wydawnictwo: Initium
  • Gatunek: fantastyka
  • Tytuł oryginalny: Bridge of Dreams
  • ISBN: 978-83-62577-31-6
  • Data wydania: 17.04.2013
  • Oprawa: miękka
  • Liczba stron: 464
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: