Anna Głomb, „Śmierciowisko”

Anna Głomb, „Śmierciowisko”


Autor: Beata Tomaszewska

Wątek postapokaliptyczny to łakomy kąsek dla wielu pisarzy. Daje pole do popisu, ale też zmusza do bycia coraz bardziej pomysłowym i twórczym. A kiedy pisarz do apokalipsy doda baśń, musi wyjść z tego naprawdę niezła gratka.

„Śmierciowisko” to opowieść o osadzie ocalałych po niezidentyfikowanej epidemii, która doprowadziła ludzkość na skraj zagłady. Każdy z mieszkańców kogoś stracił, każdy z nich przyniósł z drogi osobistą opowieść, a ci, którzy urodzili się w wiosce i nie pamiętają dawnych czasów – piszą własne historie.

Zagłębiając się w lekturę debiutanckiej powieści Anny Głomb, czułam, jak otacza mnie las, znane i wydeptane ścieżki zarasta gęstwina, a asfalt − niegdyś szerokich dróg − kruszy się pod naporem korzeni. Bardzo malowniczo i naturalnie przedstawiony krajobraz sprzyja utożsamianiu się z bohaterami, jednak z drugiej strony izolacja mieszkańców wioski, którzy czują się winni, że przeżyli, przywołuje ciarki na grzbiecie i daje poczucie zła wiszącego gdzieś na skraju lasu i świadomości. Czyż to nie przyciągająca mieszanka? Dla mnie – niesamowicie. Wręcz nie mogłam oderwać się od lektury, dosłownie wypatrując niebezpieczeństwa, które i tak spadało na mnie niespodziewanie i z zaskoczenia.

Powieść napisana bardzo sprawnie. Mamy tu wątki kryminalne, intrygujące tajemnice, błędy młodości i grzechy, za które prędzej czy później przyjdzie zapłacić. I winylową płytę z poematem symfonicznym „Danse macabre”. To daje mieszankę, która tworzy niesamowity klimat – ulotny, a jednocześnie bardzo prawdziwy. Czytelnik spodziewa się najgorszego, a ono przychodzi po cichu, piwnicznymi drzwiami i parzy kawę w naszej kuchni.

Metafizykę powieści autorka oparła na powiedzeniu, że w każdej baśni jest ziarnko prawdy. To ziarnko na podatnym gruncie, którym niewątpliwie jest nowa, pozbawiona techniki ludzkość, może szybko wykiełkować, stać się silną rośliną i… wydać owoce. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że na kartach powieści pojawiają się południce, człowiek z cienia, czy wiedźma z sękatym kosturem. Ludzie, którym z dnia na dzień odebrano wszelkie wypracowywane przez lata dobra, próbują sobie radzić jak mogą najlepiej: wracają do korzeni, podporządkowują się naturze, przywołują dawne gusła i odprawiają zapomniane obrzędy, a jak głosi stare powiedzenie: licho nie śpi i wywołane wyjdzie z lasu.

Jednak to, jak i po co się owo licho pojawia – autorka przemyślała dokładnie.

Żeby nie było za pięknie, trochę ponarzekam. Brakuje mi rozwiązania kilku dość ostro zarysowanych, a pozostawionych na zapomnienie wątków. Jak na przykład Pszczelarz – jeden z moich ulubionych bohaterów – i jego niedokończony żywot.

Minusem jest też nagromadzenie zawirowań czasoprzestrzenno-paranormalnych w kulminacyjnym punkcie książki. Nie takiego „bum” się spodziewałam i mimo że o zaskakiwanie w dużej mierze chodzi, to jestem zawiedziona takim obrotem spraw. Moim zdaniem książka miała zbyt duży potencjał na tak – hmm – mało wyraźny finisz.

Jednak pomimo kilku mankamentów, szczerze polecam „Śmierciowisko”. To naprawdę dobry kawałek lektury, przemyślany i skrzętnie wodzący za nos czytelnika aż do samiutkiego końca.

 

Korekta: Paulina Koźbiał

 

Autor: Anna Głombsmierciowisko_qfant

Tytuł: Śmierciowisko

Data wydania: listopad 2012

Wydawnictwo: Videograf II

Pozostałe dane: ISBN: 978-83-7835-120-7

Ilość stron: 296

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: