Andrzej Ziemiański, „Pułapka Tesli”

Andrzej Ziemiański, „Pułapka Tesli”


Recenzował: Maciej Lewandowski

 

Pułapka Ziemiańskiego

Jeśli darować sobie historyczne dywagacje, koncepcja konia trojańskiego sprowadza się do uśpienia czujności strony przeciwnej i podłożenia jej świni lub innego prosiaka. Może to być kłoda, o którą ktoś się potknie, lub zmyślnie przemycony oddział desantowy robiący zamieszanie na tyłach nieprzyjaciela. Do wyboru, do koloru, co tam komu w duszy gra.

Czemu ja o pułapkach i fortelach znanych od starożytności? Bo tak się zabawnie składa, że „Pułapka Tesli” jest faktycznie pułapką. Wykonał ją Ziemiański, ale o zastawienie sideł podejrzewam Fabrykę Słów. Choć głowy za to nie dam. Do rzeczy.

                Książka prezentuje się nieźle. Okładka fajnie zaprojektowana, tytuł subtelnie wkomponowany w stylistykę industrialną. Jest zamyślony Tesla, jest żarówka, a  na odwrocie kilka pełnych zachwytu słów o tym, co znajdziemy w środku. A znaleźć mamy Wrocław, Teslę, walkę patentową Ericssona szukającego pomocy u Japończyków. Jednym słowem kawał fajnej historii.

                W tym miejscu zaczynają się schody. Jeżeli ktoś nie jest przesadnie podejrzliwy i nie sprawdził spisu treści, może się srodze zdziwić, bo właśnie wpadł w pułapkę. Kupił konia trojańskiego, tym razem zbiór opowiadań podszywający się pod powieść. Przyznaję bez bicia: dałem się nabrać. Zwyczajowa kontrola okładki, tytułu, opisu na odwrocie i na chybił trafił wybranego fragmentu – o ironio, otworzyłem na tytułowym opowiadaniu – nie wzbudziły podejrzeń.

Co zatem dostajemy? Na dwustu dziewięćdziesięciu pięciu stronach zmieszczono pięć opowiadań, mocno zróżnicowanych stylistycznie. Jest więc pocieszne ghost story rodem z Wróżki, zdecydowanie najsłabsze ze wszystkich zaprezentowanych czytelnikowi. „Wypasacz” to nieco dziwaczna opowieść o uczuciach, romansująca w luźny sposób ze zjawiskiem chorobliwych dokarmiaczy. Grunt, że miłość zwycięża. W sumie to zwyciężyła już w 2005 roku w antologii „Trupy Polskie”.

Ku memu zaskoczeniu, tytułowe opowiadanie wypada przeciętnie. Bardzo fajna konstrukcja i kilka ciekawych postaci mierzących się z historią, wobec której postawił je autor. Pojawiają się przyjemne, choć nieco zbyt łopatologicznie przedstawione historyczne migawki i nagle cięcie. Kurtyna. Drugiego aktu nie będzie. Opowiadanie mknie bardzo szybko, po macoszemu traktując praktycznie każdy wprowadzony wątek, pozostawiając ogromny niedosyt i żal niewykorzystania pomysłu na pełnoprawną powieść. Szkoda.

„Chłopaki, wszyscy idziecie do piekła” to odrobina luźnej political fiction, ze strzelaniem i wybuchami w tle, a także nutką patriotycznych dywagacji. Jest to kolejny odgrzewany kotlet wyciągnięty z antologii „PL+50. Historie przyszłości” wydanej w 2004.

Najlepsze opowiadanie w całym zbiorze „A jeśli to ja jestem Bogiem?” naprawdę daje sporo satysfakcji z lektury, nie pozwalając nawet na chwilę odejść od historii, do czasu, aż nie wybrzmią ostatnie słowa. Zabawa czasem oraz przestrzenią, wykonana z finezją i świetnym pomysłem przewodnim. Naprawdę rzecz godna polecenia. No chyba, że macie „Science Fiction” 10/2011, bo tam pierwotnie drukowano to opowiadanie.

                Podsumowując, „Pułapka Tesli” to luźny zbiór opowiadań, nie powiązanych ze sobą żadnym wspólnym motywem przewodnim. Nie sprawdzałem, czy Dom Polski to też jakieś archiwljum, czy świeżo napisane opowiadanie; wszystkie pozostałe teksty to przedruki. Nawet tytułowe opowiadanie miło swój debiut w 2012 roku… Za prawie czterdzieści złotych polskich można nabyć zbiór starszych lub nowszych opowiadań, rozsianych po różnych antologiach oraz magazynach. Fani Ziemiańskiego pewnie i tak już mają tę książkę. Reszta z Was rozdysponuje budżet wedle własnego uznania. Choć moim zdaniem te pieniądze można znacznie lepiej ulokować.

 

Korekta: Aleksandra Żurekpulapka_tesli_qfant

  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • data wydania: 25 października 2013
  • ISBN 9788375748864
  • liczba stron: 304

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: