Adrian Tchaikovsky, „Podniebna wojna”

Adrian Tchaikovsky, „Podniebna wojna”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

            Adrian Tchaikovsky powoli zbliża się ku końcowi swojego debiutanckiego cyklu. Zważywszy na raczej oryginalne podejście przy tworzeniu zarówno bohaterów, jak i samego świata, bardzo ciekawi mnie, w jaką stronę skieruje dalej swoją pisarską karierę ten obiecujący Brytyjczyk polskiego pochodzenia. Poczekajmy jednak z tymi rozważaniami do definitywnego zakończenia „Cieni pojętnych”. Póki co, przyjrzyjmy się dość świeżemu, ósmemu z dziesięciu zapowiedzianych tomów tego cyklu – „Podniebnej wojnie”.

            Po okresie względnego spokoju wojna Imperium Os z Nizinami wybucha ponownie. Skończyły się przygraniczne potyczki i leniwe walki wywiadów – nadszedł czas na prawdziwe starcie. Imperium wykorzystuje przewagę technologiczną, jaką dają im wynalazki Żelaznej Rękawicy, rodzima technologiczna myśl konstruktorska również jest nie do przecenienia. Czy żukowcom i ich sojusznikom uda się powstrzymać nadciągające armie?

            Pierwsza wojna z Imperium trwała przez pierwsze cztery tomy „Cieni pojętnych” – na „Hołdzie dla mroku” skończył się ten zwarty blok fabularny. W kolejnych trzech tomach autor pokazywał co ma do zaoferowania, poszerzał uniwersum, dodawał nowe tereny, cywilizacje, rasy i zwyczaje. Było to niewątpliwie interesujące, ale osobiście czekałem, kiedy historia skończy wreszcie nieśpiesznie lawirować po − urokliwych wprawdzie − lecz prowincjonalnych drogach i wróci z powrotem na autostradę. Doczekałem się. Tchaikovsky porzuca autonomiczne, luźno związane z głównym plotem fabuły wątki i z powrotem bierze się za łby z nieuniknionym – otwartą wojną dwóch antagonistów, czyli totalitarnym molochem Imperium Os i luźnym sojuszem niezależnych miast-państw Nizin. Jesteśmy w domu.

            Tchaikovsky w swojej eklektycznej historii zbliża się coraz bardziej do sposobu prowadzenia wojen, który jest już od jakiegoś czasu naszym udziałem. W bardzo małej mierze liczą się umiejętności i odwaga żołnierzy – podstawą jest wyścig zbrojeń. Zasadniczo prawie nie uświadczysz w „Podniebnej wojnie” starć na miecze, pukołuki, żądła czy inną broń bliskiego zasięgu. Armia służy przede wszystkim do obrony dalekosiężnej artylerii, obrońcy kolejnych miast często nawet nie wiedzą co ich trafiło i przegrywają zanim zdążą choćby wyciągnąć broń z pochwy czy oddać strzał. Pojedynki w starym stylu toczą się, zgodnie z tytułem, jedynie w przestworzach. Lotnictwo i ciężka artyleria – to dwa filary prowadzenia wojny w nowym tomie cyklu Tchaikovsky’ego. Przypomina mi to trochę kultową grę Sid Meier’s Civilization, w której taktyka walki na końcowe etapy rozwoju polegała właśnie na wykrwawieniu obrońców wrogich miast artylerią i lotnictwem, by potem przy minimalnych stratach własnych dobić ledwo zipiące wojska konwencjonalnymi jednostkami.

            „Cienie pojętnych” Adriana Tchaikovsky’ego nie tracą na świeżości mimo upływu czasu, słów i wątków. Ciekawe czy autor po zakończeniu tego cyklu planuje kolejny osadzony w tym świecie, np. prequelowy. Szkoda byłoby nie wykorzystać potencjału. Znając stosunkowo niezłe tempo Tchaikovsky’ego, na rozwiązanie tej zagadki nie będzie trzeba zbyt długo czekać.

Korekta: Paulina Koźbiałpodniebna_wojna_qfant

  • Tłumaczenie: Jarosław Rybski
  • Tytuł oryginału: The Air War
  • Cykl: Cienie Pojętnych
  • Wydawnictwo: Rebis
  • Data wydania: marzec 2013
  • ISBN: 9788375109252
  • Liczba stron: 696
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: