Andrzej W. Sawicki, „Aposiopesis”

Andrzej W. Sawicki, „Aposiopesis”


Recenzowała: Małgorzata Ślązak

 

 

 

Steampunkowa błyskotka

 

Wśród wielu prób określenia czym jest steampunk, na które natknęłam się w przepastnych bebechach sieci, znalazłam jedną, szczególnie trafną, choć przewrotną „definicję” tego fantastycznego subgatunku, brzmiącą mniej więcej tak (cytuję z pamięci):

Steampunk ma miejsce wtedy, kiedy ubierające się na czarno gotki, odkryją brąz.

 Istotnie. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że każdy nurt ma swoje perełki i każda jedna generalizacja robi mu krzywdę, nie sposób nie przyznać, że w dowcipnym, trochę złośliwym zdaniu kryje się całkiem właściwa obserwacja stanu rzeczy. Specyficzne elementy steampunku są tak wdzięczne wizualnie, iż same prowokują, by właśnie przez pryzmat estetyki postrzegać całokształt subgatunku. Zdjęcia ochrzczone mianem steampunkowych przedstawiają zazwyczaj piękności ubrane w gorsety i „maszynowo” wyglądające dodatki. W wyspecjalizowanych sklepach oraz w internecie można zaopatrzyć się w drogie, kompletnie niepraktyczne, ale za to szałowo wyglądające gadżety i biżuterię z kółek zębatych. Suma, którą trzeba wydać na niektóre z nich, przeczy trochę punkowi w nazwie i jego brudnej bezczelności, dalekiej od wybłyszczonej, cudacznej maszynerii, pozakładanej warstwami na współczesne ubrania. Steampunk wielu kojarzy się przede wszystkim z modą, a ryzyko literackiego „nadsztafażu[1]” jest tu dużo wyższe, niż choćby u cyberbrata, gdzie niuanse naukowo-techniczne odgrywają bardzo dużą rolę, a nad całością unosi się mroczny duch korporacji i technologicznego, postnowoczesnego „oziębienia dusz”. Estetyzacja dzieł(ek) steampunkowych może je łatwo zmienić w pretensjonalne i gadżeciarskie, pozbawione głębi. Stąd moja ostrożność przy sięganiu po kolejny tom rebisowskich „Horyzontów zdarzeń”.

Okładkę książki zdobi piękność w równie efektownym, co dziwacznym wdzianku. Kobieta z dumą prezentuje nietypową broń oraz dwie, imponujące… śruby na czole. Myślę sobie: fajnie byłoby mieć taką fotkę, gorset i pokazać się z giwerą, niekoniecznie potrafiąc się nią posługiwać. „Lans is lans”. Jednak śrubę sceptycyzmu dokręcił mocno początek książki:

„Przed włożeniem kapelusika krytycznie zmierzwiła grzywkę mającą zamaskować dwie sześciokątne śruby znajdujące się na czole i wyglądające z daleka jak spiłowane diabelskie rogi.

(…) mechanizm się luzował i zawory odcinające dopływ fluidów, które zwiększały agresję i szybkość, zaczynały przepuszczać i mogły nieopatrznie zmienić ją w maszynę do zabijania”[i].

Moją pierwszą reakcją był brzydki akronim, zaczynający się od „W”. Kolejną — szczery śmiech, który towarzyszył mi już do końca lektury. Śmiech bynajmniej nie szyderczy, a pozytywny.

„Aposiopesis” jest książką trochę podobną do owych wydumanych strojów i gadżetów. Wyjść obwieszonym zegarkami można, ale niekoniecznie do pracy czy na spotkanie biznesowe. Ale jaka przyjemność zaliczyć sesję zdjęciową, festiwal Castle Party albo konwent w takich fatałaszkach!... Ha! Przeczytać „Aposiopesis” nie zaszkodzi, choć trudno traktować powieść w kategorii innej niż umilacz czasu.

Sawicki uwypuklił dekoracje, nie troszcząc się specjalnie o ich użyteczność, wręcz celowo zamazał powiązania między światotwórczą, a czysto ozdobną rolą steampunkowych elementów. Takie wrażenie można odnieść czytając o „jakichś urządzeniach”, które „coś” robią. Cała zgrzytająca  i chrobocząca w tle maszyneria, raz wprawiona w ruch, po prostu działa. U niektórych pisarzy taki zabieg bywa wykrętem od rachunku prawdopodobieństwa, a w „Aposiopesis” jest pstryknięciem czytelnika w nos. Nie zadawaj zbędnych pytań, wkręć się w historię, daj ponieść się dzikiej wyobraźni, przyjmij, że mechaborgi łażą po dziewiętnastowiecznej Warszawie, a urządzenie do eksploracji światów równoległych to urządzenie do eksploracji światów równoległych. I kropka.

Proste? Jeszcze jak. I, co ważniejsze, działa.

W nieskomplikowanej, naiwnej fabułce „Aposiopesis” jest szczególny urok, charakterystyczny dla znanych i lubianych blockbusterów[2], sesji RPG i tej fantastyki, która bezpośrednio wywodzi się z pierwotnej fantasy – pełnej przygód, marzeń o porywających zdarzeniach, niedostępnych w rzeczywistości – nieskrępowanej jeszcze manierą „bycia poważnym człowiekiem”. Tak właśnie widzę powieść, której autor bazuje na klasycznym trójkącie: Romans-Przygoda-Groza, przy czym Grozę z powodzeniem mogłaby zastąpić Groteska. „Aposiopesis” to gęsta synteza tego, co jest najprostszym, a równocześnie najskuteczniejszym przepisem na wciągającą, niekoniecznie skomplikowaną opowieść.

Jest więc piękna i dzielna kobieta; są dwaj różni od siebie, interesujący adoratorzy tejże; mamy trochę groźnych, a trochę głupawych przeciwników w rodzaju Niemców z „Czterech pancernych…”; są też wyraziste postaci drugo- i trzecioplanowe, żwawa akcja i pozytywny finał. Do tego szczypta magii (zastąpiona ezoteryką, a raczej jej parodią) i mnóstwo humoru. Sawicki mruga do czytelnika i nie robi tego dyskretnie, ale jakby mówił: „Bawiłem się, pisząc, baw się, czytając”. Wie, jak zamieszać w treści, wie, jak połączyć środki formalne. Przy czym korzysta zaledwie (aż?) z humoru językowego, sytuacyjnego, postaci. Pisarz z wdziękiem bawi się bardzo typowymi sylwetkami, skądinąd nam znanymi (natchniony naukowiec bez pieniędzy, artysta-romantyk, krzykliwa straganiara, szarmancki oficer). Sawicki wykorzystuje, przekształcone w komedię, popularne motywy (np. dżinna z lampy, nazwanego Alojzym Orzeszką) i z nieustannym „puszczaniem oczka” czytelnikowi, wplata w to wszystko historię czy mitologię.

Bohaterowie, z waleczną jak walkiria junkierką na czele, dostali komiczny obrys. Sceny, które same w sobie mogłyby mieć spory ciężar emocjonalny – jak przesłuchanie w Cytadeli, kojarzące się z kaźnią Polaków walczących o niepodległość – w „Aposiopesis” są podlane żartem (dla przykładu: oberpolicmajster nagle pyta więźnia o sposób na zgagę). Jako alternatywę dla zsyłki na Syberię niepokorni obywatele mają przemianę w mechaborga, „dokarmianego” podłym węglem, a pewna udręczona zjawa-demon biega w przykrótkim surducie i zachowuje się jak zombie w komediowym wydaniu. Trybiki steampunku to wdzięczne dodatki do powieści przygodowej, awanturniczej, przedrzeźniającej zresztą własną konwencję. Gdyby zmienić nieco epokę i scenerię, mechaborgi zastąpić cyborgami, a wehikuł astralny na parę – kosmicznym krążownikiem, nadal szłoby o jedno: o jazdę po bandzie. I o to, że z mechaborgami (cyborgami) jest fajniej niż bez – bo pozwalają dobrodusznie pokpiwać z gatunku.

Skoro zaś o gatunkach mowa, przedstawienie nadnaturalnych istot i zjawisk jako w pełni realnych, równorzędnych i współbytujących z ludźmi, lokuje „Aposiopesis” w kręgu urban fantasy. Carscy czynownicy i żołnierze to między innymi nekromanci i demonolodzy, wyposażeni w odpowiednie ustrojstwa przeciw nadnaturalom. Do tych narzędzi należą np. giętki drut nasycony materializmem deterministycznym i darwinistyczne ciężarki. Cały ten arsenał jest przeuroczy i kapitalny w swojej prostocie: bazuje wyłącznie na pomysłowości i języku. Mówiąc o języku, nie sposób zapomnieć o dialogach. Moment, w którym dżinn Alojzy zagaduje do „kolegi” ze sfery demonicznej, to perełka całej lektury:

Ĝu-e Bad i-in sé. A-ba a-lá mu-ĝen? — zagaił Alojzy w swoim rodzimym języku (…).

(…) Postać warknęła głucho i złowrogo. (…)

Salve, frater, te salutant! — spróbował Alojzy z innej strony.

— Idź do diabła — wycharczał trochę niewyraźnie przybysz”[ii].

Tę konwencję trzeba kupić. Inaczej się nie da. Lekkie pióro Sawickiego pozwala mu nie tylko umiejętnie bawić, ale też budować napięcie. Fragmenty pisane „na serio” (lub po prostu „z mniejszym jajem”), bitewne i krwawe – od strony czysto warsztatowej byłyby zupełnie dobre, a nawet świetne. Niestety, latający tu i tam rozbawiony duszek (dżinn?) zapewne wpłynął na deficyt logiki i zbyt hojne folgowanie głównym bohaterom. Wesołej gromadce naszych protagonistów towarzyszy permanentne szczęście. Jak ich pisarz poobija albo powywraca, to natychmiast montuje cudowne ocalenie, olśnienie umysłowe lub nagły zwrot wydarzeń. I jest też druga strona – inżynier Danił, podróżujący przez przestrzeń astralną, „nagle” przypomina sobie o pewnych komplikacjach związanych z taką wycieczką. By nie było za łatwo (a i tak jest), Sawicki wprowadza co chwilę pomniejsze wypadki i triumfy tych złych. To nie wystarcza, by pokonać niezmordowaną Prusaczkę, inżyniera-geniusza i Dżinna, który znał Saladyna, Mojżesza, a nawet Odyseusza. Wszyscy są bohaterscy, bardzo bohaterscy. Nie pogadasz. Już wiesz, że wyjdą cało, cokolwiek się zdarzy.

Nieskomplikowana intryga służy wyłącznie kibicowaniu dzielnej grupce i stwarza pretekst do jej prezentacji. A kibicować jest komu, bo to grupka udana. I nawet wyrwanie przyrodzenia tym niedobrym (scena bardziej niesmaczna niż śmieszna, z rodzaju mocno niesubtelnego humoru, niepasująca do lekkości całej reszty), jest usprawiedliwione. Zresztą, źli bywają całkiem poczciwi; większość czarnych charakterów została zaledwie maźnięta sadzą. Groźny feldmarszałek Berg to równocześnie swojski, chociaż gderliwy dziadzio, astralne byty nieszczególnie przerażają, a w każdym urzędzie znajdzie się pomocny automat, gorliwy wyznawca Żelaznego Boga. I jest sympatycznie…

…bo przecież miało tak być.

„Aposiopesis” to taki steampunkowe fiu-bździu, lektura na kanikułę, do hamaka, przed snem. Wdzięczne nic, zmyślna błyskotka. Jako taka, spełnia swoją rolę: ożywia nudną i sztywną codzienność, pełną krawatów, kitlów i garsonek.

Korekta: Urszula Pitura



[1]  Sztafaż - mało istotne elementy, uzupełniające lub ozdabiające coś, np. utwór literacki. Cyt. za: Słownik języka polskiego, PWN [przyp. red.].

[2] Blockbuster – dzieło, które stając się przebojem, również odniosło sukces kasowy [przyp. red.].

[i]  Cyt. z recenzowanej książki, str. 5-6

[ii] Cyt. z recenzowanej książki, str. 133-134

Aposiopesis

  • Autor: Andrzej W. Sawicki
  • Tytuł: Aposiopesis
  • Wydawnictwo: Rebis
  • Gatunek: fantastyka/przygoda/steampunk
  • ISBN: 978-83-7818-558-1
  • Data wydania: 24 czerwca 2014
  • Wymiary: 132x202
  • Oprawa: Broszura klejona ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 344
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: