Konrad Czerski, „Donikąd”

Konrad Czerski, „Donikąd”


Recenzowała: Małgorzata Ślązak


Drogowskaz z napisem „Wszędzie”

 

„Odkryłem więc na nowo to, co pisarze zawsze wiedzieli (i co tyle razy nam mówili): książki mówią zawsze o innych książkach i wszelka opowieść snuje historię już opowiedzianą. Wiedział o tym Homer, wiedział Ariost, nie mówiąc już o Rabelais’m lub Cervantesie”.[i]

Do lektury debiutanckiej powieści Konrada Czerskiego zasiadłam z ciekawością, lecz bez specjalnych i sprecyzowanych oczekiwań. Zapowiadana w superlatywach, mogła przecież okazać się bełkotem, opakowanym w hasełka modne na salonach. Być może to wpływ białej, surowej i niezwykle przy tym gustownej okładki sprawił, że i całą książkę potraktowałam jak czystą, niezbadaną kartę, dając się jej spokojnie poprowadzić. Donikąd lub dokądkolwiek. Wszędzie. Niespiesznie i cierpliwie.

Historia Brunona Wernera, wyobcowanego egocentryka o artystycznych ambicjach, nie zaczyna się fortunnie. We „Wstępie” autor raczy nas coelhowszczyzną typu: Moje życie stoi pod znakiem zapytania (przykład tego, jak nie pisać zdań otwierających opowieść) czy Nie pozostało mi nic oprócz słów[ii]. Tu brwi powędrowały mi na czubek głowy i zasygnalizowały, że pragną posiedzieć na suficie. Wstrzymałam jednak ich rozpędy, dając książce szansę.

Świetnie, że to zrobiłam. Rozpoczynające się nieco sennie i mdło, „Donikąd” okazało się lekturą smaczną i sycącą: treściwie niebanalną, niebanalnie treściwą. Bogatą w interpretacje, z fabułą nie płytką, ale i nie dominującą; to, co najważniejsze, zostało bowiem wsunięte pod warstwę fabularną, uplecioną z trzech łączących się na końcu wątków.

Bruno Werner, młody pisarz in spe, dawno skończył naście lat. Nie potrafi jednak wziąć na siebie odpowiedzialności za dorosłe, samodzielne życie. Utrzymuje się z funduszy uzyskanych ze sprzedaży rodzinnego spadku. Drobiazgowo roztrząsa niuanse życia wewnętrznego, lecz trudno przy tym nazwać go wrażliwym. No, przynajmniej nie społecznie. Specyficznie, schizotymicznie wręcz wyczulony na świat, od którego się odgradza, na własne bolączki – Bruno jest. Natomiast zainteresowanie codziennością i problemami innych wykazuje znikome. Zmaga się przy tym z mrocznym alter ego: Kadukiem Wernerem, gorszą częścią jaźni.

Charakter Bruna został wykreowany z dużą pieczołowitością: wiarygodnie, drobiazgowo, starannie, a przecież obfite, rozlane charakterystyki nie mają w „Donikąd” miejsca. Jakości bohatera nie psuje nawet rzekomo niezidentyfikowane, nieco wydumane zaburzenie psychiczne (przez nie Werner sprawia wrażenie wyjątkowo naznaczonego, co trochę psuje tę i tak szczególną postać). Nadwrażliwego, smutnego pisarza czytelnik nie polubi od razu, a nawet przypnie mu łatkę podstarzałego emo. Istotnie, egotyzm i instrumentalne traktowanie innych nie są czymś, co może zjednać Brunowi sympatię otoczenia. Ale to ktoś taki jak on wiele mówi nam o XXI wieku.

Jest coś takiego w tych naszych współczesnych czasach, że jakakolwiek wrażliwość nader często dryfuje w obszary nadwrażliwości i bezradności bądź potrzebuje krzykliwej manifestacji, by ją dostrzeżono. Prawdę tę ilustrują zarówno alarmy psychologów, jak i dobra literatura. Miotający się między zrywami weny twórczej a stanami bezczynności i apatii, bohater Czerskiego jest udręczony podobnie jak jego imiennik z „Cząstek elementarnych” Houellebecqa, choć życiorysy i kłopoty mają inne. Rozterki Wernera, jego idealizm, zasklepienie się w papierowym labiryncie książek, filmów i własnej wyobraźni — są bardzo autentyczne. Ukazują cichą, ledwo dostrzegalną przemianę wrażliwego, introwertycznego dziecka w zagubionego dorosłego. Zachowania bohatera nie zmienia jeden konkretnie wypadek, w którym traci rodziców, a na który reaguje dość biernie. Bruno ma całą, nie nakreśloną wprost w fabule, ale istniejącą, wypaloną jak piętno linię życia.

Z nią zaś łączą się, bardzo długo odrębne, historie dwóch innych postaci: ukrywającej się w odosobnieniu gwiazdy filmowej Miriam Stein oraz oddanej sprawom ducha Sophie Kavan, współczesnej pustelniczki z Nowego Jorku. Nazwanie tej drugiej „eremitką” nie będzie tylko cytatem z okładki. Młoda, głęboko wierząca dziewczyna (…) jest nikim. Ale jest obecna w świecie bardziej, niż inni.[iii] Sophie kieruje myśli ku Bogu, lecz równocześnie mocno tkwi w codzienności; nasłuchując pulsu wielkich metropolii, które ją fascynują, również go wyczuwa. Żyje nim. Sylwetka tej dziewczyny: nieco naiwnej, równocześnie zaś bardzo inteligentnej, upartej, zaskakującej, a przy tym niespodziewanie i prawdziwie czystej – w szerokim znaczeniu tego słowa –  wyszła Czerskiemu znakomicie. Niewiele kobiet tego typu spotkamy we współczesnych trendach kulturowych. Sophie tak bardzo kontrastuje z dzisiejszym stylem życia, że może być symbolem sprzeciwu wobec niego. Szczerym i skłaniającym do rozważenia jej opcji. Pokazuje, że można i warto pójść pod prąd.

Miriam z kolei, prowadząca kiedyś dekadenckie, szalone, zepsute życie — teraz się od niego izoluje. Nie powiedziała jednak ostatniego słowa i w cichym mieszkaniu na Thompson Street wypełnia ostatnią, ważną misję. Razem z pozostałymi postaciami, drugoplanowymi i epizodycznymi, bohaterki tworzą galerię ciekawych osobowości. Każda z nich ma intrygujący choćby jeden rys, a wszystkie są niezbędnymi elementami bardzo złożonej mozaiki: zagadki osnutej wokół pewnej książki, zatytułowanej… „Donikąd”. Książki, która oficjalnie nie istnieje; ani o niej, ani o autorze, podpisującym się jako Daremo Inai, nic nie wiadomo. Wpada w ręce Bruna na targu staroci i… stop.

Przybliżenie tej zagadki choćby w cząstce, nieodsłaniającej smaczków i tajemnic, uważam za bezcelowe. Jak przystało na powieść szkatułkową, „Donikąd” jest literacką matrioszką, a rozebranie zabawki na części to nie jedyne, co da się z nią zrobić. Lalki można postawić w scenerii historii obyczajowej, jednej z wielu, opowiadającej niespiesznie o zwykłym-niezwykłym życiu. Mogą też grać role we współczesnej baśni, pełnej niepokoju i mistyki, w teatrze realizmu magicznego. Sama akcja zmierza dokądś, nie donikąd – ma określony kierunek i zwieńczenie. Nie ona jest jednak najważniejsza, a nawet nie do końca udana; w zakończeniu pobrzmiewa nutka naiwności i pośpiechu, jakby autor na siłę, nieco nerwowo domykał swoją opowieść. Istotniejsza niż finał, jest tutaj sama podróż. Czerski stworzył barwny świat, opisany równie barwnym, w ostatecznym rozrachunku bardzo dobrym językiem, którego zalet nie przesłaniają fragmenty zbyt sztywne lub zbyt ospałe. Niektóre są zaś szczególnej urody: Nacja lunatyków zakutych w księżycowe dyby[iv], Słuszny haust okrada kieliszek z połowy zawartości[v].

Bruno podróżuje nie tylko po Europie, ale i w głąb siebie, przemieszczając się po fikcyjnej krainie Gen’ei. Jego spotkania z innymi można przypisać zarówno zbiegom okoliczności, jak i przeznaczeniu, Bogu, efektowi motyla. Albo prościej: osiąganiu dojrzałości. Bruno, jak i zresztą każda z kluczowych sylwetek, poszukuje, znajduje i gubi, zawierając z życiem dość ryzykowne transakcje. Otwiera jedną furtę, zamykając inną. Wędruje przez labirynt korytarzy i drzwi, w którym naciśnięcie nie tej klamki, co trzeba, uruchamia zapadnię. Wszystko to dzieje się w ramach ambitnej struktury literackiej. „Donikąd” wytycza przynajmniej kilka dróg interpretacji i refleksji, a trochę też sprowadza na manowce, jeśli spodziewaliśmy się historii prostszej i żwawiej opowiedzianej. To od nas zależy, którą drogą pójdziemy i czego się doszukamy w pierwszej kolejności. Powieści egzystencjalnej? Może utworu o potędze słów, książki o książce i Księdze życia? Lektury o dojrzewaniu do miłości i odpowiedzialności? Gry z tradycją literacką? Jedno jest pewne — warto „Donikąd” (czyt. „Wszędzie”) pójść i na dłużej zatrzymać się przy tym debiucie  — niegłupim, ambitnym, nadspodziewanie udanym.

 

Korekta: Katarzyna Tatomir



[i]
                U. Eco, Dopiski na marginesie „Imienia róży”, w: tegoż, Imię róży, przeł. A. Szymanowski, PIW, Warszawa 2001, s. 599.

[ii]             Cyt. z recenzowanej książki, str. 7

[iii]             Cyt. z recenzowanej książki, str. 154

[iv]             Cyt. z recenzowanej książki, str. 137

[v]             Cyt. z recenzowanej książki, str. 96

 

donikąd-qfant

  • Autor: Konrad Czerski
  • Tytuł: Donikąd
  • Wydawnictwo: Oficynka (seria: Szpunt do Antałka)
  • Gatunek: proza obyczajowa/psychologiczna, proza współczesna, realizm magiczny
  • ISBN: 978-83-64307-13-3
  • Data wydania: luty 2014
  • Wymiary: 121x94
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 296
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: