Stuart MacBride, „Dom krwi”

Stuart MacBride, "Dom krwi"


Autor: Piotr Dresler
Korekta: Natalia Bieniaszewska.
Tytułowy „Dom krwi” znajduje się w szkockim Aberdeen. W tym miasteczku MacBride osadza akcję wszystkich swoich książek. Kto bywa w Szkocji i jest ciekawy, może sam, przy odrobinie szczęścia, odszukać miejsca opisane w powieściach. Do tej pory autor ma na koncie pięć książek („Dom krwi” jest czwartą), a z informacji podanych na stronach angielskiej Wikipedii wynika, że w tym roku możemy się spodziewać kolejnej, zatytułowanej: „Dark blood”.

Myślę, że to dobra wiadomość, szczególnie dla fanów kryminałów przeplatających się z thrillerem, doprawionych sporą dawką czarnego humoru. Nie jestem natomiast pewien, czy ja sam będę z niecierpliwością oczekiwał opowieści o dalszych losach dektektywa, sierżanta Logana McRae.

Po przeczytaniu informacji widniejących na okładce o ilości otrzymanych nagród i miejscach, które zajmowały książki MacBride’a na światowych listach bestsellerów, wydawało mi się, że oto dane jest mi obcowanie z książką genialną – poszukiwaną przez czytelników i chwaloną przez recenzentów.

Zawiodłem się nieco…

Główny bohater, Logan McRae, jest postacią bardzo wyrazistą. Cechuje go niezwykły, jak na osobę w dość młodym wieku, cynizm. W porównaniu ze swoim zwierzchnikiem, inspektorem  Inschem, który od pewnego momentu staje się strasznie stereotypowy, McRae wypada naprawdę ciekawie. Gdy inspektor traci urok, sierżant pozostaje wciąż twardy i ironiczny. Oprócz tych dwóch, w „Domu krwi” występują postacie znane już czytelnikom poprzednich części serii o McRae - pani patolog, Isobel MacAlister oraz Alec, kamerzysta BBC. To są chyba najbardziej barwne i najczęściej pojawiające się osoby w książce.

Język powieści jest naturalny i prosty. Trudno ocenić, czy to dobrze, czy źle – zależy, co kto lubi, ale trzeba przyznać, że „Dom krwi” czyta się całkiem przyjemnie. Głównie ze względu na dobre kreacje bohaterów. W tej kwestii MacBride się postarał.

Zabrakło mu natomiast pomysłu na zakończenie, które w moich oczach było nieco mdłe i niewarte budowania napięcia przez całą książkę. Myślałem, że skoro autor nie pozwolił sobie na podjęcie gry z czytelnikiem tak, by mógł on zgadywać, kto jest mordercą, to zaskoczy nas zakończeniem. Niestety, tak się nie stało.

Pisarz nie pokusił się o drobiazgowe opisy morderstw, pozostawiając drastyczne szczegóły wyobraźni czytelnika. W ogóle - brutalności jest tu niewiele. Trudno rozstrzygnąć, czy jest to celowy ukłon autora w stronę wrażliwego odbiorcy, czy zwyczajne pójście na łatwiznę. Z pewnością zmniejsza to trochę „moc wrażeń” obiecanych na okładce. Jednak nie na tyle, by porzucić lekturę.

Widać, że MacBride potrafi pisać i robi to z dużą lekkością, równą tej, z jaką czytelnik przepływa przez karty powieści. „Dom krwi” polecam wszystkim, którzy oczekują od książki prostoty, ale i sporej dawki wrażeń. Tutaj jest to dawka maksymalna, jak na powieść, w której ilość brutalnych scen praktycznie równa jest zeru. Ta książka pozwoli także czytelnikowi na postawienie się w bardzo wygodnej pozycji: obserwatora, który ogląda wydarzenia z boku.

Osobiście chętnie przeczytam wcześniejsze powieści tego autora, by sprawdzić, czy MacBride rzeczywiście zasłużył na taką ilość nagród.

Autor:Stuart MacBridedom-krwi-qfant

Tytuł:Dom krwi

Data wydania:2008

Wydawnictwo:Amber

Pozostałe dane:Liczba stron: 320

Format: 148x210 mm

Oprawa: miękka

Cena z okładki: 29,80 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: