Mike Shepherd „Buntowniczka”

Mike Shepherd „Buntowniczka”


Recenzował: Kamil Dolik

            „Buntowniczka” nawinęła mi się zupełnie przez przypadek. Ot, akurat nie miałem żadnej książki w recenzenckiej puli, a szef działu wysłał e-mail z nowymi propozycjami. Wcześniej o tym tytule zupełnie nie słyszałem, nie miałem też styczności z innymi utworami imć Mike’a Shepherda. Do powieści podszedłem zatem na zimno, mając nadzieję, że nie okaże się jakimś godnym ciśnięcia w kąt gniotem (a wierzcie mi, w życiu recenzenta nie ma nic gorszego niż książkowy gniot – nieważne, że jest nudny jak flaki z olejem, zupełnie alogiczny, bądź napisany tak, że po drugim akapicie dostajesz zatarcia zwojów mózgowych – przeczytać musisz, bo z czego sklecisz recenzję?).

            „Buntowniczka” na szczęście już na starcie przywitała mnie wartką, wciągającą akcją oraz przyjemnym stylem opisu kolejnych wydarzeń. Początek powieści to bezapelacyjnie jeden z jej najsilniejszych punktów. Jest dynamiczny, trzyma w napięciu i sprawia, że nieustannie się zastanawiasz, co będzie dalej. A dalej... bywa różnie (w drugiej połowie tomu), przy czym nigdy gorzej niż dobrze. Perypetie kobiety znanej jako Kris Longknife (o której więcej opowiem w następnym akapicie) wiodą nas gdzieś w głąb galaktyki, na planetę borykającą się z naturalnymi kataklizmami i zbójeckimi bandami, a później jeszcze dalej – tropem trzymającej w napięciu intrygi. Poszczególne wątki splatają się w solidną, miejscami imponującą rozmachem, space operę sowicie podlaną militarnym sosem. I tak jak w wojsku, nie ma w niej miejsca na zbędne dłużyzny – jest wartka akcja, są zagadkowe spiski, jest szorowanie szaletu szczoteczką do zę... no dobrze, może się nieco zagalopowałem. Tym niemniej fabuła „Buntowniczki” jest odpowiednio zróżnicowana, by podtrzymać uwagę czytelnika po ostatnie rozdziały. Przedstawiony w niej kosmiczny świat został skonstruowany z pomysłem, a jego konstrukcja zasługuje na uznanie.

            Wspomniana wcześniej Kris Longknife to kolejny mocny punkt powieści – chociaż wywodzi się z politycznej rodziny, posiada nietuzinkową osobowość. Już samo to, że wybrała wojskowe kamasze zamiast wygodnego życia w cieniu wpływowych bliskich jest ciekawe. Kris to harda kobieta, szczwana, inteligentna i potrafiąca dopiąć swego na różne sposoby. Bardzo łatwo poczuć do niej nić sympatii. Szkoda tylko, że jej towarzysze pozostają tak jakby w jej cieniu – na dobrą sprawę podczas czytania nie poczułem większego przywiązania do żadnego z nich.

            Egzemplarz, który otrzymałem, znajdował się jeszcze w fazie przed ostateczną korektą i łamaniem, tym niemniej w samym tekście nie wychwyciłem zbyt wielu upierdliwych potknięć. Dobrze to rokuje na wersję ostateczną, którą zapewne będziecie mogli nabyć, jeszcze zanim ukaże się ta recenzja. Tłumaczenie tekstu jest bardzo dobre i przyjemne w odbiorze.

            „Buntowniczka” w ostatecznym rozrachunku okazała się całkiem przyjemną powieścią science-fiction podlaną militarnym sosem. Miłośnicy tego typu klimatów powinni rzucić na nią okiem.

 

Korekta: Grzegorz Hammerbuntowniczka-qfant

  • Autor: Mike Shepherd
  • Tytuł oryginału: Mutineer
  • Tłumaczenie: Justyn Łyżwa
  • Data wydania polskiego: 20 czerwiec 2014
  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • ISBN: 978-83-7574-907-6
  • Wydanie: I
  • Format: 125 x 195 mm
  • Strony: 504
  • Oprawa: miękka

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: