Helen Fielding, „Dziennik Bridget Jones”

Helen Fielding, "Dziennik Bridget Jones"


Recenzowała: Sylwia Zazulak

Kiedyś nazwaliby ją starą panną, która na dodatek kompletnie nie nadaje się na żonę. Na szczęście czasy, gdy kobiety wychodziły za mąż przed dwudziestką, dawno minęły i teraz żadna z dwudziestoparolatek nie usłyszy, że ma ograniczony termin przydatności. A więc Bridget Jones, trochę po trzydziestce, także nie musi się martwić. Co prawda rodzina na każdym kroku przypomina jej, że zegar biologiczny tyka, a życie singielki trochę ją martwi, ale od czego jest alkohol, papierosy i tony jedzenia. Podczas każdej rodzinnej uroczystości matka wraz z przyjaciółkami próbuje zeswatać Bridget z Markiem Darcym – bardzo samotnym i bardzo bogatym rozwodnikiem. Cóż jednak Bridget może poradzić, że on najprawdopodobniej uważa ją za wariatkę? W dodatku w pobliżu znajduje się nieziemsko seksowny Daniel, posiadający tylko jedną wadę – jest jej szefem. Jak potoczy się los tej nieobliczalnej kobiety na wiecznej diecie? O tym warto przekonać się samemu, bo przy Bridget Jones nie ma czasu na nudę.

Uwielbiam książki w formie pamiętników czy dzienników. Autorzy, przyjmując ten sposób prowadzenia narracji, ułatwiają czytelnikowi integrację z głównymi bohaterami. Ich myśli przelane na paper nieraz okazują się zabawniejsze od słów, które wypowiadają. Helen Fielding w „Dzienniku Bridget Jones” prezentuje Bridget jako zdesperowaną kobietę poszukującą faceta i martwiącą się, że mężczyźni patrzą tylko na dziewczyny w wieku własnych córek. Jednak jest to jedynie wierzchnia szata, którą bohaterka została okryta. Tak naprawdę Bridget jest ironiczna i zabawna, a utożsamić się z nią może niemalże każda przedstawicielka płci pięknej. Jest w niej coś takiego, że pomimo jej nałogów, przesadnych zmartwień i prawie że permanentnego kaca nie da się jej nie lubić. Skrupulatnie pilnuje wagi, (ale ten batonik się nie liczył, bo dietę zaczyna tak naprawdę od jutra), rzuca palenie (ale dopiero od Nowego Roku), nie pije (te dwa drinki tylko okazjonalnie) oraz nie wydaje pieniędzy na totka i zdrapki (wytypowała ostatnio dobrze jedną liczbę, więc jest postęp, a nie można zaprzestać, gdy jest dobra passa). Być może konsekwencja to nie jest jej siostra, ale gdyby nie te potyczki z zrzuceniem kilku kilogramów i zmieszczeniem się w spodnie z liceum, jej zapiski nie okazałyby się takie interesujące.

Bridget martwi się nie tylko własnymi problemami, lecz także losem znajomych i rodziny. Przeprowadza telefoniczne dyskusje z przyjaciółmi na temat życia w związku i bycia samotnym strzelcem, próbuje ustawić własną matkę do pionu oraz robi doktorat ze zmiany tematu rozmowy, gdy padnie pytanie, kiedy zostanie mamą albo chociażby żoną. Perypetie głównej bohaterki w „Dzienniku Bridget Jones” to wspaniała i zabawna historia, która najprawdopodobniej nie ilustruje życia żadnej kobiety na Ziemi, ale dzięki formie dziennika można zanurzyć się w błogich marzeniach i rozmyślaniach, że to nam na drodze staje Mark Darcy. Wątpię także, aby jakakolwiek dorosła kobieta była tak roztrzepana i zakręcona jak Bridget, co sprawia, iż traci ona na wiarygodności, ale nie mogłam się oprzeć jej urokowi i żarcikom w typowym angielskim stylu, trącących czarnym humorem. Dla fanek (i fanów) ironicznych żartów wynikających z czujnej i bacznej obserwacji świata oraz społeczeństwa historia Bridget to nie tylko coś pozwalającego mile spędzać czas, zagłębiając się w lekturę, ale również nawiązywanie więzi z bohaterką, która staje się bratnią duszą.

Niestety przed przeczytaniem książki Helen Fielding miałam okazję obejrzeć film, gdzie w roli głównej zobaczyć można Renée Zellweger. Na szczęście widziałam go dawno temu i nie wpłynęło to na moje wyobrażenie o bohaterach, gdyż kreacja bohaterów filmowych od tych książkowych kompletnie się różni. Niesamowicie spodobała mi się postać Marka Darcy’ego, wyrafinowanego dżentelmena i stoika. To ten typ mężczyzny, który albo się kocha, albo nienawidzi. Szarmancki pan Darcy podbił moje serce nienagannym zachowaniem i powściągliwością, gdzieniegdzie przerwanymi trafnymi, zabawnymi żarcikami czy zachowaniami. Kompletne przeciwieństwo Bridget – trzeźwo myślący, elokwentny, czasami sprawiający wrażenie, jakby połknął kij od miotły, podczas gdy ona to wulkan energii, emocji i nieoczekiwanych zachowań, zawsze mówiąca coś nieodpowiedniego w niestosownej chwili. Niebo a ziemia. A jednak podczas scen, w których pojawiają się obie te postacie, niemalże płakałam ze śmiechu, gdyż zderzenie dwóch przeciwległych światów w komicznej, niezręcznej sytuacji to mój ulubiony typ humoru.

Bridget Jones byłaby świetną przyjaciółką, gdyby, rzecz jasna, istniała. Dzięki niej inaczej patrzę na siebie, swoje ciało i relacje z ludźmi. Helen Fielding w swojej pierwszej powieści poświęconej losom tej bohaterki przeniosła mnie w świat do tej pory przeze mnie nieznany, w którym nieważne jest, ile ktoś waży, ile pije, pali, co robi w wolnym czasie i czy chodzi na imprezy w środku tygodnia. „Dziennik Bridget Jones” to pozycja dla kobiet, które potrzebują relaksu i oderwania się od nieco nudnego, szarego, codziennego życia. Ciekawym okiem powinni też spojrzeć na nią mężczyźni, ponieważ może stanowić, co prawda trochę karykaturalne i przerysowane, źródło wiedzy o kobietach. Z zapałem zabieram się do kolejnej części przygód Bridget, oczekując, iż jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

Korekta: Aleksandra Żurekdziennik bridget jones

 

  • Tytuł: Dziennik Bridget Jones
  • Autor: Helen Fielding
  • Tytuł oryginalny: Bridget Jones’s Diary
  • Tłumaczenie: Joanna Szczepańska
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Data i miejsce wydania: 3 marca 2014, Poznań
  • Ilość stron: 368
  • ISBN: 978-83-7785-421-1
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: