Qfantydzień z „Crysis: Eskalacja” #3 – wyniki!

Qfantydzień z "Crysis: Eskalacja" #3 - wyniki!


Nagrodę otrzyma:

Beata Smółkowska, Bytom

Gratulujemy!

- Chomiś gdzie jesteś?- Zawołałem przeczesując hacjendę.
Czemu patafianie ty zawsze śpisz w moich brudnych majtasach? I czy na Alegroszu można znaleźć jakieś zabezpieczenia antychomikowe, bo ja z tobą nie wstrzymam!
Wyszarpałem paskudę za uszy i skierowałem do stołka z stali hartowanej przy blacie kuchennym.
- Zjedz śniadanie i znikamy do lasu- będziesz zarabiał na swoje utrzymanie szukaniem trufli- ale ze mnie bydle, no nie 🙂
A tak naprawdę, to chciałem troszkę w lesie poćwiczyć do mojego nowego projektu, do którego potrzebowałem maski, ciężkiego łuku i w cholerę różnego rodzaju żelastwa krępującego całe moje ciało, niczym średniowieczna zbroja rycerska. Z tą różnicą, że ze mnie jest taki rycerz, jak z koziej doopy trąbka. Chociaż z drugiej strony, to z rycerza mam tylko zakuty łeb.
Tja... Dobrze, że jest Chomiś, bo trochę mózgu w naszym duecie nie zaszkodzi.

Zrobiłem na szybko śniadanie, bo Chom o tej godzinie jest niekompatybilny z otoczeniem, spakowałem sprzęt i ruszyliśmy w głusze.
- No to Chomiśku szukaj grzybków- powiedziałem zakładając na siebie osprzęt. Kiedy mój zmutowany przyjaciel zniknął między krzakami, jakoś tak dziwnie się poczułem. Byłem święcie przekonany, że świdrują mnie oczy jakiejś niesympatycznej istoty. Coś mnie piekielnie zaswędziało między łopatkami, a kiedy sięgnąłem tam rękoma zastygłem z przerażenia, BO COŚ TAM BYŁO!
I TO COŚ CIĘŻKIEGO! I W DODATKU MIAŁO ZĘBY!
Nie zastanawiając się, jakiem cudem cosik przebiło pancerz tytanowy, rzuciłem się na ziemię i tarzając darłem paszczą w niebogłosy. Jakiś cień pojawił się znikąd i sięgnął do moich pleców. Usłyszałem głuche: „PYK” i już poczwara zniknęła w paszczy Chomika.
- Dzięki, znowu uratowałeś mój zgrabniutki tyłeczek.
Obok Choma leżały grzybki, które razem skonsumowaliśmy i rozłożyliśmy się na polanie, rozkoszując się świetlistą, ciepłą kąpielą słoneczną.

- Wiesz co?- Zagadnął mój słodziutki przyjaciel. Powiem ci coś, ale musisz obiecać, że nie będziesz się śmiał.
- Dawaj Chom. Masz moje słowo.
- Tak jakby ono cokolwiek znaczyło- hmmm... Te słowa jakoś tak kąśliwie zabrzmiały.
Czasem śni mi się, że jestem alpaką.
- Że co proszę?!- Może mi się coś przesłyszało..
- No alpaką. Wiesz, taka: włochata, zgrabniutka, wielgachna, z obłędnie długą i zalotną szyją. Hasałbym sobie chyżo hen wysoko w górach Alpejskich i skubał pyszną, soczystą, zieloną trawkę. Mniam, mniam, tak, jakbym czuł jej smak. – Nie przesłyszałem się! Kudłacz mi oszalał.
- Chomiś KONIEC Z GRZYBKAMI! Odstawiasz je w trybie natychmiastowym. I nie ma zmiłuj.
- Nie kwacz dwunogi, bo ci się garnek na łbie przekrzywia. Zróbmy coś szalonego.
- NIE. Nawet o tym nie myśl. Zostajemy w lesie, dopóki nie dojdziesz do siebie, a później mykamy do domu. A jak fikniesz, to przez tydzień będziesz zapychał na kółku, żeby prądu nam dostarczyć.
- A znajdziesz ty kołowrotek dla 100 kilogramowego chomika. Hę? I żadnych durnych docinków, bo twoja matka w końcu zapłaci za wciskanie we mnie swoich eksperymentów kulinarnych.
- Yyyyyyy... Dla tego argumentu nie ma inteligentniejszej riposty. Misiek po prostu ma rację. Mamusia nie potrafi gotować i na pewno nie powinna wciskać w malusiego gryzonia efektów swojej kilkudniowej pracy we kuchni.
- A teraz złap mnie gupi człowieku. Jestem zgrabniutką alpaką, której nie masz szans dogonić. GUŃ MNIE.
- No gdzie leziesz pokręcony oszołomie?! Wracaj.

Tymczasem rozbrykany i zakręcony Chomiś wszędzie widział różnokolorowe tęcze, po których mykały fantazyjne lamy. Przepiękna alpaka zatrzepotała rzęsami i kusiła: Chodź za mną. Zróbmy to tygrysku.
- Masz rację. Zróbmy to! Idziemy do banku, bo całe życie marzyłem o pływaniu z delfinami na Hawajach.
I wyobraźcie sobie, że ten szalony kolos ruszył w stronę najbliższego banku w poszukiwaniu "sponsora".
Dogoniłem pupila w momencie, w którym siedział okrakiem na postawnym strażniku i darł japę: JAZDA. No kicaj ty niedorobie. Chcę poczuć wiatr między runem!
W tym samym momencie do pomieszczenia wpadła brygada antyterrorystyczna i uspała szalonego mutanta. Mnie także się oberwało, bo widok faceta w kosmicznej zbroi, z garnkiem na głowie i wyrąbistym łukiem na plecach nie daje możliwości tłumaczenia.

Na komisariacie mając do dyspozycji tylko jeden telefon, zadzwoniłem oczywiście do mamusi. Mamcia zawsze wie, co robić. Myślicie, że to nasz pierwszy raz? Absolutnie! Chomiś często nas pakuje w kłopoty. Na szczęście mamusia jest pierwszej klasy wiedźmą (setki razy lepszą, niż kucharką), która uwielbia mocne wejścia, a strażnicy powinni już się przyzwyczaić do kaca, jakiego czują po wybudzeniu z uroku usypiającego.
Tylko ciekawi mnie, skąd oni mają dotacje na tak częste naprawy ściany frontowej aresztu?
Mówiłem już, że mamusia jest zwolenniczką hucznego szturmu?

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: