Pyrkon oczyma odrobinę mniejszego laika

Pyrkon oczyma odrobinę mniejszego laika


Krzysztof Dworakowski

Alfred Hitchcock twierdził, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Być może owa prawidłowość dotyczy także polskich konwentów. Jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznego Pyrkonu, w cyberprzestrzeni rozgorzała krucjata przeciwko konwentowemu seksizmowi. Setki barwnych wielościanów w połączeniu z odrobiną kobiecego ciała miały stać się przyczyną zatrważającej frekwencyjnej klęski. Czy rzeczywistość okazała się tak okrutna? Oceńcie sami.

13

Jeśli wierzyć nieoficjalnym danym, Pyrkon 2014 odwiedziło ponad dwadzieścia tysięcy gości. Liczba konwentowiczów wielokrotnie przebiła imponujący wynik, ustanowiony rok wcześniej. W takiej sytuacji wydawać by się mogło, że spora ich liczba spędzi pierwsze godziny festiwalu w ogromnych kolejkach. Nic bardziej mylnego. Rezygnacja z imiennej akredytacji oraz sprawna organizacja przy kasach znacząco zredukowały czas oczekiwania. Ogromnie pomogły tutaj dobrze oznakowane "korytarze kolejkowe", zapobiegając iście darwinowskiej walce o lepszą pozycję wyjściową.

Oczywiście taki ogrom ludzi musiał spowodować pewne niedogodności. Jako pierwsze odczuły to elektroniczne bramki wejściowe, które już w piątkowe popołudnie ogłosiły strajk ostrzegawczy. Sytuacja nie poprawiła się także w dniu następnym i mechanicznego odźwiernego musiał zastąpić ten z krwi i kości. Kolejny dowód na to, że maszyny jeszcze przez wiele lat nie będą zdolne do samodzielnych rządów.

4

Jak wyglądał natomiast sam konwent? Organizatorzy dołożyli wszelkich starań, by kreatywnie zagospodarować czas swoich gości. Oferta programowa okazała się nadzwyczaj bogata i dostosowana do gustów rozmaitych grup fanowskich. Niewielkim problemem było znalezienie ciekawej prelekcji, poświęconej interesującemu nas tematowi. Zdecydowanie większym wyzwaniem było dostanie się na nią. Po raz kolejny do głosu doszła tu największa "wada" Pyrkonu – ściany Międzynarodowych Targów Poznańskich nie są z gumy. Liczba chętnych zwykle wielokrotnie przekraczała możliwości sal, doprowadzając do pokaźnych sytuacji kolejkowych. Niektórzy pechowi konwentowicze musieli niestety obejść sie smakiem.

65

Na całe szczęście prelekcje nie były jedynym sposobem na spędzanie wolnego czasu.  Pokaźny games room oferował całonocną przystań dla fanów zarówno gier planszowych, karcianych i elektronicznych. Pobliska arena pokazowa często zachęcała konwentowiczów do wspólnej aktywności – niekiedy z muzyką lub bronią białą w tle. Nie zabrakło także pokaźnego pawilonu handlowego, gdzie z uśmiechem na ustach można było wydać zgromadzone przez rok oszczędności.

8

Ogromnym plusem Pyrkonu był fakt, że nie zapominał on o swoich gościach wraz z zapadnięciem zmroku. Program imprezy został sformatowany tak, by obejmował także późne godziny nocne. Wspominane już całodobowe sale gier zapewniały rozrywkę konwentowiczom, którzy bardziej od snu cenili sobie dobrą zabawę. Bardzo udanym pomysłem okazały się także, organizowane po raz pierwszy, imprezy taneczne. Uczestnicy zdecydowanie nie mogli narzekać na nudę.

Poznański konwent od kilku lat jest jednym z największych tego typu festiwali w Europie. Nie powinien dziwić więc fakt, że gościnne progi Targów często podejmują sławy szeroko pojętej popkultury. Na tegorocznym Pyrkonie, oprócz prawdziwej śmietanki rodzimych twórców, można było spotkać zagraniczne sławy, takie jak Sandy Peterson czy Tad Williams. Amerykański pisarz, dzięki pogodnemu usposobieniu i mocno rozwiniętemu poczuciu humoru, szybko zyskał sobie sympatię widzów. Być może właśnie dzięki temu, kolejki po jego autograf rozrosły się do mocno niepokojących rozmiarów.

9

Nie sposób nie wspomnieć także o największej atrakcji festiwalu – samych konwentowiczach. Ich entuzjazm i pozytywne nastawienie w dużej mierze budowały atmosferę całej imprezy. Często organizowali oni przeróżne spontaniczne wydarzenia, dodatkowo urozmaicając i tak bogatą już ofertę programową. Nie sposób odmówić im także kreatywności i ciężkiej pracy, jaką poświęcili w przygotowanie cosplayowych strojów. To właśnie dzięki takim ludziom przeciskanie się korytarzami poznańskich Targów – chociaż czasami ekstremalnie trudne – okazało się nadzwyczaj satysfakcjonującą przygodą.11

10

Tegoroczna wizyta w Poznaniu była moją drugą z kolei. Dzięki temu mogłem lepiej przyjrzeć się zmianom, jakie zaszły w przeciągu roku. Zdecydowanie poprawiła się pogoda, lecz oprócz niej także wiele innych rzeczy. Członkowie Klubu Fantastyki "Druga Era" dołożyli wszelkich starań, by wyeliminować lub częściowo zredukować niedociągnięcia poprzedniej edycji. Nie ma oczywiście czegoś takiego, jak impreza idealna, na której nie znalazłaby się żadna rysa. Niezwykle pozytywny jest jednak fakt, że organizatorzy trafnie identyfikują zaistniałe wady i mądrze na nie reagują. Optymizmem napawają także zaangażowanie i miłość, z jakimi podchodzą do swojego projektu. Miłość, którą coraz liczniejsi goście odwzajemniają przy kasach akredytacyjnych. Wypada tylko mieć nadzieję, by owa tendencja utrzymała się przez kolejne lata.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: