Polcon 2016 – Wrocław

Polcon 2016 – Wrocław


Choć do Wrocławia mam dość daleko, to zaskakująco często zdarza mi się odwiedzać to miasto. Wielokrotnie byłem tam na wycieczkach na różnych stadiach szkolnej edukacji, a ostatnimi laty mam Wrocław niejako po drodze przy okazji wakacyjnych wypraw w Sudety. Dwa lata temu nawiedziłem miejscowe DF-y, a teraz nie mogło mnie zabraknąć również na Polconie, skoro tak zgrabnie zgrał się z moim zwyczajowym urlopem.

SONY DSC

Tegoroczny Polcon odbywał się w kompleksie wrocławskiej Hali Stulecia. Parking okazał się tak horrendalnie drogi, że wyjechałem z niego równie szybko, jak wjechałem, ale szybko znalazłem zupełnie darmowe miejsce postoju w niedalekiej okolicy. Akredytacja, jak to zwykle bywa na większych konwentach, straszyła liczną kolejką. W takich chwilach

dziękuję niebiosom za istnienie specjalnie wydzielonych stanowisk akredytacji medialnych. Zostałem obsłużony szybko i miło. Ktoś skarżył się w jednej z relacji, że robiono mu problemy z wydaniem karty do głosowania na nagrodę Zajdla, ja nie miałem takiego problemu, ba, wraz z kartą otrzymałem antologię tekstów nominowanych do nagrody, dzięki czemu mogłem zapoznać się z opowiadaniami, z którymi zwykle jestem do tyłu, i oddać swój głos w obu kategoriach.

SONY DSC

Tradycyjnie skupiłem się na okołoliterackiej części programu. Co ciekawe, większość punktów, które odwiedziłem, nie było prelekcjami, ale panelami dyskusyjnymi. Nastąpiło jakieś przeniesienie środka ciężkości w tę stronę. Skąd to się bierze? Może chodzi o to, żeby upchać jak najwięcej treści w ograniczonym czasowo programie albo po prostu dać zajęcie licznym zaproszonym gościom? Poza tym brak jednego z dyskutantów nie zmusza organizatorów do odwołania danego punktu, co wiąże się z koniecznością poinformowania wszystkich zainteresowanych i improwizowania czegoś w zamian. Nie wspominając już o tym, że każdy z biorących udział w panelu ma jakieś swoje grono ludzi, które lubi go słuchać, co dodatkowo zapełnia salę. Panele dyskusyjne są interesujące, ale wolałbym, żeby organizatorzy konwentów nie nadużywali tej konwencji. Zaimprowizowana żywiołowa rozmowa ma swoje niewątpliwe zalety, ale wolałbym częściej posłuchać dobrze przygotowanej i przemyślanej prelekcji, zamiast osobistych wynurzeń często dość przypadkowo dobranych do tematu gości. Zwłaszcza kiedy brakuje moderatora dyskusji tudzież połowy wpisanych w program uczestników.

SONY DSC

Najgłośniej odbiło się w internecie spotkanie autorskie z Andrzejem Sapkowskim. Nie wiem, dlaczego akurat teraz wszyscy zapałali świętym oburzeniem, skoro AS mówi to samo od lat, a o tym jakim jest trudnym człowiekiem, wiedzą chyba wszyscy zainteresowani. Planowałem nawet pójść na to spotkanie, żeby zrobić parę zdjęć do relacji, ale po ujrzeniu kolejki uznałem, że nie warto. I tak niczego nowego się nie dowiem. W zamian pojawiłem się na kilku dyskusjach dotyczących polskiej fantastyki socjologicznej (właściwie każdy panel, w którym uczestniczył Jacek Inglot, był szybko przez niego zawłaszczany w celu afirmacji twórczości Janusza Zajdla), posłuchałem o kreacji fantastycznych światów, steampunku, końcu świata i kryzysie polskiej fantasy. Szczególnie upodobałem sobie punkty dotyczące szeroko rozumianego rynku książki. Zawsze miło posłuchać Wojtka Sedeńko czy Marcina Zwierzchowskiego, całkiem interesujące było również omówienie ostatnich laureatów nagrody Hugo. Wszystkie te książki stoją gdzieś u mnie na półce, ale jakoś nie ma czasu, żeby do nich sięgnąć; teraz przynajmniej wiem, czego się spodziewać. Ponadto nie mogłem przegapić prelekcji Staszka Krawczyka o początkach fandomu polskiego – wiadomo, że zawsze na takiej prelce znajdzie się jakiś stary wyjadacz, który powie, że wcale nie było tak, jak twierdzi prelegent.

SONY DSC

Po raz pierwszy miałem okazję oglądać na żywo galę nagrody Zajdla. Była zdecydowanie bardziej zwięzła niż się spodziewałem, co należy jak najbardziej policzyć jej na plus, choć i tak wywaliłbym nudne taneczne przerywniki i ograniczył się do ogłoszenia wyników. Ale pewnie wtedy nie można by nazwać tego wydarzenia galą. Tak czy owak wyniki bez żadnego zaskoczenia – po raz kolejny Robert Wegner zgarnął dublet. Nie miał zbyt dużej konkurencji w tym roku. Niby wśród nominowanych był Jacek Dukaj, ale jego „Starość aksolotla” wyszła tylko w wersji elektronicznej, a Paweł Majka nie jest jeszcze na tyle popularny, żeby rywalizować z Wegnerem (może za kilka lat), a już na pewno nie z jego flagowym Meekhanem. Ta sztuka w tej chwili mogłaby udać się chyba tylko Ani Kańtoch, ewentualnie Krzyśkowi Piskorskiemu, a żadne z nich nie miało swoich utworów w tegorocznej stawce.

Polcon 2016 przeszedł do historii. Miał świetną lokalizację – wystarczająco pojemne sale, między punktami programu można się było wyczilować przy malowniczej fontannie, a wszystko to w obrębie de facto jednego kompleksu, bez konieczności przemieszczania się z miejsca na miejsce. Program może nie był tak sycący, jak chociażby ten zeszłorocznego Pyrkonu, ale i tak można określić go jako dobry i, co ważne, wszystkie odwiedzone przeze mnie punkty programu odbyły się planowo, za wyjątkiem drobnego przesunięcia jednego panelu z powodu przedłużenia się forum fandomu. Szkoda, że nie wszyscy dojechali, mnie osobiście brakowało chyba najbardziej Kasi Kosik, z pewnością miałaby wiele ciekawego do powiedzenia na kilka interesujących mnie tematów. Za to przyjechało kilku zacnych gości zagranicznych z Ianem Watsonem, Alastairem Reynoldsem i Peterem Brettem na czele. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy. Ale następny Polcon już za rok – tym razem w Lublinie.

Łukasz Szatkowski

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: