Poczet Poczciwych Antagonistów: Wstęp

Poczet Poczciwych Antagonistów: Wstęp


Autor: Lucyna Markowska

Jest najważniejszą postacią zaraz po protagoniście. W fabule przybiera formę: człowieka, zwierzęcia, zjawiska pogodowego lub nadprzyrodzonego, czasami zaś jest tylko wewnętrzną słabością bohatera: nałogiem, tchórzostwem czy lenistwem.
Wszyscy ich znamy i kochamy. Mowa naturalnie o antagonistach (z gr. przeciwieństwo, rywal, oponent). W tekście tym zamierzam skupić się wyłącznie na jednej postaci – przeciwniku jako innej jednostce ludzkiej. Łotrach o zimnych sercach, mrocznych lordach, nekromantach i czarnych rycerzach. Przy tworzeniu wymagają dużej uwagi, bo kiedy bohater jest wciąż bierny (ma jeszcze opory przed pogodzeniem się z losem i potrzebuje motywacji do walki), oni od samego początku działają: prowokują, straszą, zaskakują i… niszczą.
Wielu ich wyprodukowała literatura i równie wielu przeminęło w związku z obecną modą. W czasach, gdy bohater musi być przedstawiony tak naturalistycznie, że znamy jego życie seksualne lepiej niż własne, ucierpieli tradycyjni Panowie Ciemności. Kto bowiem potrzebuje spersonifikowanego zła, gdy przeciętny mieszkaniec wioski ma mentalność krwiożerczego najemnika? „Pozytywni” bohaterowie powieści stali się agresywni, zimni i sarkastyczni. Nie idą na ratunek, bo to głupie. Nie dają się porwać przygodzie, bo kto im zapłaci? I na koniec: mają gdzieś wariata, który dla władzy czy z potrzeby ducha podbija inne kraje. A co tam! Może nawet się doń przyłączą, jeśli się opłaci. Smutna prawda, ale w obecnej fantastyce nie ma już miejsca dla prawdziwych overlordów, ogromnych wież i stad sługusów. Zaraz, zaraz, nie przeczę! Może i gdzieś jeszcze sporadycznie się pojawiają, jednakże od dawna nie są częścią głównego nurtu.
Dlatego w imię hołdu i najszczerszego szacunku dla tych starych, poczciwych Panów Ciemności przyjrzyjmy się im raz jeszcze. Szczegółowo, z uwagą, na jaką naprawdę zasługują. Co ich charakteryzowało? Jakie mieli przyzwyczajenia? Za co ich kochaliśmy? Naturalnie, uważnemu czytelnikowi nie umknie fakt, iż poruszona problematyka to temat rzeka. Nie łudźmy się więc, że tym tekstem wyczerpiemy zagadnienie. Moim celem jest stworzenie uniwersalnego klucza, który będzie stanowić podwaliny pod przyszłą galerię sław. Zainteresowani? No to zaczynajmy!
A zatem skąd wiesz, że masz do czynienia z przeterminowanym overlordem? Zapewne wpasowuje się przynajmniej w kilka z poniższych punktów.

Motyw i działanie

Nie ma zbrodni bez narzędzia, tak samo nie ma przejścia na Ciemną Stronę bez motywu. I proszę mi tu nie mówić, że chodzi tylko o destrukcję i chaos, bo nawet wtedy celem jest przeważnie rekreacja czy rozrywka. Mroczny Lord zawsze działa podle skrzętnie przygotowanego planu, nawet jeśli nie są to najgłębsze i najtrafniejsze pomysły. Chcą władzy, zbierają armię. Chcą miłości, mordują kobiecie (lub mężczyźnie) całą rodzinę, a ją (ekhem… jego) zamykają na szczycie wieży. Pragną nieśmiertelności – każdej nocy przed snem uczą się jednej linijki tajemnej formuły. W gruncie rzeczy to też zapracowani, ambitni, pełni marzeń (prawie) ludzie, nawet jeśli oczy świecą im na czerwono, a ciało o każdej porze dnia skrywa zbroja płytowa.
Niestety, konflikt wpisany jest w ich egzystencję i prędzej czy później ktoś postanowi, że czas przeciwstawić się złu. Zwykle później. Nawet mało bystrzy bohaterowie najpierw znajdą artefakt czy dwa, skompletują drużynę i wreszcie poczekają, aż ktoś w ramach egzaminu dojrzałości zamorduje im mistrza. Zwarci, gotowi i zdecydowani przybywają na miejsce ostatecznego starcia i zawsze pytają: dlaczego?[1]. I tu, moi drodzy, zaczyna się monolog. Każdy Mroczny Lord ma spisany jeden na tego typu specjalną okoliczność. „Mowa pożegnalna z okazji obalenia”. Czasem zajmuje kilka stron, innym razem akapit. Ważne, by była przekonywająca. Antagonista nigdy nie powie: bo mogłem![2]. Jeśli mamy pecha, zacznie od nieszczęśliwego dzieciństwa, przejdzie do okresu, kiedy był nastolatkiem, pierwszych pryszczy i miłości, by zakończyć opowieścią o dniach u szczytu swej potęgi. Jeśli zaś mieliśmy szczęście, wytłumaczy się rzeczowo. Powie, czego chciał i dlaczego ma rację. W dobrych tekstach literackich potrafi być nawet przekonywający, tj. zgadzamy się, że jego punkt widzenia jest prawdopodobny. W złych… zanudza, ale nawet ględzenie ma swój mrrroczny urok.
pa5A co, jeśli nie znamy motywu? To już nie wina antagonisty, tylko bohaterów! Prawdopodobnie nikt się nie wysilił, aby pokonać drogę do Siedliska Zła i zapytać Pana Ciemności, dlaczego prześladuje mieszkańców. Zwykle protagoniści są tak upojeni dotarciem na miejsce (a autor wizją zakończenia powieści), że w głowie im tylko Ostateczna Konfrontacja. Słowem: nie ma szansy na dialog.
Czasami zaś kontakt z Mrocznym Lordem jest najzwyczajniej utrudniony. Siedzi na samym dnie lochów, wysyłając w świat zastępy sługusów, więc nie ma jak przeprowadzić z nim bezpośredniej rozmowy. Nie znaczy to jednak, że taki Pan Ciemności nie ma motywu! Motyw jest, tylko czytelnik nigdy go nie pozna.

Akty Bezsensownego Okrucieństwa

Nie mylić z motywem przejścia na Ciemną Stronę! Mowa, oczywiście, o popularnym zabiegu, który ma na celu kontrolowanie sympatii czytelnika. Nie możemy przecież dopuścić, żeby złoczyńca był lubiany, czyż nie? W takim przypadku z pomocą przychodzi „pakiet absurdalnych zachowań villainów”! Do najczęstszych należą drobne przewinienia: kopnięcie psa na ulicy, walenie buzdyganem sługusów, zabranie dziecku cukierków.
Do tradycyjnych zachowań zaliczyć można działania w myśl haseł: you have failed me for the last time, np. zamordowanie posłańca czy you have outlived your usefulness,przy pozbywaniu się sojuszników.
Smutna prawda jest taka, że namnożenie powyższych zachowań staje się przeważnie przyczyną końca. Nikt nie utrzymuje się przy władzy długo, gdy jego właśni ludzie wszczynają bunt.
Niekiedy tworzeniu podobnych scen, poza obdzieraniem Lorda Ciemności z sympatii, przyświeca cel jego odczłowieczenia. Im bardziej bestialsko, okrutnie i podle postępuje Zły, tym mocniej czytelnik życzy mu porażki. Niektóre zachowania napawają grozą, inne ocierają się o groteskę – w efekcie prowadzą do tego samego: mamy kibicować protagonistom. Jakieś obiekcje? Zdepczemy jeszcze wiewiórkę lub dwie, aby rozwiać wątpliwości. Zobaczymy, ile wytrzymacie… He, he, he…

Osobowość

Każdy łotr, planujący karierę w branży, musi zaopatrzyć się w megalomanię. Gdy już jego ego jest tak wielkie, że wytrąca z orbity księżyc, czas na parę ulepszeń: samolubstwo, bezwzględność, angielskie poczucie humoru, śmiech wystarczająco donośny, by nie zagłuszyły go pioruny. (Wiem, wiem, nowomodni bohaterowie odznaczają się tym samym, ale trzymajmy się konserwatywnego podejścia, dobrze? Czasów, gdy źli byli źli, a dobrzy byli nieudacznikami… znaczy dobrzy). Sługusów się karci, poddanych terroryzuje, a wieżę rozbudowuje w sposób, który zainteresowałby Freuda.
To naturalnie jeden typ. Drugi, mój faworyt, to antagonista wyluzowany. Taki przyjazny typek z dystansem do siebie. Może i nie wyszło skonstruowanie Maszyny Absolutnej Dewastacji, ale, hej, chłopaki, kto tu jest gościem z dużą armią? Podstawą charakterystyki takiego przeciwnika są cięte riposty i specyficzny sposób bycia. Stawia on raczej na oryginalny, niż mroczny image. Jasne, chce strachu i posłuszeństwa, jak wszyscy, ale czy naprawdę musi nosić u pasa ludzkie głowy, posługiwać się toporem i ukrywać twarz pod rogatym hełmem? Nie wystarczy koszulka z napisem „Dla najlepszego szefa na świecie”, trochę dyplomacji i sprytu? A zresztą! Przecież nikt nie wymaga od Mrocznego Lorda zwycięstwa. Upadek Imperium Zła jest nieunikniony, więc czemu by samemu nie puścić kilku fajerwerków na pożegnanie? Przynajmniej kadencja była zabawna.

Gadżety i aranżacja wnętrzpa6

Na początek elementy stanowiące część wspomnianego image: wielka broń, ubiór (czarny wyszczupla i nigdy, przenigdy nie wychodzi z mody!), siedziba (jeśli nie wyposażona w lochy czy labirynty, to chociaż otoczona nieprzyjaznym terenem), tron (Lord potrzebuje niekiedy wytchnienia, a mroczne pośladki trzeba gdzieś posadzić), komnaty nałożnic i… kot! Źli też lubią puszyste, milusie stworzonka, a przynajmniej koty. Nie tylko pogłębiają charakterystykę antagonisty (na pewno została w nim choć cząstka dobra, skoro kocha zwierzątka!), ale też doskonale komponują się z tronem. Dla odmiany psy nie mają tyle szczęścia – w najlepszym wypadku zostają krwiożerczymi ogarami, więc lepiej im u boku protagonistów. W końcu są takie posłuszne, wierne i lojalne… Bleeeh…
Większość gazet systematycznie przekonuje nas, jak ważny jest wystrój wnętrza, by czuć się dobrze i móc się zrelaksować. Feng shui od zawsze znajdowało się wysoko na liście zainteresowań Mrocznych Lordów. Czaszki nie powinny leżeć byle gdzie! Łańcuchy oraz pale przed wejściem, żelazne obicia i kolce na drzwiach, klamki w kształcie kości, dużo skór, lateksu i pajęczyn pod sufitem – wszystko musi stanowić idealną harmonię (lub dysharmonię). Wystrój powinien odzwierciedlać potrzeby duszy i sprawiać, by goście byli zadowoleni. Ostatecznie, co to za przeciwnik bez kompletnie wyposażonej sali tortur?

pa7Minions (Sługusy)

Nie zostajesz Mrocznym Lordem, jeśli działasz samotnie. Każdy, nawet najbardziej utalentowany czarnoksiężnik czy wojownik, potrzebuje popychadeł, które udadzą się na drugi koniec kontynentu, żeby odnaleźć zagubioną biżuterię. Orkowie, gobliny, hordy nieumarłych i wszelakiej maści odpowiedniki szturmowców – dla zwolenników tradycji. Zmutowane genetycznie lub za pomocą magii dziwadła – dla tych, którzy lubią powiew świeżości. Łączy ich pobieżny opis, jednolity mundur i brak jakichkolwiek przemyśleń. Są masą – nie istotami. Żołnierzami wroga, których wolno bezkarnie wybijać.
A choć armia składa się zazwyczaj z bezimiennych przedstawicieli tego samego gatunku, bardzo często jeden zostaje podniesiony do rangi kontaktu z Panem Zła i staje się osobnym bohaterem. Zyskuje osobowość. Najczęściej też wolno mu ściągać maskę albo hełm czy też przywdziewać inny kolor płaszcza, by wyróżniać się od pobratymców, którzy nie zdejmują zbroi nawet do kąpieli.
W literaturze wciąż mało jest przykładów dobrze skonstruowanej postaci sługi. Motyw ten nigdy nie cieszył się szczególną popularnością i częściej odnajdziemy go w filmach niż na kartach powieści. Być może kiedyś popychadła przeżyją renesans. Albo też popadną w zapomnienie. (Cóż, taki już los kogoś, kto pracuje dla z góry przegranej sprawy). Zabawni, niedoceniani, karani za każde potknięcie. Marna pensja, praca w stresie i nikłe szanse na awans. Dobre strony? Czasami rozbijesz łeb czy dwa, nigdy za nic nie płacisz i możesz bezkarnie palić wioski. Niektórym to wystarcza.

Wróg prywatny

Jak już wcześniej wspomniałem: w żywot antagonisty wpisany jest konflikt z bohaterem. Wszelakiej maści autorzy stają na głowie, aby pogrążyć Mrocznego, dręcząc go szlachetnymi, ofiarnymi uczynkami w wykonaniu protagonisty. Bywa jednakże, że przypadkowe potyczki stają się nudne i nadchodzi moment, w którym poza walką o wolność, równość i sprawiedliwość dochodzi do starć na tle prywatnym.
Bohater ma już powyżej uszu ratowania świata. Nie naraża się dla bezimiennego tłumu czy wyższego dobra. Chce dokopać draniowi na czarnym tronie nie dlatego, że ktoś musi się tym zająć, ale kieruje nim konkretna, osobista intencja: pomszczenie mistrza, uwolnienie ukochanej, pragnienie przetestowania magicznego miecza.
I to jest właśnie moment, w którym odkrywa nieprzyjemną prawdę. „Jesteśmy tacy sami” albo „Chcemy tego samego” – prędzej czy później padną podobne słowa i zanim Zły zostanie strącony w przepaść, u bohatera zawsze pojawi się wątpliwość. A to, co w sercu protagonisty, powinno też odezwać się w czytelniku.
Poczucie więzi z antagonistą jest potężnym literackim narzędziem. Dobrze zbudowana sprawi, że będziemy odczuwać wobec Mrocznego (w momencie upadku) jakiś rodzaj sympatii i zrozumienia. A może tylko litość. Pochodził z patologicznej rodziny, więc miał trudniej. Został zdradzony przez ukochaną. Tak długo bronił granic ojczyzny, że zatracił się w wojnie i nie potrafi bez niej żyć… Dzyń, dzyń! Dzwonek alarmowy. Ach tak: antagonista wykorzystuje chwilę nieuwagi, by zaatakować znienacka, ale bohater i tak się ocknie, a zakończenie może być tylko jedno.
I nawet gdy Wielki Destruktor polegnie, pozostawi po sobie ślad. To trwające ułamek chwili wrażenie jedności, o którym się już nie zapomni. Prawdziwe, ukryte ziarno zła, które we współczesnej literaturze podaje się czytelnikowi na tacy. Dlatego bohater nie musi odkrywać podłości w sobie. On już o niej wie i dawno już zaczął zachowywać się jak zwykły łotr. Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem wrogiem nurtu naturalistycznego, chodzi tylko o zaakcentowanie zjawiska, zwrócenie uwagi na mechanizm, który został zepchnięty na margines kosztem protagonisty realistycznego.

Sztuka nawracania

Warto jeszcze na chwilę pozostać przy więzi z antagonistą. Obok najczęstszego scenariusza: śmierci złego, da się zaobserwować jeszcze jeden, szczególnie lubiany motyw (zwłaszcza przez czytelniczki): przeciągnięcie na stronę dobra. Naturalnie, aby zadanie się udało, potrzebne są rozwinięte zdolności oratorskie protagonisty. Tym razem to bohater wygłasza monolog pt. „Poznaj siłę wybaczenia/ miłości” i wyciąga pomocną dłoń. Chwytasz albo spadasz w przepaść. Jedno z dwóch[3]. Zdarza się, że niektórzy godzą się zaryzykować i ulegają propagandzie dobrego myślenia o świecie. Po prawdzie, niewiele osób kłopocze się wyjaśnieniami, jak taki nawrócony Mroczny Lord miałby później funkcjonować. Najpierw mordował narody, a teraz pracuje na emeryturę w karczmie? Jest pod ciągłą obserwacją? Zgnije w lochu, ale przynajmniej dał się zarazić uwielbieniem do świata? I wreszcie, co on teraz pocznie z taką ilością czarnych ubrań? Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. No cóż…
Niestety! Wyjątek potwierdza regułę, zaś ambitni autorzy nie lubią niedomówień. Skłaniają się wtedy ku jednej z dwóch opcji, co można by z byłym wrogiem zrobić.
Wersja I: Ulega neutralizacji. Nawrócony antagonista pomaga pokonać kolejnego, znacznie potężniejszego przeciwnika i w toku wydarzeń wszyscy jakoś zapominają, że wcześniej sam był po przeciwnej stronie. Sprawę ułatwia straszliwa choroba, na którą zapada większość bohaterów, objawiająca się problemami z pamięcią i wiarą, że wszystkich ludzi łączy przyjaźń. (A niektórzy po prostu nie sprawdzili w słowniku hasła „zdrada”).
Respect the Power of Love! Warto zaznaczyć, iż romantyczne zainteresowanie antagonistą przedstawiciela dobrego zespołu zwiększa szansę neutralizacji i rozwiązuje jednocześnie dwa problemy. Lord Ciemności staje się częścią drużyny, a protagonista zyskuje partnera. Takie rozwiązanie cieszy się olbrzymią popularnością – zwłaszcza wśród czytelniczek i twórców fanfików.
Wersja II: Poświęca się. Tak, tak, bohaterski zgon może spotkać wszystkich. Nawet dawnego antagonistę. Ponieważ po kilku dniach w towarzystwie „nowych przyjaciół” uświadamia sobie, że trzeba było jednak wybrać przepaść i próbuje naprawić błąd. Jak? Szukając śmierci. Zwykle ginie na placu boju, zabijając przypadkiem kolegę po fachu. Straszne, ale prawdziwe. Kłopot z niewygodną postacią rozwiązany. Chodźmy dalej!

Na zakończenie…

Powyższa charakterystyka pisana była z zamysłem krótkiego wstępu, który w przyszłości ułatwi mi wprowadzenie czytelnika w „Poczet antagonistów”, a także jako wzór dla przedstawienia sylwetek najważniejszych Złych.
Kto był pierwszy? Kiedy naprawdę narodzili się Mroczni Lordowie? Który ma na koncie najwięcej złych uczynków? A może jakiemuś udało się przetrwać ostatecznie starcie? Czy zdarzało im się nawracać? Jak nazywali swoje koty? Czas poznać tych, którzy na zawsze odcisnęli się na kartach literackiej historii.
Póki co: niech Ciemna Moc będzie z Wami! Buahaha!
Jeśli nie wykazują zainteresowania, antagonista zwykle sam próbuje rozpocząć pogawędkę. Wcześniej, oczywiście, unieruchomi i zaknebluje bohatera, aby nie przeszkadzał.
Chyba że mówiąc: „bo mogłem”, ma na myśli: „bo chciałem poprawić sobie humor!”.
Niektórzy łudzą się, że zobaczą kiedyś trzecie rozwiązanie: antagonista wciąga za sobą bohatera. Jasne, czekajcie dalej. Póki co, powróćmy do American Dream.
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: