Poczet Poczciwych Antagonistów: Najbiedniejszy Pośród Mrocznych

Poczet Poczciwych Antagonistów: Najbiedniejszy Pośród Mrocznych


Autor: Lucyna Markowska

Tekst ten miał zostać poświęcony innej postaci, ale czasami to wydarzenia życia codziennego determinują tematykę. Tak było i w tym wypadku, bo jak przejść obojętnie obok takiej informacji: Smerfy filmem pełnometrażowym? Dobrze. W Nowym Jorku? Że co proszę? Ktoś mógłby zastanowić się: dlaczego to niby wstrząsające? Pędzę z wyjaśnieniami! Nie, chwila. Stop! Poznasz człowieka, po wrogu jego – mawiają. Zostawmy więc na razie smerfy. Są małe, parszywe i niebieskie. Czas skierować światło ku innemu nietuzinkowemu bohaterowi: poznajcie Gargamela!
Podobnie jak potworne smerfy, Gargamel zawdzięcza swoje istnienie Belgowi -   Pierre’owi Cullifordowi (Peyo). Niestety, małe cwaniaczki były pierwsze: debiutowały na łamach komiksu Johan et Pirouit (Johan i Sójka) publikowanego w La derničre heure w 1947 roku i tak spodobały się wszystkim, że poświęcono im odrębną serię. A potem było już z górki: serial animowany, komiksy, zabawki i morze gadżetów (koszulki, kubeczki, majtki – co tylko dusza zapragnie). Wreszcie ukoronowaniem manii w Polsce stały się Smerfne Hity, które doczekały się 11 albumów! Jak zatem widzicie skubańcom powodzi się świetnie – czego nie można powiedzieć o ich nemezis.
Ha! Wróg! Tak właśnie. Niepowtarzalny czarnoksiężnik, którego rozpoznają wszystkie dzieciaki na świecie. Niestety, nie bywa on zapraszany na przyjęcia dla antagonistów (w serialu wciąż odrzucają jego wniosek o przyjęcie do Związku Czarodziei, a na balu zostaje zmuszony podawać innym drinki). Wiecie… trzeba zachować jakiś poziom, a Gargamel już dawno przekroczył wszelkie granice. Czy on w zasadzie w ogóle może być nazwany „złym lordem”? Z pewnością nie tytularnym, ale (jak się zaraz przekonamy) bez większego problemu wpisuje się w opracowany wcześniej schemat.

Motyw i Działanie

Czy zadawaliście sobie kiedyś pytanie: czego właściwie Gargamel chce od smerfów? To złożony problem. Nietrudno zauważyć, iż jego obsesja przeszła ewolucję. Na początku podchodził do sprawy profesjonalnie - smerfy miały być cennym składnikiem mikstury, niezbędnym do stworzenia złota – „kamienia filozoficznego”. Potem, po licznych upokorzeniach, chodziło już tylko o zemstę, zjedzenie, skrzywdzenie, unicestwienie – czyli to, co antagoniści lubią najbardziej.
Zagłada, zagłada, każdej duszy rada! Ekhem… W każdym razie, by siać zniszczenie potrzebne są środki i umiejętności. I tu w zasadzie pojawia się nadrzędny problem. Gargamel jest beznadziejnym magiem. Jasne, warzy coś w swoim kociołku, czyli radzi sobie z alchemią, ale w ogólnym rozrachunku… Jest źle proszę państwa. Bardzo źle. Nawet najprostszy plan obraca się przeciwko niemu, a każda mikstura ma skutek wprost odwrotny (zwykle wybuchowy).
Stworzenie Smerfetki z niebieskiej gliny? Genialne! Nikczemne! I co? I wyszło jak zawsze. Miała szpiegować. Zdradzić. Oszukiwać… Zamiast tego przyłączyła się do niebieskich drani, powiększając tylko ich małą, szczęśliwą rodzinkę. A jak skrzywdzić kogoś, gdy nie znasz nawet lokalizacji jego kryjówki? Gargamel zmuszony jest przez to porywać tylko te ze smerfów, które nieopatrznie kręcą się wokół jego domu lub takie, na które natknął się przypadkowo w lesie. Gania za nimi, zastawia pułapki, przynęty, szczuje kotem i to w zasadzie tyle (no dobrze, raz nawet zbudował maszynę do trenowania biegania za smerfami, ale to już inna historia). Biedaczek.

Osobowość i Image

„O-oh, I’m evil! O-oh, I’m evil!” – śpiewa w jednym z odcinków (tańcując przed swoim domem). Trudno jednak takiepoczet2 zapewnienie traktować poważnie. Gargamel to człowiek z aspiracjami do złego lorda, ale brakuje mu umiejętności. W gruncie rzeczy jest  tchórzliwy, zakompleksiony i małostkowy. Boi się własnej matki i nie ma dość odwagi by przestać do niej chodzić na obiady (zaś w sytuacji zagrożenia często woła „mamuśku!”). Nie inaczej postępuje ze swoim „ojcem chrzestnym” – czarodziejem Baltazarem. Mało tego. Gargamel jest mizoginem i kompletnie nie radzi sobie z kobietami:  prawie uległ manipulacjom wstrętnej wiedźmy Hogathy, a jego zaręczyny z prawdziwą, piękną księżniczką zostały zerwane po ataku niebieskich potworków (by oddać sprawiedliwość dodajmy, że i tak nie był zbytnio zainteresowany małżeństwem).
A co z wyglądem? Jeśli myśląc o złym lordzie wyobrażacie sobie czerwonookie monstrum to trzeba przyznać, że Gargamelowi przydałby się stylista. Jego czarna szata może i spełnia standardy, ale jest połatana. Ciemne włosy już dawno pożarła łysina, wybrakowane zęby wykrzywiają się pod dziwnym kątem, a worki pod oczami są świadectwem zmęczenia i życia w stresie (przy okazji, jako dziecko nie wyglądał lepiej – miał tylko większą czuprynę). Dostojeństwo, szacunek, groza – te pojęcia obce są czarnoksiężnikowi. Wzbudza co najwyżej litość, no bo widział kto kiedy głodującego złego lorda? Żebrzącego antagonistę? Brrr…

Gadżety i aranżacja wnętrz

Jak już można wywnioskować ze wcześniejszych opisów: Gargamel jest biedny. Nie chodzi o to, że żyje skromnie, ale w niejednym odcinku nie miał nawet co do garnka włożyć. Trudno zatem oczekiwać by szczycił się niezdobytą fortecą. Mieszka raczej skromnie: w sypiącej się chałupie o słomianym dachu i jednej wieży. Naokoło tylko pola, jakieś bagna, las. A wnętrze? Kociołki, skrzynie, książki – podstawowe umeblowanie pracowni maga. Z tym przynajmniej nie ma kłopotu. Zazwyczaj.
W przypadku Gargamela nie da się także wskazać charakterystycznego gadżetu. Przede wszystkim już sam jego wizerunek jest dość specyficzny, a że nie posługuje się żadnym, konkretnym narzędziem jestem zmuszona stwierdzić, iż takowych nie posiada.

Słudzy

Gargamel jak przystało na antagonistę ma pod swoimi rozkazami oddanych (tak, jasne) sługusów, którzy tylko czekają by wypełnić jego polecenia  i zginąć z uśmiechem na twarzy... Zaraz, zaraz! To jednak nie ta postać. Gargamel… Gargamel… Już mam! Armią nikt ich nie nazwie, ale zawsze lepiej mieć dwóch poddanych niż nikogo.
Pierwszym jest nieodzowny towarzysz wszystkich nieudanych misji – kot Klakier (w oryginale Azrael). Polscy tłumacze woleli jednak uniknąć nawiązania do Biblii i sięgnęli po odpowiednio negatywnie nacechowany odpowiednik. Cytując za słownikiem języka polskiego, klakier to 1. «osoba wynajęta do oklaskiwania aktora lub widowiska» lub 2. «osoba gorliwie przytakująca komuś». Czy był to zabieg udany? Z pewnością miał większe znaczenie w czasach, gdy Smerfy emitowano po raz pierwszy. Dziś pozostawienie oryginalnego imienia nie spotkałoby się z głosami sprzeciwu. Że niby anioł śmierci? A dzieci to rozpoznają? O samym kocie powiedzieć można, iż jest równie niezdarny jak jego pan, tchórzliwy, ale przeważnie lojalny i tak samo zdesperowany, by zjeść wreszcie jakiegoś smerfa.
W dalszych odcinkach animowanego serialu, Gargamel zyskuje jeszcze jednego pomocnika. Tym razem ludzkiego: wyrzuconego z czarodziejskiej szkoły chłopaka o imieniu Scruple (Nicpoń). Dzieciak jest zdecydowanie bystrzejszy od swojego mistrza, jednakże brak mu ambicji, by sprzeciwiać się szalonym planom i przeważnie posłusznie wypełnia polecenia, ograniczając się jedynie do ironicznych komentarzy (nazywa nauczyciela „Gargusiem” i obojętnie wysłuchuje obelg „Daję ci jeść, baranie!”, „To było dawno i nieprawda.”) Nie ma przy tym oporów przed kłamstwem, kradzieżą a nawet… uwodzeniem. Wiadomo, iż jest w jakiś sposób spokrewniony z czarnoksiężnikiem, ale twórcy nie zagłębiali się w opisanie tej relacji. Zamiast uczyć się magii, zwykle wykonuje domowe obowiązki: sprząta, gotuje, zbiera alchemiczne składniki. Prawdziwa szkoła życia. Zgodzimy się jednak, że u boku Gargamela czeka go świetlana przyszłość!

Wróg Prywatny

"I hate those Smurfs!" (tłum. „Jak ja nie cierpię smerfów!”) – czy jest na świecie dziecko, które nie słyszało tego okrzyku? Gargamel nie może narzekać na nadmiar przyjaciół, ma jednakże ściśle określonego wroga prywatnego. Smerfy zrujnowały mu reputację i stały się obsesją. Skrzywdzenie ich, upokorzenie, zniszczenie – wszystko będzie dobre, jeśli tylko doprowadzi do starcia uśmieszków z tych ich niebieskich twarzy.
Nie znaczy to jednak, że nigdy nie został zmuszony, by prosić je o pomoc. Bądź co bądź, Papcio Smerf jest również utalentowanym czarownikiem, który niejednego wybawił z opresji, a czasami sytuacja wymagała od Gargamela zawiązania sojuszu w celu pokonania wspólnego, potężniejszego wroga.
Wreszcie, jest jeszcze Sasetka – dziewczynka smerf, która powstała na podstawie zaklęcia opracowanego przez Gargamela,  darząca czarnoksiężnika prawdziwą sympatią. Bo jak tu nie lubić swojego gapowatego, poczciwego staruszka? Owszem, jest może trochę obleśny i próbuje zjeść jej towarzyszy, ale w ogólnym rozrachunku można na to przymknąć oko i uśmiechnąć się z politowaniem. Czy ktoś się boi Gargamela? Wolne żarty…
Relacje ze smerfami są zatem bardzo złożone i przechodzą szereg zmian (wraz z rozwojem serialowej fabuły). Czy dalej są wrogami Gargamela, a może tylko nieodłączną częścią życia? Trudno powiedzieć, ale prawdziwy zły lord z pewnością unicestwiłby z dwa albo trzy.

Na zakończenie

poczet3I tym sposobem powracamy do punktu wyjścia i odpowiedzi na pytania: dlaczego smerfy w Ameryce budzą kontrowersje? Jedna z bardziej popularnych i żartobliwych (rodzina Peyo zaprzecza jakoby propagował on ideologie marksizmu) interpretacji komiksu pokazuje wioskę smerfów, jako rodzaj komunistycznej utopii. Każdy zna tam swoje miejsce, wykonuje przydzieloną pracę i jest przez to szczęśliwy. Jedyny „przedstawiciel inteligencji” (Ważniak) jest tylko obiektem żartów ze strony pozostałych i nikt wiele nie robi sobie z jego rad. Wszyscy są sobie równi (by nie rzec identyczni), zaś na czele społeczności stoi mądry i sprawiedliwy przywódca (w czerwonym ubranku). Chciałoby się powiedzieć raj na ziemi, ale kim w takiej sytuacji jest Gargamel? Człowiek, którego pierwszorzędnym celem jest uzyskanie jak największej ilości złota, choćby kosztem poświecenia zdrowia i życia niewinnych smerfów? Postarajcie się nie spać z krzeseł, ale w tym odczytaniu zakłada mu się maskę… ta-ta-ta dam! Złego kapitalisty!
Smerfy w Nowym Jorku? Zobaczmy co z tego wyjdzie, a tymczasem powspółczujmy jeszcze przez chwilę Gargamelowi. Najsmutniejszemu antagoniście wszech czasów, który na dodatek chciał jedynie móc czerpać korzyści z przedmiotów własnej produkcji (przez co został zepchnięty na margines społeczny). Może nowe pokolenie, dzieci XXI wieku wychowane w zamerykanizowanym świecie, będą miały dla niego więcej wyrozumiałości. Czas pokaże.
Tymczasem tekstem tym nie zamierzałam obrażać niczyich przekonań politycznych, a jedynie zwrócić uwagę na zabawny paradoks. Zainteresowanych tematem odsyłam do bogatych źródeł internetowych, a także poważnych interpretacji naukowych. Zbadanie tematu z pewnością sprawi, iż nadchodzący film będzie się nam wszystkim oglądało weselej. Czego serdecznie życzę: Oby było smerfastycznie! (Eee… Cokolwiek to znaczy...).
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: