Jak archeolog zostaje pisarzem? – wywiad z Martą Guzowską

Jak archeolog zostaje pisarzem? - wywiad z Martą Guzowską


Autor: Wydawnictwo WAB

Jesteś archeologiem, zajmujesz się…

Importami ceramicznymi wymienianymi pomiędzy Egeą a wschodnią częścią basenu Morza Śródziemnego w drugiej połowie II tysiąclecia p.n.e. Strasznie to brzmi, prawda? Więc powiem po ludzku: interesuje mnie, po co ktoś wiózł w epoce brązu z jednego końca znanego wówczas świata na drugi glinianą miskę lub dzbanek. Na sprzedaż? W prezencie? Bo dostał dzbanek na drogę od dziewczyny i nie mógł się z nim rozstać? Najbardziej ciekawią mnie ludzkie historie, które kryją się za niepozornymi skorupami. Może więc dobrze, że zaczęłam pisać powieści, bo skłonność do konfabulowania jest w nauce nienajlepiej widziana :–)

 Jak archeolog zostaje pisarzem?

Rodzi dziecko. I nagle świat, który kręcił się w szaleńczym tempie, te wszystkie stypendia, konferencje, wykopaliska, zatrzymuje się w miejscu. To strasznie uczucie zupełnie, jakby się spadło z karuzeli: zawrót głowy jeszcze trwa, ale człowiek siedzi już na ziemi, a tyłek boli, bo ta ziemia jest cholernie twarda.

Nie da się biec szybko naprzód z dzieckiem pod pachą. Owszem, niektórym się to udaje, ale do tego potrzebna jest przynajmniej jedna chętna do opieki babcia, a ja nikogo takiego nie mam. Musiałam więc zwolnic. Oczywiście nadal jestem archeologiem, ale nie pracuję już tak intensywnie i tak wiele nie wyjeżdżam. Musiałam znaleźć sobie coś, co pozwoliłoby zaspokoić głód wrażeń.

Bo pisanie to przecież taka sama forma eskapizmu jak czytanie, czy oglądanie filmów. Ale o wiele bardziej intensywna, bo tworzenie postaci i wprawianie ich w ruch, chociaż wysysa energię jak wampir, przynosi o wiele więcej satysfakcji niż tylko bierne ich konsumowanie.

Skąd pomysł powieści osadzonej w środowisku archeologów?

Umberto Eco zapytany, skąd wziął się pomysł „Imienia róży” powiedział, że miał ochotę zabić księdza. Ja miałam ochotę zabić archeologa.

A poważnie? Pomysł wziął się ze strachu. Bałam się, że jeśli osadzę akcję w jakimkolwiek innym środowisku, nie zdołam go sportretować tak, jak bym chciała. W przypadku archeologów byłam spokojna, że żaden szczegół mi nie umknie. Dopiero teraz, kończąc trzecią powieść, zaczynam dojrzewać do tego, żeby napisać coś innego, czego bohaterami będą ludzie spoza grona naukowców.

Twoja pierwsza powieść działa się właśnie na wykopaliskach, w słynnej Troi…

Tak, to był pierwszy pomysł, jaki przyszedł mi do głowy, bo spędziłam na tym stanowisku kilkanaście sezonów. Troja to nieprawdopodobne miejsce, na środku spalonego słońcem płaskowyżu, na tyle blisko morza, żeby było je widać, ale jednocześnie na tyle daleko, żeby człowiek za nim tęsknił. Tysiące lat przesiąkniętej krwią historii, a dookoła pola pomidorów i malutkie wioski. Nie potrafię kilkoma słowami oddać klimatu tego miejsca, ale myślę, że udało mi się go uchwycić w „Ofierze Polikseny”. Oczywiście Troja stanowi tło, główny watek powieści to zagadka archeologiczno-kryminalna: na starożytnym ołtarzu, na którym składano ofiary z ludzi, znalezione zostają zwłoki młodej kobiety…

Demitologizujesz pracę archeologów. Zamiast przygód opisujesz pot, brud, zmęczenie…

Jak chyba każdy bardzo lubię filmy o Indiana Jonesie, ale też strasznie mnie irytują ciągle powtarzane stereotypy. Pomyślałam, że spróbuję inaczej. Oczywiście mój obraz wykopalisk jest lekko przesadzony w drugą stronę, ponieważ w powieści siłą rzeczy trzeba trochę przerysować opisywany świat. Ale „Ofiara Polikseny” była wielokrotnie chwalona właśnie za realizm i niestereotypowe podejście do pracy archeologa.

W „Głowie Niobe”, przenosisz czytelników ze skrajności w skrajność: zamiast Turcji – Polska, zamiast upałów – mrozy i śnieżyce, zamiast przestrzennych równin – klaustrofobiczna atmosfera zasypanego śniegiem pałacu…

Pałac w Nieborowie to miejsce, które aż się prosi o to, żeby zostać tłem jakiejś powieści, najlepiej kryminału lub horroru. To miejsce zostano w całości stworzone w XVIII wieku przez Helenę Radziwiłłową, wielbicielkę i kolekcjonerkę starożytności. Ale arystokratce nie zależało tylko na tym, żeby stworzyć muzeum i zapchać je zakupionymi przez siebie rzeźbami, ona pragnęła klimatów, nastrojów. Jeszcze bardziej szokujący od pałacu jest park w pobliskiej Arkadii, gdzie Radziwiłłowa stworzyła zakątki dumania, miejsca westchnień i schronienie, w którym mogła podumać nad miałkością życia. Dziś nazwalibyśmy to pretensjonalnym kiczem, ale wówczas był to ostatni krzyk mody. A przez stulecia kicz zyskał na szlachetności, trochę bawi, trochę przeraza.

Ilekroć jestem w Nieborowie, a spędziłam tam wiele czasu i prywatnie i oprowadzając studentów po kolekcjach rzeźby, zawsze się zastanawiam, jak by to było, gdyby z tego miejsca nie można się było wydostać. Ta myśl tak mnie prześladowała, że w końcu postanowiłam napisać o tym powieść. Zima, śnieżyca stulecia, a w Nieborowie odbywa się międzynarodowa konferencja specjalistów od antycznej rzeźby. Niestety jeden z nich okazuje się nie tylko wielbicielem rzeźby ale i mordercą, który przerabia kolejnych uczestników konferencji na posągi.

W obu Twoich powieściach występuje ten sam główny bohater, światowej sławy antropolog, cynik i złośliwiec Mario Ybl.

Lubię Maria w roli głównego bohatera, bo jego cyniczny sposób widzenia świata i złośliwe komentarze, oraz fakt, że nie waha się tych komentarzy wygłaszać w każdych dosłownie okolicznościach, dodają pikanterii każdej scenie.

A tak naprawdę polubiłam Maria z jednej przyczyny i myślę, że z tej samej przyczyny polubili go czytelnicy: Mario zawsze mówi to, co myśli. Ja też bym tak chciała, ale się wstydzę, albo to niepolityczne, albo nie wypada… Mario takich skrupułów nie ma, być może dlatego nie mogę się z nim rozstać.

Piszesz kolejną powieść?

Oczywiście! Gdybym przestała pisać, pewnie zaczęłabym mordować :–) Siedzę teraz nad trzecią częścią przygód Maria Ybla, która dzieje się na Krecie, podczas szarej i wietrzej wiosny. Dla wtajemniczonych: w tej części powracają Pola i Robert, a napięcie między Mariem a Polą sięga zenitu. A Mario, pracując w starożytnej świątyni z czasów minojskich, w której zachowały się szkielety osób spalonych w czasie pożaru, próbuje rozwikłać zagadkę morderstw, które tym razem w ogóle nie przypominają starożytnych rytuałów. Ale tylko pozornie…

Czy Mario Ybl powróci jeszcze w kolejnych tomach?

Na pewno powstaną jeszcze co najmniej dwie powieści z Mariem Yblem, oprócz tej, którą teraz piszę. W czwartym tomie serii Mario będzie pracował nad szkieletami neandertalczyków, któryż prawdopodobnie uprawiali kanibalizm. Chciałabym, żeby w piątym tomie Mario powrócił do Polski i zetknął się z wampirami. Ale to jeszcze pieśń przyszłości, wszystko może się zmienić.

Jesteś nie tylko, jeśli można tak powiedzieć „pisarką indywidualną”. Razem z Agnieszka Krawczyk i Adrianną Michalewską współtworzysz grupę pisarską Zbrodnicze Siostrzyczki. O co tu chodzi? Czym zajmuje się grupa pisarska? Czy piszecie razem?

Uchowaj Boże! Agnieszka, Ada i ja jesteśmy tak silnymi indywidualnościami, że gdybyśmy próbowały napisać wspólny tekst, pewnie skończyłoby się to katastrofą. Zbrodnicze Siostrzyczki powstały, kiedy zrozumiałyśmy jak cudowną rzeczą jest istnienie osób, które znają się na pisaniu i mogą ocenić, skrytykować lub doradzić jak poprawić powieść lub opowiadanie. Nasza oficjalna współpraca jest przedłużeniem tej nieformalnej. Ale, jak to zwykle bywa, kiedy nadałyśmy sobie nazwę i zapłaciłyśmy panu, który zrobił dla nas layout strony internetowej, uznałyśmy, że warto by rozszerzyć działalność. Zbrodnicze Siostrzyczki postanowiły zająć się szeroko rozumianą promocją literatury popularnej, ze szczególnym uwzględnieniem kryminału. Chcemy promować czytelnictwo w Polsce w każdej postaci. Wcale nie uważam, że facet w pociągu czytający Pilipiuka jest gorszy od faceta czytającego Pamuka. Chwała obu za to, że w ogóle sięgnęli po książki.

Każdą że Zbrodniczych Siostrzyczek ma swoje projekty pisarskie, ale ponieważ najzwyczajniej w świecie lubimy ze sobą pracować, postanowiłyśmy, że co roku (wersja optymistyczna) będzie się ukazywał wspólny „siostrzyczkowy” tomik. W ubiegłym roku było to dziewięć opowiadań pod tytułem „Mordercze miasta”, po trzy autorstwa każdej z nas. W tym roku, jesienią, ukaże się „Kryminalny przewodnik po Wrocławiu”. To bardzo ciekawy projekt: wybrałyśmy kilkanaście prawdziwych miejsc i o każdym napisałyśmy nieprawdziwą, ale za to krwawą historię. Mamy nadzieję, że spodoba się turystom zwiedzającym miasto.

Masz jakieś hobby?

Dwójką małych dzieci, powieści kryminalne, Zbrodnicze Siostrzyczki, badania archeologiczne – to jeszcze mało? No dobrze, powiem prawdę: biegam. Zaczęłam rekreacyjnie, żeby nie umrzeć przedwcześnie na serce, bo mam rodzinne obciążenia. Ale wciągnęło mnie to do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie już życia bez biegania.

Plany na przyszłość?

Przebiec maraton i napisać powieść o końcu świata.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: