Który styl QForum bardziej Ci się podoba?
 

czwartek, 04 lutego 2010 11:39

"Dwie dychy na gwiazdkę" Cz. II

Oceń ten artykuł
(70 głosów)

Jeśli nie czytałeś części I - KLIK

Kilka dni później siedziałem na komendzie, w pokoju, który zajmował mój stary przyjaciel, jeszcze z czasów, gdy pracowałem w policji. Kiedyś to był mój pokój, ale nawet mi nie przeszło przez myśl, że mógłbym mieć za złe Bogdanowi, że zajął moje stanowisko. Sam byłem sobie winien.

Moje największe życiowe przekleństwo miało na imię Jack, a na nazwisko – Black. Kiedy w hotelu „Rzeszów” przed kilkoma laty pojawiło się kasyno, całkiem oszalałem na punkcie gry, której głównym celem było zebranie nie więcej niż dwadzieścia jeden oczek. Najpierw przegrałem wszystkie oszczędności, potem szczęśliwe małżeństwo, a na koniec, gdy moi zwierzchnicy odkryli, że „pożyczyłem” sobie kilka tysięcy z pieniędzy zabezpieczonych jako dowód w jednej ze spraw, panu Jackowi Black udało się też pomóc mi pożegnać się z robotą.
Tego dnia, dwudziestego ósmego grudnia, siedziałem na kanapie i od dłuższego czasu czekałem na powrót Bogdana. Wreszcie się pojawił, a za nim do pokoju wszedł wysoki, siwy mężczyzna.
Kilka godzin wcześniej sprawdziłem zawartość woreczka, który od wigilijnej nocy nosiłem ze sobą w torbie. Znalazłem z nim zakrwawione rękawiczki i również upapraną we krwi apaszkę w trupie czaszki. Taką samą znałem prawie tak dobrze, jak swoją. Od zawsze nosił ją „Czysty”. Nie chciałem mieć z tym nic wspólnego i natychmiast popędziłem na policję. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby ktoś oskarżył mnie o jakiś napad.
Bogdan przedstawił mi swojego towarzysza jako „pana Wiesława”, a ten, bez zwłoki podszedł bliżej, uścisnął mi dłoń i podziękował – jak to ujął – „ze szczerego serca”. Później wręczył mi kopertę i już go nie było.
Zapytałem Bogdana, o co chodzi, a ten odpowiedział:
- Widzisz, dzięki tobie udało nam się rozwikłać sprawę, nad którą pracowaliśmy od kilku miesięcy. Wtedy właśnie, w parku została zamordowana i zgwałcona młoda dziewczyna. Nazywała się Aleksandra Przybyło.
Sięgnął do jednej z teczek. Wyjął zdjęcie ofiary i kilka fotografii wykonanych na miejscu zbrodni. Wyglądała na nich dokładnie tak, jak zapamiętałem ją, znikającą w śnieżnej zamieci.
- Kiedy dziś rano przyniosłeś tamte rzeczy i powiedziałeś, że podobną apaszkę nosił… jak mu tam… „Czysty”, tak?
Skinąłem głową.
… natychmiast zaczęliśmy go szukać i znaleźliśmy po kilkunastu minutach. Wiesz, nawet wciąż miał przy sobie jej telefon… Do wszystkiego się przyznał.
Wstałem z kanapy.
- A co ty? Idziesz już?
Znów przytaknąłem. Bogdan znał moją sytuację i nie chciałem, żeby się nade mną litował. Kilka razy próbował mi jakoś pomóc, lecz ja za każdym razem odmawiałem, zawsze twierdząc, że dam sobie jakoś radę.
- Nie zapytasz, kim był ten facet?
Wzruszyłem ramionami, spoglądając na kopertę.
- To był ojciec tej dziewczyny. Za pomoc w odnalezieniu sprawcy wyznaczył nagrodę – dwadzieścia tysięcy. Zdaje się, że właśnie trzymasz je w ręku.
Rozerwałem papier i zajrzałem do środka. Bogdan miał rację.
Miał rację jak cholera…

*

Do wieczora kręciłem się po mieście bez celu, co chwila sprawdzając, czy pieniądze wciąż tkwią w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wreszcie poszedłem do sklepu i kupiłem sobie jakieś normalne ciuchy. Po kilku latach znów wyglądałem jak człowiek.
Potrzebowałem spokoju i gorącego prysznica. Do głowy przyszło mi jedno miejsce – hotel „Rzeszów”.
Zameldowałem się na recepcji i zapłaciłem za trzy noce z góry. Wciąż byłem nieogolony, miałem tłuste włosy i wyświechtaną, brudną torbę. Nikt by nie uwierzył, że stać mnie na trzy noclegi w niezłym hotelu.
Gdy byłem już czysty, zszedłem na dół, żeby coś zjeść. Wtedy zobaczyłem, jak kilku mężczyzn wchodzi do kasyna…
Walka trwała kilka godzin. Parę minut po dwudziestej trzeciej biegłem po pieniądze do pokoju. Pomyślałem, że dobre i to; właściwie byłem z siebie dumny, że miałem aż tak silną wolę.

*

Godzinę później wpatrywałem się w dwie leżące przede mną karty. Były to dama pik i dziewiątka kier. Obstawiłem za dwa i pół tysiąca. Krupier sobie rozdał ósemkę, która leżała obok jego drugiej, zakrytej karty.
Nie byłem przesądny, ale to był właśnie ten układ! Moja dama to tamta dziewczyna – ona też miała ciemne włosy, a dziewiątka? Dziewiątka to dziewięć tysięcy, które wciąż tkwiło w wewnętrznej kieszeni płaszcza. To było oczywiste!
Mało tego! W żetonach miałem dokładnie drugie… dwa i pół tysiąca. To był ten moment!
Podwoiłem i spasowałem.
Następne chwile przebiegły, jak w zwolnionym tempie. Krupier  odkrył szóstkę, a potem wyciągnął sobie dwójkę. W tym momencie byłem pewien wygranej. Gorączkowo patrzyłem na kolejną kartę. Miał szesnaście oczek, więc ratowały go tylko czwórka lub piątka; trójka dawałaby mi remis i zwrot stawki.
I wtedy pomyślałem o moich pięciu zmarnowanych latach.
Piątka karo wylądowała obok kart krupiera, a zaraz potem wszystkie moje żetony odjechały w jego kierunku.
„Spokojnie” – pomyślałem. „Tylko spokojnie… Masz przecież jeszcze pieniądze i zaraz się odegrasz…”
Tyle, że pieniędzy nie było w płaszczu. Przetrząsnąłem wszystkie inne kieszenie, torbę, zajrzałem do szuflad, a nawet do łazienki. Właśnie wybiegałem z pokoju, by zgłosić na recepcji kradzież, gdy za plecami usłyszałem:
- Na pewno tego chcesz?
Dziewczyna stała w kącie pokoju. W jej dłoni zobaczyłem plik banknotów.
- Tak, to właśnie ta dziewiątka, która została ci z obiecanych dwóch dych…
Powoli wróciłem do pokoju i usiadłem na skraju łóżka. Ukryłem twarz w dłoniach i przez dłuższą chwilę trwałem bez ruchu.
- Zrobisz jak zechcesz. Kładę je na stoliku, ale jeszcze się zastanów… Pomyśl, czy warto…
Gdy się odwróciłem, już jej nie było.
Przeliczyłem pieniądze – dokładnie dziewięć tysięcy.
Wziąłem je i schowałem do kieszeni. Wyszedłem z pokoju, po czym zamknąłem drzwi na klucz.
Idąc na dół, myślałem o tych dwudziestu tysiącach, które miałem jeszcze rano, o dwóch dychach otrzymanych w prezencie gwiazdkowym. Dwa tysiące wydałem na ubrania i noclegi. Połowę pozostałych przerżnąłem w Blackjacka. Teraz miałem ze sobą ostatnie dziewięć tysięcy. Zbyt mało, żeby wrócić do życia, ale wystarczająco dużo, aby chociaż spróbować…
Stanąłem przed wejściem do kasyna.
„To będzie taka moja próba” – pomyślałem. „Tylko popatrzę, jak grają inni…”
Pchnąłem drzwi i wszedłem do zadymionego, pachnącego pieniędzmi wnętrza.

7 komentarze

  • Odnośnik do komentarzy Helena czwartek, 25 marca 2010 14:20 Umieszczone przez: Helena

    Czekam również na opowiadania, ponieważ te 4, które już znam, bardzo mi się podobały. Pisarz faktycznie pozostał ciepłym, dobrym i przyjaznym człowiekiem. Takim jest od zawsze!

    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
  • Odnośnik do komentarzy Dawid M. wtorek, 23 marca 2010 15:26 Umieszczone przez: Dawid M.

    Wczoraj Darda był u mnie w szkole. Niewairygodne, że facet z takim talentem jest tak skromny. Nie mogę się doczekać wydania wszystkich opowiadań.

    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
  • Odnośnik do komentarzy anvx środa, 10 lutego 2010 17:23 Umieszczone przez: anvx

    A mi się wydaje, że bardziej intrygująco byłoby, gdyby zamiast "wejść do zadymionego, pachnącego pieniędzmi wnętrza", stanąłby przed przeszklonymi wejściowymi drzwiami (po to, żeby "tylko popatrzeć, jak grają inni"). W moim odczuciu mogłaby to być większa zagadka dla domysłu, jak postąpi dalej. Bo w tym przypadku, jakby jasne jest - a może tylko dla mnie jaśniejsze), że raczej ma szansę znów wejść w grę. Ale może mi się tak tylko wydaje.:) Tak, czy inaczej, i tak dobre. Kilka momentów (w całej całości :))naprawdę ujmujących...

    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
  • Odnośnik do komentarzy kacper sobota, 06 lutego 2010 22:40 Umieszczone przez: kacper

    opowiadanie naprawdę pierwsza klasa. Ujawnia się w nim kunszt literacki jaki prezentuje Pan Stefan Darda.

    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
  • Odnośnik do komentarzy Łasic piątek, 05 lutego 2010 19:11 Umieszczone przez: Łasic

    Bardzo fajnie, nienachalnie nakreślony klimat. Myślałam, że będzie trochę bardziej pokręcone, ale ogólnie podoba mi się. A zakończenie - myślę, że jawny happy end by wszystko popsuł. Gdyby było też jasno napisane, że zagrał, to też czar by prysł. A tak - podoba mi się.

    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
  • Odnośnik do komentarzy maria piątek, 05 lutego 2010 16:34 Umieszczone przez: maria

    Zakończenie opowiadania pozwala czytelnikowi na indywidualną interpretację dalszych losów bohatera, który ma dwie możliwości. Którą z nich wybierze? Czy doświadczenia pięciu zmarnowanych lat czegoś go nauczyły? Lubię, gdy lektura daje do myślenia.

    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
  • Odnośnik do komentarzy Tomek piątek, 05 lutego 2010 00:02 Umieszczone przez: Tomek

    Nie podoba mi się zakończenie.

    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz