W czasie, gdy Montoya próbuje dowiedzieć się czegoś nowego z kolejnego ciała pokrytego dziwnymi trójkątnymi naroślami, a Dew Philips poszukuje innych nosicieli, czytelnik będzie przyglądał się Perry’emu Dawseyowi – a raczej temu, co zaczyna rosnąć w jego wnętrzu i z nim… rozmawiać.
Od książki bardzo trudno jest się oderwać, więc radzę zabierać się za nią, nie mając nad głową żadnych obowiązków, bo prawdopodobnie ich wykonanie przestanie być tak ważne. Scott Sigler potrafi zaintrygować czytelnika i wciągnąć go całego w opisywaną historię. Czytanie „Infekcji” tak mnie pochłonęło, że nie chciałam, by książka kiedykolwiek się skończyła. Te 400 stron to stanowczo za mało, mogłabym ją czytać w nieskończoność. Specjalnie zaczęłam rozwlekać lekturę w czasie, po każdym rozdziale robić sobie przerwy, ale długo nie dało się wytrzymać bez kolejnego zastrzyku prozy Siglera.
Aż trudno w to uwierzyć, że autor miał ogromne problemy, by wydać tę powieść (w podziękowaniach wspomina o 15 latach niepowodzeń i co najmniej 100 odmowach od wydawnictw). „Infekcja” to majstersztyk, w doskonały sposób łączy horror z science-fiction, thrillerem i powieścią akcji. Brutalna i krwawa, fascynująca i bardzo dobrze napisana.
Spore wrażenie zrobiła na mnie konstrukcja bohaterów. Autor wyśmienicie przedstawia psychikę postaci, powraca do ich przeszłości (wpływ Kinga zapewne), a na szczególną uwagę zasługuje Perry Dawsey i jego powolne popadanie w obłęd. Chociaż i tak głównym i najciekawszym bohaterem był osobliwy pasożyt, rosnący Dawseyowi pod skórą.
Po lekturze ogarnął mnie lekki żal, że to już koniec. A później ze strony internetowej wydawnictwa Papierowy Księżyc dowiedziałam się, że jest to pierwsza część trylogii i głupawy uśmiech już nie schodzi mi z twarzy. Nie mogę się doczekać drugiej części.
Tak, „Infekcja” to kawał porządnie napisanego horroru ze świetnymi gatunkowymi bonusami. Polecam każdemu, kto docenia ciekawy pomysł, zrealizowany celująco i wiarygodnie. Zaś dla fanów wymienionych gatunków jest to pozycja obowiązkowa.
Korekta: Maja Borawska
Książkę można kupić m. in. TUTAJ.





























Już dawno z mojego pokoju nie dochodziło tyle achów i ochów.






























