Który styl QForum bardziej Ci się podoba?
 

czwartek, 29 lipca 2010 13:28

Charles Dickens, „Tajemnica Edwina Drooda”

imgZadziwiające, jak tajemnica potrafi rozpalić umysł człowieka. Ciekawość, pobudzenie, ekscytacja – trzy stany umysłu właściwe poszukiwaczom prawdy. Niewiedza jest prozaiczna, a zarazem zdumiewająca – to przez nią (albo dzięki niej!) czujemy na karku specyficzny dreszczyk emocji. Wydawca „Tajemnicy Edwina Drooda”, ostatniego dzieła wielkiego mistrza Dickensa, doskonale o tym wie. Wie i bezlitośnie tę wiedzę wykorzystuje. Chwalmy niebiosa, bo stary, poczciwy Charles doskonale broni się przed wszelkim marketingiem.

Szermierz słowa, zacny bajkopisarz i uważny obserwator. Charles Dickens – arystokrata wśród biednych głupców literatury. Niewielu w życiu spotkałem pisarzy dobrych, jeszcze mniej wybitnych, zaś genialnych raptem kilku. I słusznie, kłania się państwu krzywa Gaussa, niemniej – nie mam wątpliwości, w której sekcji pisarskiej usadowić autora tej specyficznej powieści. Powieści – dodajmy – bez zakończenia. Owiana aurą tajemniczości, ostatnia książka Dickensa zawiera bowiem dokładnie połowę pierwotnej historii – sześć odcinków, opublikowanych w prasie. Dzień po napisaniu ostatniego z nich, autor dostał wylewu i zmarł. W swoich notatkach nie pozostawił żadnych informacji czy wskazówek dotyczących potencjalnego rozwiązania intrygi kryminalnej. A cóż to za intryga? Ano, intryga – można by rzec – niebanalna. Powiedzieć, że fabuła „Tajemnicy” jest prosta jak kij od szczotki, to jakby Dickensa nazwać Masłowską. Nawet te sześć części, rozkręcających intrygę na niespotykaną skalę i tak rozochocających czytelnika, że ten ledwo trzyma książkę w rękach, stanowi prawdziwe literackie dzieło sztuki. Każde słowo ma swoje przeznaczenie, każdy akapit wnosi wartość do całości, a drobne detale rozpalają wyobraźnię i drażnią się, baraszkują z odbiorcą. Serwowana przez Dickensa, nieustająca zabawa w kotka i myszkę to rzadkie pisarskie podejście o niespotykanej jakości wykonania. Nie – takiego stylu i takiej lekkości a zarazem uroczej zawiłości nie widziałem jeszcze na oczy. Kpina, żarty, powaga, precyzja, klimat, smutek, dowcip, sarkazm, lekkość – a to wszystko podane w specyficznej konwencji narracji, przywodzącej na myśl dramat lub scenariusz filmowy. Czas teraźniejszy, czas przeszły, opisy żartobliwe i opisy pełne podniosłości. Lekkość pióra autora zadziwia i wprawia w osłupienie. Niektóre fragmenty po prostu trzeba przeczytać kilka razy, żeby pozachwycać się kunsztem wykonania. Nie wyobrażam sobie nawet, jak wielki trud musiał włożyć w swoją pracę tłumacz, ale zadaniu podołał idealnie. Już nie mogę się doczekać, aby dorwać oryginał. W samej powieści czuje się majestat wydarzeń, wyraźnie widać, że autor żyje swym wyimaginowanym światem i, mimo iż wzoruje się na dobrze znanym sobie Rochester, to buduje własną, barwną rzeczywistość.

Młody mężczyzna, Edwin Drood, jest sierotą. Wykonuje zawód inżyniera. Pragnie spełnić ostatnią wolę ojca – poślubić Różę Bud, przyjaciółkę z dziecięcych lat i wyjechać do pracy do Egiptu. Rzecz dzieje się w miejscowości Cloisterham – klasycznej, wiktoriańskiej mieścinie, w której każdy zna każdego, władza spoczywa w rękach burmistrza i patriarchów miejscowego kościoła, zaś wśród mieszkańców można znaleźć wiele niesamowitych, osobliwych charakterów. Nie sądzę, bym musiał przybliżać dokładnie historię – nie warto jej kaleczyć. Wspomnieć należy z pewnością o postaciach. A tych jest sporo: wuj Edwina – organista John Jasper, panna Róża Bud, kanonik mniejszy – Septimus Crisparkle, kościelny, kamieniarz i wiele, wiele innych. Każda z postaci, nawet całkiem epizodyczna i niewiele, zdawałoby się, znacząca, opisana jest z niezwykłym artyzmem i życiem. Gdy tylko wczujemy się w klimat doskonale opisanej rzeczywistości wiktoriańskiego miasteczka z końca dziewiętnastego wieku, staniemy przed galerią wybornych typów ludzkich. Nie chcę nikomu psuć zabawy, ale czuję się zobowiązany napisać co nieco o stylu Dickensa, jeśli chodzi o przedstawienie bohaterów – nadal trudno mi zrozumieć, w jaki sposób autor doszedł do takiego zróżnicowania i precyzji. Wszelkie cechy charakteru, fizjonomia i aparycja mieszkańców Cloisterham (i nie tylko!) są wyłącznie im przypisane i jedynie dla nich stworzone. Każda postać to żywy, najprawdziwszy człowiek. Wychodzę z domu, spotykam miejscowego proboszcza. Rozpoczynamy rozmowę. Wszelkie właściwości duchownego, jakie jestem w stanie mu przypisać to nic, w porównaniu z Septimusem Crisparklem, wielebnym wykreowanym i przedstawionym przez Dickensa. Co ja w ogóle mówię... Można z całą pewnością stwierdzić, że bohaterowie powieści są bardziej realni, niż moi sąsiedzi!

Mimo że „Tajemnica Edwina Drooda” jest powieścią doskonałą, to jednak posiada charakterystyczne elementy, które szczególnie mi się spodobały. Przede wszystkim inteligentny humor pisarza, przyprawiony nutką drwiny. To on w dużym stopniu decyduje o charakterystycznym klimacie książki. W mniej poważnych sytuacjach Dickens wykorzystuje kpiarski ton, dzięki czemu wiktoriańska atmosfera rozluźnia się, a czytelnik zostaje wprowadzony w przyjemny nastrój. Przy niektórych rozwiązaniach stylistycznych i językowych nie sposób nie parsknąć śmiechem – zwłaszcza podczas czytania dłuższych kawałków, w których autor po raz pierwszy nakreśla cechy pobocznych, lecz zarazem bardzo wyrazistych postaci – maniery, gesty, słowa i charakter, wszystkie skumulowane w naturalnej mieszance subtelnych zachowań budują obraz prześmiewczy i – chciałoby się rzec – wyjątkowo zabawny. Komiczne fragmenty są na wyższym poziomie, niż normalne prześmiewcze zabiegi stosowane przez znanych mi autorów. Poza tym, te drobne, żartobliwe smaczki harmonizują z przedstawionym wiktoriańskim światem i bez nich całość nie byłaby tak wartościowa. Błędem jednakże jest stwierdzenie, że Dickens snuje opowiastkę luźną i humorystyczną – co to, to nie! Powieść zawiera fragmenty ocierające się o mistykę tajemniczych miejsc, a także przenosi nas do zapadniętych melin lub też śmiertelnie poważnych salonów. Nieobce bohaterom powieści są też strach, groza i niebezpieczeństwo, w którym nierzadko się znajdują. Styl pisarza, jak i nastrój opowieści zmieniają się, podążają równolegle i w harmonii z głównym nurtem wydarzeń i sytuacji. Im groźniej i poważniej – tym bardziej autor zmienia język i tym lepiej opisuje nowe sytuacje. Nierzadko zaś wesoła sielanka stanowi znakomitą przeciwwagę dla poważniejszych fragmentów. O ile luźne i zabawne opisy zdarzeń uformowane są na zasadach bliskich scenopisarstwu – opis pierwszoosobowy, dynamika postaci, cięty humor, o tyle już podniosłe ustępy zwracają się ku klasycznym kanonom stylu narracyjnego. Oba oblicza autora są jednak odzwierciedleniem doskonałego warsztatu – bogactwo językowe zdumiewa i sprawia, że każdy, nawet najmniejszy opis odbieramy jako w pełni adekwatny do zastanej rzeczywistości.

Powieść ze wszech miar opisuje świat prawdziwy – nie ma tu miejsca na fikcję czy czary. Niewytłumaczalne zjawiska mają podstawy na gruncie racjonalnym i w pełni logicznym. Autor z zadziwiającą konsekwencją stworzył świat w pełni koherentny. Niech poświadczą o tym liczne przewidywania badaczy, latami analizujących twórczość Dickensa i próbujących rozwikłać ostatnią zagadkę powieściopisarza. Ekstrapolacja wydarzeń i dążenie do rozwiązania tajemnicy Edwina Drooda przypomina prawdziwe, literackie śledztwo. Detektywi, w tym liczni znajomi (a nawet rodzina) autora, na podstawie pozostawionych przez niego notatek usiłowali przewidzieć i wykoncypować, jak mistrz pragnął zakończyć swe dzieło. Niektóre wątki są jasne, inne – niezupełnie. Wielość interpretacji jest zasadna – autor nie dał prostych wskazówek, większość zaś przesłanek to mgliste i nie do końca wiarygodne punkty zaczepienia. Najbardziej frapujący pozostaje fakt, że żadna hipoteza nie posiada stuprocentowej zgodności z dotychczasowymi wydarzeniami opisanymi w powieści – każda teoria ma znaczne luki i rysy, niedające nam – poszukiwaczom, żadnego pewnego podłoża do wyciągnięcia poprawnych wniosków. Wciąż wahamy się i stąpamy po kruchym lodzie – zagadka jest nie do rozwiązania. Tak, czy inaczej – barwna i doskonała powieść stanowi godne zwieńczenie literackiej biografii autora.

Ciekawym zabiegiem wydaje się dołączenie do powieści zakończenia, napisanego przez G.K. Chestertona – autora kryminałów i znawcę twórczości Dickensa. Muszę przyznać, że wykonanie tej części książki jest solidne, a treść nie stanowi nachalnie narzuconej interpretacji, lecz raczej jawi się nam jako dowcipna i dość podobna stylem do samej powieści, sugestia. Nie chcę dodawać nic więcej – ten fragment wiele tłumaczy i rzuca światło na kwestie, które nieuważny czytelnik mógłby pominąć. Jednakże – samo zakończenie jest tworem innego autora, nie sądzę więc, by treść i prostota wykonania dopisanego fragmentu mogła jakkolwiek konkurować z finałem, który gotował nam sam Dickens. Autor „Tajemnicy” przewidywał bowiem niezwykłe zagęszczenie intrygi, o czym sam wspominał w listach do przyjaciół i, jak mniemam, dalsze wydarzenia nie miałyby wiele wspólnego ze stworzonym przez Chestertona epilogiem. O wiele większą niż zakończenie ciekawostką wydają mi się same notatki autora, dołączone do właściwego tekstu. Liczne poprawki i przekreślenia stanowią nie lada gratkę dla interpretatorów i ciekawskich czytelników – polecam prześledzić losy kolejnych nazw własnych czy nawet tytułów rozdziałów – stanowią wspaniałe studium, pozwalające na snucie licznych domysłów i teorii. Sama powieść stała się dla mnie niedoścignionym wzorcem – wątpię, by wielu pisarzy zdołało osiągnąć pułap, na jaki wzniósł się Charles Dickens. „Tajemnica Edwina Drooda” stanowi ten specyficzny rodzaj literatury, którą czyta się dla samej czystej, idealistycznej przyjemności. Kolejne słowa, zdania, akapity to technikalia, które kształtują niepowtarzalne dzieło sztuki, oglądane przez ludzi nie dla treści czy symboliki, a dla efektowności, możliwości podziwiania piękna tekstu i kunsztu artysty. Tu nie liczy się historia i wydumane rozwiązania fabularne, które – naturalnie – stoją na poziomie równie wysokim, co styl pisarza. „Tajemnica Edwina Drooda” to powieść napisana piórem geniusza – ogląda się ją i podziwia. Tajemnicze okoliczności śmierci Dickensa, jak i brak zakończenia powieści to tylko miałka otoczka, na którą łatwo się nabrać. Ja się nabrałem. I z ręką na sercu muszę przyznać, że się nie zawiodłem.

 

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Książkę można kupić między innymi TUTAJ.

Dodatkowe informacje

  • Autor: Charles Dickens
  • Tytuł: Tajemnica Edwina Drooda
  • Data wydania: 12.07.2010
  • Wydawnictwo: Replika
  • Pozostałe dane: ISBN: 978-83-76740-66-9
    EAN: 9788376740669
    rok wydania: 2010
    oprawa: miękka + skrzydełka
    il. stron: 395
    wymiar: 145/205

Dodaj komentarz