A jest ona krynicą pomysłów, wersji i teorii wszelakich, nieograniczona w końcu przez żadne naukowe aksjomaty. Zatem podróżować w czasie można w urządzeniu (wehikuł czasu) bądź za jego pomocą (rodzaj platformy przenoszącej nas w przeszłość lub przyszłość, tunel/brama czasoprzestrzenna), można użyć do tego magii czy też nie przenosić się w czasie w sensie fizycznym, ale mentalnym, wykorzystując nieznane możliwości naszego mózgu. Lecz aby zadość stało się mojemu jak najszerszemu podejściu do motywu, będzie również przykład, w którym podróż w czasie nie polega na zmianie roku, ale na wywróceniu realiów do góry nogami, przez co nagle z przyszłości wracamy niemal do średniowiecza.
Mówiąc o motywie podróży w czasie w literaturze nie sposób pominąć jednego z pionierów science fiction – Herberta George’a Wellsa i jego „Wehikułu czasu”. Choć nie za bardzo odpowiada mi jego sposób pisania powieści w formie zbliżonej do reportażu (podobnie „Wojna światów”), to „Wehikuł” jest naprawdę ciekawą pozycją. Główny bohater skonstruowanym przez siebie wehikułem czasu wyrusza w przyszłość – trafia do roku 802701, także nie bawi się jak to zwykle bywa w wieki, ale od razu śmiga przez kilkaset mileniów. Cywilizacja zmierza ku upadkowi (i tak dziwne, że tyle przetrwała), a ludzkość podzieliła się na dwa gatunki – Elojowie żyją na powierzchni, a Morloki pod nią. Być może Wells czerpał trochę z marksizmu, jako że ci pierwsi to rzekomo potomkowie klas posiadających, a ci drudzy to klasa robotnicza, która wyparta niegdyś pod ziemię teraz się buntuje i nocami poluje na swoich bezsilnych, filigranowych byłych panów. Po powrocie Podróżnik w Czasie nie potrafi odnaleźć swojego miejsca i wyrusza w kolejną podróż, z której już nie wraca.
W Polsce motyw podróży w czasie upodobał sobie Andrzej Pilipiuk. Temat ten występuje chociażby na samym początku w „Oku Jelenia”, później przewija się w tle i raczej nie ma pierwszoplanowego znaczenia. Moją ulubioną powieścią tegoż autora jest „Operacja Dzień Wskrzeszenia”, w której to wspomniane podróże odgrywają dużo ważniejszą, jeśli nie najważniejszą rolę. Zostały wręcz podniesione do rangi sztuki, czy może raczej nauki, gdyż poruszony jest m.in. paradoks dziadka, według którego jeśli ktoś podczas podróży w czasie wstecz zabije własnego dziadka przed poczęciem swojego ojca, to ten ktoś się nie narodzi i nie odbędzie podróży w czasie i nie zabije własnego dziadka, więc się narodzi i zabije własnego dziadka. Taa… Ale za to nie ma teorii czasów równoległych i na jej braku właśnie opiera się całą fabuła „Operacji”. Jest to bowiem postapokaliptyka – świat po wojnie atomowej, którą przez zaniedbanie wywołała… Polska. Specjalnie wyszkolona grupa ma cofnąć się w czasie i zmienić bieg historii. Jest to misja niejako samobójcza, gdyż jeśli wysłannicy w tak diametralny sposób odmienią swoją teraźniejszość, nie będą w stanie już do niej wrócić. Strasznie wciąga, Pilipiuk w życiowej formie.
Teraz, dla odmiany, nie będzie stricte przenoszenia się w czasie. Tak jak wspomniałem we wstępie pod ten motyw podczepiłem także radykalną zmianę realiów, a taka w cyklu „Wojny Rady” Johna Ringo niewątpliwie występuje. Nagle świat, w którym nie ma trudu, wojen, chorób i przedwczesnej śmierci, gdzie dzieci rodzą się w pęcherzach siłowych, jedzenie robi się samo, teleportacja pozwala przenieść się w dowolne miejsce na Ziemi, a własne ciało kształtować można w dowolne formy, ulega zniszczeniu. Członkowie Rady, swoistego światowego rządu, zaczynają toczyć między sobą wojnę. Energia, dzięki której wszystko tak doskonale działało, zostaje odłączona – w jednej chwili giną tysiące ludzi, a kolejne tysiące w ciągu najbliższych dni. Przywódcami zdziesiątkowanej ludzkości stają się postrzegani wcześniej jako nieszkodliwi dziwacy, rekreacjoniści – z nudów zajmujący się czymś na kształt odtwórstwa historycznego na pełną skalę. Na nowo muszą nauczyć społeczeństwo pracy, uprawy roli, budownictwa, walki, medycyny. Kobiety znów w bólach rodzą dzieci, wszyscy kryją się za drewnianą palisadą w obawie przed atakami wrogich wojsk czy po prostu zdeprawowanych band włóczęgów. Full wypas średniowiecze. I kto mi teraz powie, że nie jest to podróż w czasie?
Pozwolę samemu sobie odbyć sentymentalną nieco podróż w czasie i jako kolejny przykład przedstawić polski serial. I nie, bynajmniej nie mam tu na myśli śmiesznej ekranizacji Wieśka z kataną, tłukącego się z kolesiami w maskach sadomaso czy z pluszowymi potworami. Być może ktoś pamięta „Tajemnicę Sagali”, jeden z niewątpliwych hiciorów mojego dzieciństwa. Na skutek zbiegu okoliczności w ręce głównego bohatera – chłopca Kuby – trafia kawałek kamienia spełniającego życzenia. Przez niezbyt precyzyjnie wypowiedziane przypadkowe życzenie, matka chłopca (w tej roli doktor Zosia, czyli Małgorzata Foremniak) zostaje zamieniona w małą dziewczynkę. Aby ją odczarować, Kuba wyrusza wraz ze starszym bratem, Jackiem, w przeszłość, pod przewodnictwem tajemniczego strażnika Sagali. Mają odnaleźć pozostałe części i złożyć kamień na nowo. Podążają zatem między innymi do Biskupina sprzed naszej ery, a później także na ziemie plemion germańskich. Czeka ich tam wiele niebezpieczeństw, lecz nawet w teraźniejszości czyha na nich chciwy jubiler pragnący dzięki Sagali zapanować nad światem. Świetny serial polsko-niemieckiej produkcji z klimatyczną muzyką Krzesimira Dębskiego.
Pozostał przypadek ostatni, który zilustruje nam bardzo popularna ostatnimi czasy gra akcji – „Assassin’s Creed”. Nasz bohater zostaje uprowadzony i poddawany eksperymentom w celu wydobycia bliżej nieokreślonej informacji sprzed wieków, będącej w posiadaniu asasynów. Okazuje się, że rzekomo jesteśmy potomkiem jednego z nich, a z pomocą specjalnej maszyny możemy mieć dostęp do jego wspomnień. Gdyby nie pośrednictwo skomplikowanego urządzenia, pomysł ze zbiorową pamięcią przekazywaną wraz z genami z pokolenia na pokolenie byłby godny Jonathana Carrolla. Zostajemy zatem zmuszeni do buszowania po wspomnieniach przodka-zabójcy i wypełnianiu kolejnych misji, które dają nam dostęp do dalszych pokładów wspomnień. Jak na akcję całkiem niezła, choć drugiej części kupować nie mam za bardzo ochoty, ze względu na uciążliwe zabezpieczenie DRM zastosowane przez Ubisoft (które oczywiście i tak w końcu zostało złamane).
Podejścia do podróży w czasie są najróżniejsze, od tych klasycznych do najbardziej wydumanych. Sam motyw przewija się w kulturze nierzadko, co nie może dziwić, gdyż jest on nadzwyczaj chwytliwy i diablo ciekawy. A z pewnością w tym temacie zarówno naukowcy, jak i literaci oraz wszelkiego rodzaju twórcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.
































Podróże w czasie pobudzają ludzką wyobraźnię od wieków niemal w tym samym stopniu, jak dążenie do nieśmiertelności (która bądź co bądź jest również formą podróży w czasie). Przed napisaniem chciałem zagłębić się nieco w temat takich podróży pod względem naukowym i filozoficznym, ale od nadmiaru paradoksów i dylatacji tłumaczonych niezbyt zrozumiałym językiem rozbolała mnie głowa, także skupię się lepiej na literaturze i przykładach w niej zawartych.













