W poszukiwaniu głębi – Piłka nożna, miłość i ork (wart więcej niż tuzin elfów) – część 2

W poszukiwaniu głębi - Piłka nożna, miłość i ork (wart więcej niż tuzin elfów) – część 2


W_poszukiwaniu_glebi_cz2_01_qfantAutor: Joanna Kubica

Mam dziwne wrażenie, że Pratchett pisząc książkę „Niewidoczni Akademicy” postanowił zagrać na nosie Tolkienowi i Szekspirowi. Nie wspominając już o tym, że przy okazji naraził się niejednemu profesorowi akademickiemu za nieco ironiczne i przewrotne przedstawienie życia na uniwersytecie. Grono akademickie bywa napuszone i obrażalskie, dlatego strach się bać, co sobie musieliby o nim pomyśleć… gdyby przeczytali. W dzisiejszym odcinku nie będzie już o samej piłce, ale o miłości (do piłki także) i tolerancji, o elfach i orkach.

Dla tych, którzy kojarzą mój odcinek cyklu pt. Ślubne katastrofy (a mam nadzieję, że są wśród Was takie osoby), być może zaskoczeniem był fakt, że czarnymi charakterami w powieści „Panowie i Damy” uczynił Pratchett… elfy. Te piękne istoty, uwielbiane przez sympatyków Śródziemia (czyli również mnie), okazały się u twórcy Świata Dysku podłymi kreaturami. Chociaż przesadzam, elfia pani przypominała mi nieco Galandrielę, wiedzioną na pokuszenie przez Jedyny Pierścień. Tyle że ta przegrała swoją próbę i dała się ponieść złu, które czai się pod słońcem (i nie tylko). Po złych elfach Pratchett poszedł o krok dalej i stworzył orka, który był więcej wart niż tuzin elfów.

Ork, który chciał „mieć wartość”

Jednak, żeby nie było, orki to podłe kreatury. Są złe, żądne krwi, urywają ludziom głowy. Mieszkańców Ankh-Morpork to nie odstrasza – gdy dowiadują się o istnieniu orka na Niewidocznym Uniwersytecie, ciekawoW_poszukiwaniu_glebi_cz2_02_qfantść zwycięża (nie na darmo mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła: z ciekawości zajrzysz do pieczary zamieszkanej przez potwora, a ten ci zrobi takie piekło, że… już z nikim nie będziesz mógł na ten temat poplotkować). Pan Nutt całe życie trwał w przekonaniu, że musi „uzyskać wartość”. Musi być uprzejmy, uczynny, pracować za dwóch, nie może się nikomu narazić ani z nikim kłócić. Bo jest tym gorszym, który musi zasłużyć na to, żeby żyć pośród ludzi. Aż dziw, że może oddychać. Chociaż w sumie to i bez tego dałby sobie radę. Nutt nie wygraża się tym, z winy których przez wiele lat był w zamknięciu, przykuty łańcuchami. Widocznie nie był nic wart.

Najgorsze nie są tutaj poglądy rasowe (skądinąd oparte na wieloletnim doświadczeniu z orkami) ani uprzedzenia społeczeństwa (bo jak się dowiedzą kim jesteś, to koniec), ale przekonanie samego Nutta, że jest niczym. Odkrycie prawdy o swoim pochodzeniu (z początku wierzył, że jest niezbyt atrakcyjnym goblinem) jest dla niego bolesnym ciosem.

Potwór.

Wstrętna kreatura.

Jego ohydnych współbraci wytępiono (ku chwale i spokoju Świata Dysku). Został jeszcze on (i może garstka jemu podobnych ukrywająca się gdzieś w głuszy). Postać Nutta, który wbrew wszystkim i wszystkiemu, był wyjątkowo wartościową, niezwykle oczytaną i spokojną osobą, to nie tylko złośliwy pstryczek w stronę Tolkiena. Dla osób ze skrajnie niską samooceną, nieszczęśliwy ork jest obrazem ich samych. Oni również muszą „być kimś”, zdobywać, stale coś udowadniać, żeby sobie na wszystko zasłużyć. Święcie wierzą, że nikt nie kocha ich za to, że są, ale dlatego że coś mają lub spełniają wyśrubowane oczekiwania otoczenia. Stale muszą walczyć, by nie stracić swojej chwiejnej pozycji w oczach społeczności.

Nutt pokonuje samego siebie. W którymś momencie zrozumie, że wcale nie musi wiecznie każdemu czegoś udowadniać. Że ma swoją wartość. Nikomu nie urywa głowy, zdobywa przyjaciół, jest selekcjonerem i trenerem uniwersyteckiej drużyny piłki nożnej, podbija serce kucharki. Można było? Można.

Miłość, piłka, kariera i inne dramaty

Dwie historie miłosne. Jedna, a la Romeo i Julia, tyle że z piłką nożną w tle. On, Trevor Likely, jest zwyczajnym synem nadzwyczajnego piłkarza. Ona, Juliet, pięknością z nizin społecznych. On kibicuje Ćmokom. Ona Siostrom Dolly. Oba zespoły łączy nienawiść do grobowej deski. On mógłby pójść w ślady ojca. Ona zostać modelką. Naturalnie się w sobie zakochują i rozpoczynają się wielkie kłopoty. Nie obejdzie się bez kibicowskiej ustawki oraz dylematów Juliet, dotyczących wyboru pomiędzy karierą modelki a zakazaną miłością. Pratchett parodiuje najsłynniejszy utwór Szekspira. Trevor nie umie się wysłowić i pisać wierszy do ukochanej (te pisze w jego imieniu Nutt). Juliet to typowa blondynka z dowcipów. Ostatniej rzeczy jakiej można się po niej spodziewać to przejawu intelektu. Ostatecznie jednak… miłość nie jest zarezerwowana tylko dla inteligencji i arystokracji.

W_poszukiwaniu_glebi_cz2_03_qfantSzczerze mówiąc, znacznie ciekawszą parę stanowią Nutt i kucharka Glenda. Nie do końca można ich nazwać „Piękną i bestią”. Pulchna kucharka do piękności nie należy, a z pana Nutta żadna bestia. Tylko niezbyt urodziwy ork. Nutt nie ma obycia z kobietami, niejednokrotnie w sposób dosadny mówi o fizycznych walorach swojej wybranki. Ona rumieni się, ale nie złości, w końcu on wyraża się w ten sposób z braku obycia, a nie złośliwości. Ostatecznie wszystko dobrze się kończy, a kucharka spełnia swoje marzenie: zamiast pichcić w kuchni kolejne dania dla uniwersyteckich łasuchów, „jedzie z ukochanym przez Quirm w ciepły letni wieczór, czując wiatr we włosach”. Co prawda jej wybranek nie jest Księciem z Bajki, lecz sympatycznym orkiem, ale nie wygląd a charakter się liczy.

Jak widać, w Świecie Dysku istnieją rzeczy, które nie mieszczą się w głowie nawet Lordowi Vetinari, tyranowi z Ankh-Morpork.

Na koniec mały smaczek. Nutt i Glenda wybierają się na sztukę o wielkiej, nieszczęśliwej miłości. Panie Szekspir, nie zaimponował Pan uniwersyteckiej kucharce. Oto dowód:

Co myślisz? – zapytał po chwili Nutt. – Pytam o sztukę.

Nie rozumiem, czemu niby miała być romantyczna – odparła Glenda. – Prawdę mówiąc, uważam ją za dość głupawą.

Jest powszechnie uznawana za jedną z najznakomitszych sztuk romantycznych ostatniego półwiecza.

Naprawdę? Ale jaki daje przykład? Przede wszystkim czy nikt w Genoi, nawet w tamtych czasach, nie potrafił zbadać pulsu? Czy podstawy wiedzy o pierwszej pomocy to zbyt wielkie wymagania? Nawet lusterko by wystarczyło, a przecież jest wiele przyzwoitych miejsc, gdzie można sprawdzić tętno. – Myślę, że żadne z nich nie myślało o sobie.

Żadne z nich w ogóle nie myślało – stwierdziła Glenda. – A już z pewnością nie myśleli o sobie nawzajem jak o normalnych ludziach. Trochę zdrowego rozsądku, a by przeżyli.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: