Przypadkowe przygody

Przypadkowe przygody


         Autor:Joanna Bieszczad

 Jednym z moich ulubionych cytatów z „Władcy Pierścieni” są słowa Gandalfa do Froda:

„Nie mogę ci tego jaśniej wytłumaczyć, wiedz tylko, że ktoś chciał, żeby właśnie Bilbo znalazł Pierścień – ktoś inny, nie twórca Pierścienia. A z tego wynika, że ciebie też ktoś wybrał na następcę Bilba. Może myśl o tym doda ci otuchy.” (WP, I: 85.)

„Ktoś inny” – ktoś, kto ma kierować losem Bilba, Froda, całej Drużyny, a nawet może całego Śródziemia. Ktoś, kto zaplanował bieg wydarzeń, zanim Bilbo wyruszył ze swojej ziemnej nory, bez chusteczki w kieszeni, ku nieoczekiwanej przygodzie. Kto to był i jaki miał wpływ na decyzje Powierników Pierścienia i ich towarzyszy? A może ich życiem rządził tylko przypadek?

Eru czuwa

Motyw wolnej woli człowieka oraz Bożej woli, czy też Bożej Opatrzności, ciągle wplata się w dzieje mieszkańców Ardy. Tak, nie bójmy się tego słowa: Bożej, bo, chociaż w świecie adaptacji filmowych dzieł Tolkiena o tym się nie wspomina, należy pamiętać,
że Śródziemie zostało stworzone przez Boga Eru (Iluvatara), a jego wysłannicy, czyli Valarowie, nadal strzegą i rządzą Ardą. Sam Tolkien w swoim liście do wydawnictwa Houghton Mifflin pisze o Śródziemiu jako o „monoteistycznym świecie >>teologii naturalnej<<” (List nr 165). W innym liście Tolkien nazywa Boga „najwyższym Artystą i Autorem Rzeczywistości” (List nr 89). Czy w związku z tym należy założyć, że w świecie Śródziemia nie ma wolnej woli, a Frodo i Bilbo, i cała rzesza stworzeń, które zostały wplątane w całą tę opowieść, nie mieli innego wyjścia, jak tylko dać się ponieść przeznaczeniu? Nic bardziej mylnego! W „Silmarillionie” czytamy:

„Lecz Atanim przypadnie nowy dar ode mnie (…) dał też ludziom moc kształtowania – wśród potęg i przypadków świata – własnego życia w sposób nie wyznaczony przez muzykę Ainurów, która określa niejako los wszystkich innych istot i rzeczy (…)” (S: 45.)

Możemy przez to rozumieć, że los Ardy zawarty w Muzyce Ainurów znany jest tylko Iluvatarowi (w szczególnych wypadkach część Planu objawiana jest Valarom czy Majarom, jeśli może to mieć wpływ na losy całego świata czy rasy), ale Bóg nie zmusza człowieka do niczego, nie narzuca swojej woli. Jego darem dla człowieka jest możliwość kształtowania własnego życia. Eru zgadza się na to, by jego Dzieci nie uznawały Jego zasad i nie kroczyły Jego drogą. Każdy decyduje o swoim losie, ale jednocześnie każdy ma prawo prosić Go o łaskę i wsparcie; zdać się na Jego wolę, ufając, że jego pragnienia zgadzają się z Bożym Planem. Wspomnijmy w tym miejscu choćby o Eärendilu, który mimo zakazowi popłynął do Valinoru i „prosił o przebaczenie dla Noldorów i o litość dla ich ciężkich utrapień, prosił o miłosierdzie dla ludzi i dla elfów, i o wspomożenie ich w niedoli. I prośba jego została wysłuchana” (S: 296.).

 Jak to się ma do naszych Hobbitów i losów Pierścienia?     W „Silmarillionie” i we „Władcy Pierścieni” Iluvatar próbuje pomóc ludziom w ich drodze. Czasem, wykorzystując Valarów lub Majarów (ach! Jakim wsparciem dla Drużyny Krasnoludów, jak i dla Drużyny Pierścienia jest Gandalf!), daje ludziom różne wskazówki lub znaki. Niektóre z nich pojawiają się w formie wizji, a niektóre w formie snów. Najlepszym przykładem zdaje się być sen Faramira, o którym opowiada Boromir podczas narady u Elronda:

„W tym śnie widziałem, jak na wschodzie niebo się zamroczyło i wzbierała na nim burza, lecz na zachodzie jaśniało blade światło i z tamtej strony doszedł mnie głos, daleki, ale wyraźny, wołający: Znajdź miecz, który był złamany, Imladris kryją go jary (…) Dlatego brat mój, świadom naszego położenia, zapragnął usłuchać nakazu snu i odnaleźć Imladris; że zaś wyprawa zdawała się niepewna i niebezpieczna, ja wziąłem na siebie to zadanie” (WP, I: 326-7)

W świecie Śródziemia Zachód symbolizuje Dom Valarów i można śmiało założyć, że to ich głos i ostrzeżenie usłyszał Faramir. Głos Opatrzności wybrzmiał, ale decyzja została w rękach ludzi, którzy, według mnie, nie wykorzystali tej szansy mądrze. Gdyby to Faramir, pierwszy, któremu sen się przyśnił, wyruszył do Rivendell, losy Drużyny mogły być całkiem inne. Wiemy przecież, że Faramir potrafił oprzeć się działaniu Pierścienia, natomiast Boromir uległ. Ale nie można zastanawiać się dłużej nad tym faktem, nie można „gdybać” – człowiek podjął decyzję, człowiek poniósł konsekwencje.

Przypadek? Plan? Wolna wola?

 Gdy zaczniemy szukać podobnych wydarzeń w książkach Tolkiena, to okazuje się, że w całej mitologii Śródziemia przewijają się pojęcia: przypadku, szczęścia (czy też łutu szczęścia), przeznaczenia czy fatum. Jeśli przyjrzymy się dokładniej całej wyprawie Froda i Sama, to naprawdę można dojść do wniosku, że w dużej mierze opiera się ona na szczęściu i wydarzeniach, które mają miejsce „przez przypadek”. Ponadto, ten przypadek nie zawsze jest efektem jakiegoś szczęścia, które posiadają główni bohaterowie, a przygody i przeszkody, jakie pojawiają się na ich drodze, nie pojawiają się bez przyczyny. W „Silmarillionie” w rozdziale „Pierścienie Władzy i Trzecia Era, w której kończą się te opowieści” Elrond i Gandalf zastanawiają się, czy Jedyny Pierścień może zostać znaleziony przez Saurona:

„   - Mimo wszystko przeczuwam, że Jedyny odnajdzie się, a wtedy znów wybuchnie wojna i tą wojną zakończy się Trzecia Era. Zakończy się niestety drugim zwycięstwem ciemności, chyba że ocali nas jakiś przypadek, którego oczy moje nie umieją zobaczyć.

- Wiele jest na świecie dziwnych przypadków – odparł Mithrandir – i często pomoc przychodzi z ręki słabej istoty, gdy Mędrcy zawodzą” (S: 356.).

 the_fellowship_qfant

A potem w prologu do „Władcy Pierścieni” dowiadujemy się, że to był Bilbo, mały hobbit, który znalazł Jedyny Pierścień, wygrywając go od Golluma.

„(…) cała ta wyprawa [Bilba i krasnoludów] niewiele by wpłynęła na dalszy bieg historii i nie zyskałaby więcej niż parę wierszy w obszernych kronikach Trzeciej Ery, gdyby nie pewien >>wypadek<<, który przytrafił się po drodze. (…) Bilbo przypadkiem zabłąkał się w czarnych podziemiach orków, wydrążonych głęboko w skałach, i omackiem posuwając się w ciemnościach natrafił ręką na pierścień, leżący na dnie tunelu. Włożył pierścień do kieszeni. W owym momencie wydawało mu się to po prostu szczęśliwym trafem. (…) Gollum wyzwał Bilba na turniej zagadek. (…) W końcu Bilbo zwyciężył, co zresztą zawdzięczał bardziej szczęściu (jak się zdawało) niż rozumowi (…) Raz jeszcze ocalił go szczęśliwy przypadek. Kiedy bowiem pędząc wsunął rękę do kieszeni, pierścień sam wskoczył mu na palec” (WP, I: 30-21).

Akurat „przypadkiem” Bilbo znalazł Jedyny Pierścień wtedy, gdy Sauron, jego pan, wrócił do swojej fortecy w Mordorze i zaczął szukać swojej własności? Czy naprawdę mamy prawo twierdzić, że te dwa wydarzenia były jednym wielkim zbiegiem okoliczności? Czy możemy być aż tak naiwni? Oczywiście faktem jest, że Pierścień chciał być znaleziony, chciał wyrwać się z tej śmierdzącej jaskini, gdzie mieszkał jego tymczasowy właściciel, chciał wrócić do Saurona, bo dzięki niemu, dzięki Pierścieniowi, Sauron otrzymałby niewyobrażalną moc. Dwie wielkie siły, Pierścień i jego Pan, chciały się odnaleźć, ale nagle coś im przeszkodziło. Kiedy Pierścień opuścił Golluma, „stała się rzecz najzupełniej nieprawdopodobna: podniósł go nie kto inny, lecz Bilbo, hobbit z Shire’u”(WP,I:85). W związku z czym „przypadek”, którego Elrond nie mógł zobaczyć, sprawił, że Pierścień znalazł się w Shire, a Gandalf dzięki temu dowiedział się o nim, zanim te informacje zdobył Sauron. Jednak przypatrzmy się jeszcze bliżej opisowi zdobycia Pierścienia przez Bilba. Mamy tam trzy słowa, wrzucone jakby mimochodem: jak się zdawało. Dzięki nim właśnie wcześniej wspomniane szczęście Bilba nabiera innego znaczenia, bo przestaje być „czystym szczęściem” a zaczyna być „planem”. Planem wspomnianym już przeze mnie na samym początku tego tekstu, w którym ktoś chciał, by Bilbo znalazł Pierścień, i w którym ktoś wybrał Froda, by go strzegł.

Opinia Gandalfa jest później potwierdzona przez Elronda: „zadanie tobie jest przeznaczone, mój Frodo. Jeżeli ty nie znajdziesz drogi, nikt jej nie znajdzie”(WP, I: 359). I kolejne tajemnicze słowo: „przeznaczone”, ale przez kogo? Z pewnością przez tę samą Boską siłę, która była odpowiedzialna za szczęście Bilba i nie chciała, by Sauron odzyskał swoją własność. W ten sposób ponownie pojawia się siła Iluvatara, największego Narratora opowieści. Eru dał swoim Dzieciom „prezent” i czekał na dalszy bieg wydarzeń. Nie mógł nikogo zmusić do wykonywania jego Planu, ale też nie musiał – Frodo sam się zgłosił na misję do Mordoru. Wiedział, że to jedyne logiczne i moralne wyjście z sytuacji. Oczywiście, że się wahał i obawiał, ale nikt go nie zmuszał. Przypadek pozostaje tylko przypadkiem, jeśli się nie zauważy do czego prowadzi, albo jeśli nie połączy się go z całym wielkim Planem, który dzieje się dookoła nas. Bo Plan widoczny jest dopiero z perspektywy czasu, gdy patrzy się na niego jak na całość; cytując Elronda: „Kto spośród Mędrców mógł to przewidzieć? Spytam raczej: kto z nich, będąc Mędrcem, mógłby mieć nadzieję, że się tego dowie, nim wybije godzina?” (WP,I:85)

Wpływ Bożej Woli czy też Bożego Planu jest widoczny także w innym momencie narady u Elronda:

„W tym celu właśnie zostaliście wezwani. Mówię: wezwani, jakkolwiek nie ja was do swego domu zwoływałem, goście z różnych dalekich stron! Przybyliście i spotkaliście się wszyscy w tym samym dniu, jak gdyby przypadkiem. A jednak to nie przypadek. Zechciejcie raczej uwierzyć, że to nakaz dany właśnie nam, tu zgromadzonym, byśmy znaleźli radę na niebezpieczeństwo grożące zgubą całemu światu” (WP, I:321).

Właśnie! Przypadek, a jednak nie przypadek. Odpowiednie osoby odczytały znaki i zdecydowały zareagować, by na końcu dowiedzieć się, że wszystkie ich indywidualne decyzje miały wspólny cel. Dzięki temu wszyscy spotkali się o właściwej porze, we właściwym czasie i dzięki temu mogli rozważyć swoje szanse i zaplanować zniszczenie Pierścienia. Przypadek nie był rozwiązaniem ich problemu, był jedynie szansą, którą wykorzystał.

Oto kilka kolejnych przypadkowych wydarzeń, które miały wpływ na podróż Froda i jego przyjaciół. Na początku podróży spotykają oni grupę elfów, a Frodo nazywa to „niezwykle szczęśliwym przypadkiem” (WP, I: 116) Na co elf Gildor enigmatycznie odpowiada: „(…) ścieżki (elfów i hobbitów) rzadko się krzyżują, czy to przypadkiem, czy umyślnie. W tym dzisiejszym spotkaniu jest, być może, coś więcej niż przypadek, ale niezupełnie rozumiem jego cel (…)” (WP I: 122). Przypomnijmy, że zaraz przed tym spotkaniem hobbici spotkali na swojej drodze Czarnych Jeźdźców i niewiele brakowało, a Frodo wsunąłby Pierścień na palec, zdradzając tym samym swoją obecność. To śpiew elfów zmusił wroga do zawrócenia!

Wkrótce spotykają także Toma Bombadila, który pojawia się w idealnym momencie, by uratować hobbitów przed starą wierzbą.

 „- Czy usłyszałeś moje wołanie, czy też przypadek sprowadził cię do nas w najwłaściwszym momencie? (pyta Frodo)

 - (…) Nie, nic nie słyszałem, byłem zajęty śpiewem. Sprowadził mnie do was przypadek, jeśli tak chcecie go nazwać. Nie odbyło się to według mojego planu, chociaż was oczekiwałem”. (WP, I: 175)

Tom Bombadil, jeden z najstarszych mieszkańców Ardy, musi dostrzegać w tym zdarzeniu coś więcej niż zwykły przypadek, przecież był jedyną osobą w lesie, która potrafiła im pomóc.

Zawędrujmy teraz wraz z Frodem i Samem do Mordoru, na których drodze kilka razy pojawia się szczęśliwy przypadek, tutaj zwany po prostu „szczęściem”. Nie jest to szczęście, które się ma z urodzenia, nie jest to szczęście, na które się czeka, by w końcu się samo pojawiło, ale jest to szczęście, o które samemu trzeba walczyć. Sam niejednokrotnie podejmuje ryzykowne decyzje, nie widząc innego wyjścia, licząc na szczęście i mając nadzieję. Stwierdza, że „musimy zaryzykować i liczyć na szczęście, jeśli w Mordorze szczęście w ogóle mieszka. (…) Skoro innej rady nie ma, idziemy naprzód, i to biegiem!” (WP, III: 256) A chwilę później wymyka się, by poszukać wody i usprawiedliwia się: „Muszę cię na chwilkę opuścić i spróbować szczęścia. Bez wody nie zajdziemy nigdzie” (WP, III: 257). Mógł się poddać i czekać bezczynnie na śmierć, ale zaufał, zaryzykował i znalazł wodę. Można by tu zacytować słowa Gimlego do Pippina i Merry’ego, gdy hobbici opowiadali reszcie Drużyny o swoich losach w rękach orków: „Sprzyjał wam szczęśliwy przypadek, ale też chwyciliście go, można by rzec, obu rękami” (WP, II: 207). Bo szczęściu trzeba pomagać. Jeśli się je przeoczy, jeśli nie znajdzie się odwagi, by o nie walczyć, możemy tylko, patrząc wstecz, mówić o pechu, który się nam przydarzył.

Ład i porządek w Śródziemiu

 Przygody elfów, hobbitów, czarodziejów czy ludzi miały miejsce w różnych czasach, w różnych krainach. Niby tak odległe, a wszystkie w mniejszym lub większym stopniu dążyły w jednym kierunku, do jednego punktu w historii Śródziemia. Patrząc na nie jako na całość dostrzegamy, że w Śródziemiu istnieje pewien ład, którego źródłem jest Opatrzność, Iluvatar, Jedyny – różnie Go nazywają. Ład, który trzeba umieć dostrzec i dać mu się prowadzić. Ponadto, jest tu i miejsce dla wolnej woli, bo to indywidualne decyzje naszych bohaterów, szczególnie hobbitów, pomogły im dojrzeć i umożliwiły im dalszą walkę o przetrwanie, a koniec końców, o Shire.

Na koniec cytat z Dodatku A do „Władcy Pierścieni” - cytat, który broni się sam:

 „Wreszcie los zdarzył, że Thorin spotkał Gandalfa, i to spotkanie nie tylko rozstrzygnęło o dalszych losach plemienia Durina, lecz doprowadziło do innych jeszcze, o wiele donioślejszych zdarzeń. (…) Gandalf tłumaczył to potem Gimlemu i Frodowi (…) >> Ilekroć pomyślicie o bitwie w Pelennorze, nie zapominajcie też o bitwie w Dal i męstwie Durinowego plemienia. Zastanówcie się, co mogło się zdarzyć. Ogień smoczy i szable dzikusów w Eriadorze, ciemności nad Rivendell. Mogłoby nie być królowej w Gondorze. Moglibyśmy po zwycięstwie wrócić tu do ruin i zgliszcz tylko. Tego wszystkiego uniknęliśmy, ponieważ w pewien przedwiosenny wieczór przed laty spotkałem w Bree Thorina Dębową Tarczę. Zbieg okoliczności – jak mówią w Śródziemiu!” (WP, III: 461-464)

PS. Oczywiście na ten temat wydano już wiele artykułów i napisano wiele książek. Dociekliwym polecam bardziej poważne opracowania:

  1. T. A. Shippey, „Droga do Śródziemia” (zwłaszcza rozdział nr 5: „Przeplatanki i Pierścień”)
  2. Paul H. Kocher, ‘Master of the Middle-earth. The Fiction of J.R.R. Tolkien’ (chapter iii: ‘Cosmic Order’)
  3. Kathleen E. Dubs, ‘Providence, Fate and Chance: Boethian Philosophy in The Lord of the Rings’ (w książce: ‘Tolkien and the Invention of Myth’)

Cytaty zapożyczone z następujących książek:

  1. J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni” (Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., Warszawa 2002; tłum. Maria Skibniewska; wydanie trzytomowe); oznaczenie: WP, liczba rzymska to numer tomu.
  2. J.R.R. Tolkien, „Listy”(Zysk i S-ka Wydawnictwo s.c., Poznań 2000; tłum. Agnieszka Sylwanowicz);
  3. J.R.R. Tolkien, „Silmarillion” (Wydawnictwo Amber Sp. z o.o., 2002; tłum. Maria Skibniewska); ozn.: S
  4. Wyróżnienia w cytatach dokonane przez autora tekstu

Tekst jest luźno oparty na jednym rozdziale z mojej pracy magisterskiej: „Pojęcie przeznaczenia w mitologii J.R.R. Tolkiena” (Uniwersytet Śląski, Katedra Filologii Angielskiej, Sosnowiec 2005)

Ilustracje autorstwa Katarzyny Kariny Chmiel-Gugulskiej (kasiopea.art.pl)

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: