Poczet Poczciwych Antagonistów: Najbardziej W-Świątecznym-Nastroju Pośród Mrocznych

Poczet Poczciwych Antagonistów: Najbardziej W-Świątecznym-Nastroju Pośród Mrocznych


Autor: Lucyna Markowska

 

No i doczekałam się. HBO bierze się za „Mroczną wieżę”. Nie wystarczało im to, co zrobili z sagą Georga R. R. Martina. Jest przecież jeszcze wiele powieści z kręgu amerykańskiej fantastyki, której nie udało im się *!@#$, czytaj: „urzeczywistnić”. Ale mówię sobie: chillout, baby. Bez nerwów.
King jakoś nigdy nie był wysoko na mojej liście ulubieńców, więc płakać nie będę. Facet, owszem, pomysły ma przeważnie trafione - gorzej z realizacją. Zresztą, sami wiecie. Wracając więc do ekranizacji, pomyślałam: a co tam! Najwyżej trochę się pośmieję. A skoro już odgrzebano temat – ja również postaram się postępować zgodnie z modą. W dzisiejszym odcinku cyklu o naszych uroczych antagonistach wystąpi sam pomocnik Świętego Mikołaja! A nie, przepraszam, zła kartka, zawsze mi się mylą ci dwaj, są tacy podobni: posłaniec Króla w Czerwieni – Pan Randall Flagg! Oklaski!
— IIIIIIIIIII! NIE WAŻ SIĘ ZE MNIE DRWIĆ! NIE WAŻ SIĘ!
IIIIIIIIII!
- Karmazynowy Król, Mroczna Wieża VII – Mroczna Wieża
Oczywiście, będą spoilery, ale o tym już wiecie, zatem bez pretensji proszę. Zwłaszcza, że jak widzicie, temat jest już świąteczny, więc trzeba zadbać o odpowiedni nastrój. I sami chyba przyznacie – przynajmniej ci, którzy przebrnęli przez cykl o Mrocznej Wieży, że brodaty staruch o czerwonych oczach na końcu to nie było to, czego spodziewaliście się po najważniejszym „villainie” serii. Dla niedowiarków, cytat z ostatniego tomu: Karmazynowy Król błyskawicznie urósł i po raz pierwszy w życiu Roland ujrzał dokładnie to, co sobie wyobrażał: starca z ogromnym nochalem, haczykowatym i woskowobiałym; czerwone wargi płonące w śniegu obfitej brody i śnieżnobiałe włosy opadające na plecy, niemal do chudych pośladków. Zaróżowiona twarz władcy spoglądała na wędrowców. Król nosił jaskrawoczerwoną szatę, tu i ówdzie zdobioną błyskawicami oraz kabalistycznymi symbolami. Susannah, Eddie i Jake powiedzieliby, że wygląda jak Święty Mikołaj. Roland uznał, że starzec wygląda na tego, kim był: wcielonego diabła. I chociaż Król bardziej pasowałby nam tematycznie do okoliczności, a także jest w hierarchii wyżej od Flagga, to nie mam serca pisać o takiej żałosnej namiastce antagonisty. Przepraszam. To ponad moje siły. Jego popychadło przynajmniej utrzymywało jakiś poziom… do czasu. Póki nie zostało zamordowane przez robaczka, który z kolei został zabity przez wombata, ale to już inna historia. Skupmy się zatem na Randallu z różnych odsłon powieści, gdzie jeszcze przynajmniej da się o nim powiedzieć coś miłego.
(Znalazłam zdjęcia – poza pierwszym i drugim, gdyby ktoś miał jednak wątpliwości – pochodzące z doskonałej ekranizacji Bastionu z 1994 roku w reżyserii M. Garrisa… Poważnie, kupiliście to? Tak czy inaczej poświęciłam się i musiałam to dzieło ponownie przejrzeć w ramach prezentu dla czytelników! P.S. Obsesyjnych fanów Kinga uprasza się o nieczytanie dalszej części tekstu. Nie chcę potem obawiać się otwierać świątecznych paczek).

Origins

Flagg po raz pierwszy pojawia się na kartach powieści w Bastionie z 1978 roku, ale King poskąpił nam wtedy informacji o jego prawdziwych początkach. Historie tegoż niezwykłego bohatera uzupełnił dopiero w tomie pt. Oczy Smoka z 1987 roku, dzięki czemu dowiadujemy się, że nasz milusiński zaczynał karierę jako podstarzały czarnoksiężnik… i wszystko wskazuje na to, że nie musi przejmować się wiekiem. Randallowi zdarza się umierać i powracać do fabuły, po strzepaniu kurzu z ubrania, jakby nic poważniejszego się nie stało. Jeśli jednak uwzględnimy, jak dobrze potrafił zorganizować się w Bastionie – to przynajmniej wtedy zasłużył sobie na tytuł złego lorda. Pomagierzy, siedziba, nieustanna walka z tymi dobrymi, prawdziwa groza, którą budził w sojusznikach i wrogach… Ach, piękne czasy! King zadbał jednak, aby taki budzący szacunek wizerunek nie utrzymał się zbyt długo. W Mrocznej Wieży zdradza nam bowiem, że naprawdę Flagg urodził się w krainie Delain i nosił imię Walter Padick, a także w wieku 13 lat padł ofiarą gwałtu, co później przyczyniło się do jego niezbyt przychylnego dla otoczenia nastawienia. Delikatnie mówiąc. Dość nietypowa przeszłość dla antagonisty. Owszem, o różnych traumach już czytałam, ale Flagg ma się czym wyróżnić spośród reszty złych lordów. Mniej więcej od tego momentu pisarz robił wszystko, co w jego mocy, by postać Randalla zamiast strachu budziła co najwyżej politowanie.

Motyw i Działanie

Flagg uwielbia intrygi i trzeba mu przyznać, że zna się facet na manipulacji. W Oczach Smoka potrafił skutecznieppa - randall flagg 2 napuszczać na siebie braci, podsycając w nich żądzę władzy, zwykle wie także jak pokierować ludźmi, by zrobili dokładnie to, czego od nich oczekuje. Odnajdywanie słabych stron, zwodzenie i wreszcie zastraszanie, to jego stały arsenał sztuczek. Kiedy wymaga tego sytuacja nie omieszka działać nieco subtelniej, jak chociażby ofiarując złudną nadzieję – jak podczas rozmowy z Dayną Jurgens w Bastionie. Zdarza mu się być także bardziej bezpośrednim i skorzystać po prostu z trucizny, albo wymuszać wyjawienie tajemnic przy użyciu telepatii. W końcu jest czymś w rodzaju maga, co nie?
Gdyby jednak zastanowić się nad ogromem pracy włożonej w realizację, trzeba przyznać, że motywacja Flagga nie prezentuje się już tak imponująco. Po pierwsze: chce się dostać na szczyt Mrocznej Wieży, po drugie: zamierza sprawdzić czy coś tam jest i co widać ze szczytu, po trzecie: raz na zawsze i ostatecznie zabić rewolwerowca Rolanda. Po raz kolejny posłużę się dla uściślenia świeżutkim cytatem z powieści: Walter o'Dim wędrował długo i pod różnymi nazwiskami, ale Wieża zawsze była jego celem. Tak jak Roland, chciał wspiąć się na jej szczyt i zobaczyć, kto tam mieszka. Jeśli w ogóle ktoś tam jest. Nie należał do żadnej z klik, sekt, odłamów i frakcji, które powstały w tych niespokojnych czasach chylącej się do upadku Wieży, chociaż posługiwał się ich insygniami, kiedy było to dla niego korzystne. Na służbę Karmazynowego Króla wstąpił później, tak jak później służył Johnowi Farsonowi, Dobremu Człowiekowi, który doprowadził do upadku Gilead, ostatniego bastionu cywilizacji, topiąc je w morzu krwi.
Od czasu do czasu podejmuje także próby zniszczenia świata, ale efekty są marne. Potrafi przegrać dosłownie z każdym. Gdyby próbował odebrać dziecku przysłowiowego cukierka, prawdopodobnie potknąłby się podczas ucieczki i rozbił czaszkę o płytę chodnikową. Szczerze? Spodziewałam się po nim czegoś więcej. Mimo to jego motywacja nie była nawet w połowie tak rozczarowująca, jak finalny opis Karmazynowego Mikołaja.

Osobowość i Image

ppa - randall flagg 3A skoro ponarzekałam, to trzeba i chłopaka pochwalić, bo osobowość miał on naprawdę zacną. Randall Flagg, Raymond Fiegler, R.F., Walter o'Dim, Marten Broadcloak, Richard Fannin… Facet może nie miał wielu tytułów (było coś wspomniane o „mrocznym mężczyźnie”), ale z pewnością nie wzdrygał się przed wybraniem przydomku. Albo też nie mógł się zdecydować, które imię stanowiące wariacje zestawień „F” z „R” podoba mu się najbardziej. Jak pamiętacie, uwielbiam antagonistów z poczuciem humoru, (niestety, tym razem bez cytatów jego powiedzonek, bo zrobiło się nam tego już trochę za dużo), Flagg zaś odznaczał się wyjątkowo czarującym stylem bycia – przynajmniej w niektórych tomach. Nie przestawał się szczerzyć, wiedząc, że uśmiech i optymizm to najszybsza droga do sukcesu. Na jego twarzy malowała się mroczna wesołość – i gdyby przyszło ci na myśl szukać jej w sercu owego człowieka, z pewnością byś ją tam odnalazł. Było to oblicze nienawistnie szczęśliwego człowieka, oblicze, na widok którego kelnerkom w przydrożnych barach wypadały z rąk szklanki, a dzieci na trójkołowych rowerkach wjeżdżały na drewniane płoty, a potem z trójkątnymi drzazgami powbijanymi w kolana, płacząc w niebogłosy, biegły do swoich rodziców. To oblicze gwarantowało, iż każda niewinna barowa sprzeczka zamieni się w krwawą jatkę. (Heh, obawiam się, że wymienione tu kilkulatki i barmanki to jego największe sukcesy… Przy okazji smakowity przykład porównań w stylu Kinga.) Tak czy inaczej, miał w sobie luz i studencką zdolność do olewania rzeczy ważnych, przez co wydawało się, że utrzymuje wszystko pod kontrolą. Bo jak facet, który na co dzień nosi różne zabawne przypinki (czaszami jest to żółty uśmieszek, innym razem symbole nawiązujące do szefa – Karmazynowego Mikołaja), proste dżinsy i szpiczaste kowbojki może nie wygrać? (Przy okazji: koszmar stylisty). Otóż okazuje się, że może. A przynajmniej robi wszystko co w jego mocy, by przypadkiem nie znaleźć się po stronie zwycięzców.

Akty bezsensownego okrucieństwa… albo?

Jeeeeej! Powracamy do fenomenalnej kategorii, która odróżnia prawdziwych złych, od podszywających się szaraczków. Szczęśliwie, Randy nie ma problemów z podejmowaniem zupełnie pozbawionych sensu działań, które w najlepszym wypadku poprawią mu trochę humor, w najgorszym zaś będą pierwszym krokiem ku jego całkowitej klęsce. Na pierwszy rzut oka, moglibyśmy pomyśleć, że to działania typowe dla „złego lorda”, ale jeśli czytaliście ten artykuł uważnie, zauważyliście już pewnie, że Randy słabo wpisuje się w schemat. Coś tu nie gra i macie rację. Za tymi aktami kryje się znacznie więcej.
Jak przekonacie się w dalszej części artykułu, Flagg cierpi na przypadek osobowości chwiejnej emocjonalnie (moja autorska teoria, którą za chwilę uargumentuję).
Po pierwsze: osoby cierpiące na wspomniane zaburzenie mają problemy z kontrolowaniem gniewu (patrz przypadek Nadine), przejawiają niestabilność emocjonalną, impulsywność, ochotę wyżycia się na innych, co łączy się często z przeinaczonym obrazem samych siebie i niepewnością co do celów, a także niestabilnym i kapryśnym nastrojem.
Po drugie: u podłoża zaburzenia często leży trauma przeżyta w dzieciństwie – tu chyba nie muszę wyjaśniać.
Po trzecie: powtarzające się groźby lub działania o charakterze autoagresywnym – w skład tego wchodzi podpalanie, cięcie i różne formy samookaleczenia. Nie mieliście niekiedy wrażenia, że on sprowadza na siebie porażki świadomie?
Po czwarte: tendencje do uwikłania w intensywne i niestabilne związki, prowadzące często do kryzysów emocjonalnych – Karmazynowy Mikołaj, anyone?
Po piąte: wyraźna tendencja do nieoczekiwanych działań bez zważania na konsekwencje/trudność utrzymania jakiegokolwiek kursu działań, który nie wiąże się z natychmiastową nagrodą.
Poprzestanę na tym i zakończę wymienianie, bo jeszcze sporo by tego było, a na pierwszy rzut oka widać, że to przypadek iście podręcznikowy. Nie jest to zresztą pierwszy antagonista z zaburzeniami.

Ukochana arcyłotra

Dobra, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś powrócę do tej kategorii. Życie jednak wciąż nas zaskakuje. Ci, którzy czytalippa - randall flagg 4 Bastion zapewne wiedzą, że spora część powieści z udziałem Flagga poświęcona jest tam wątkowi romantycznemu… Jasssne. Ok, ok! Tylko żartowałam. Wątkowi zdecydowanie nieromantycznemu, bo przed randką nie było nawet kwiatów, za to sypianie z innym facetem jak najbardziej i to za przyzwoleniem R.F. Tak czy inaczej, Randall upatrzył sobie dziewoję, która miała być idealną kandydatką do obdarzenia go progeniturą. Nasz demoniczny czarnoksiężnik zapragnął być tatusiem! Słodkie. Nachodził biedaczkę w snach i straszył, aż zrezygnowana udała się wreszcie na spotkanie. Pożycie małżeńskie nie było jednak zbyt szczęśliwe i zgwałcona, a następnie zabrana do Las Vegas, Nadine Cross stwierdziła, że nie jest jeszcze gotowa do macierzyństwa. W efekcie coś tam napomknęła, wieszcząc, o upadku ukochanego i ‒ jak to pomiędzy parami bywa ‒ od słowa do słowa, aż została przez Flagga wyrzucona przez okno. Zdarza się. Koniec końców zaoszczędzili na adwokacie i ominęli żmudny proces ustalania godzin wizyt, bo nienarodzone dziecko okazało się zupełnie nieodporne na upadek z wysokości. Mimo trudnego początku w finale wszyscy byli zadowoleni. Prawie.

 Na zakończenie

Mimo podśmiewywania się przyznaję, że Flagg był postacią sympatyczną. Trochę się biedakowi ode mnie oberwało. Nie jest on może wzorem złego lorda, który wstrząśnie wyobrażeniami czytelników, ale przynajmniej jakiś ślad w pamięci po sobie pozostawia. Chociażby iście tragicznym końcem… wspominałam już o tej historyjce z robakiem? Tak, nie? Ci co czytali pewnie i tak doskonale wiedzą o co chodzi. Przyznajcie, trudno o czymś takim zapomnieć. Czy zatem stary, dobry Randy był naprawdę złym lordem? Może bez wstydu wystąpić w szeregu obok innych bohaterów tegoż cyklu? Pozostawiam decyzję Wam. Czasami mu się cosik udawało, przeważnie jednak robił za „porucznika”, prawą rękę, albo nazywajcie to jak chcecie. Żadna zasługa, zważywszy że jego bezpośredni przełożony był kompletnym wariatem.
Tymczasem Wesołych Świąt i oby Karmazynowy Mikołaj był dla Was szczodry w tym roku. A przynajmniej miał przy sobie coś więcej niż kilka granatów do rozdania. Do następnego!
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: