Poczet Poczciwych Antagonistów: Najbardziej Magnetyczny Pośród Mrocznych

Poczet Poczciwych Antagonistów: Najbardziej Magnetyczny Pośród Mrocznych


Autor: Lucyna Markowska
Nie tak dawno temu tłumaczyłam się: dlaczego nie sięgam po komiksowych antagonistów. Przypomnę, że moje x2wątpliwości dotyczyły tych wszystkich alternatywnych rzeczywistości i odmiennych koncepcji twórców. Sami wiecie, czasami trudno się w tym wszystkim połapać, zwłaszcza, jeśli serie się wzajemnie przenikają, jedne kończą, drugie zaczynają. Prawdziwe bagno.
Wygląda jednak na to, że po raz drugi złamię zasadę. Oto bowiem mamy kolejną premierę kinową! (A przynajmniej ta miała miejsce, kiedy zaczęłam pisać, więc warto poświęcić tematowi słówko lub dwa). Chodzi oczywiście o hit „X-men: Pierwsza klasa”, który to film uznałam za parodię po zobaczeniu trailera, póki nie zostałam wyprowadzona z błędu. Nauczona doświadczeniem z seansów ostatnich trzech części, wiedziałam, że szkoda tracić na wycieczkę do kina czas i pieniądze. Filmu zatem nie zobaczyłam, ale i tak o mutantach napiszę. Czemu nie? Wolny kraj. A trochę tam podejrzanych typów mamy… znaczy się wśród mutantów, choć w kraju również.
Ta-ta-ta-dam! Szybka selekcja i oto jest: Magneto. Dlaczego on? A pamiętacie jak w poprzedniej części zastanawiałam się nad antagonistą, który doczekał się progenitury? No to już wiecie. A jeśli te dwa powody (dzieciaki i premiera) nie wydają się wam przekonujące, dorzucę jeszcze trzeci: jest lato, wszędzie jeżdżą rowerzyści i motocykliści, a on ma oryginalny hełmo-kask. Wystarczy? (Ostrzeżenie: dla własnego dobra, nawet nie próbujcie rozgryźć tego łańcucha skojarzeń).

 Origins

 Stworzony przez Stana Lee (tak, TEGO Stana Lee) i Jacka Kirby’ego (też powinniście kojarzyć), Magneto zadebiutował w „X-Men #1”. Obrazek okładki z boku. Można sobie porównać, jak polepszył się sposób rysowania postaci w Ameryce… a nie czekajcie, przecież się nie polepszył. Cofam. Ewoluowali za to ludzie w wyobraźni scenarzystów, bo w przeciwnym wypadku historyjka o mutantach nigdy by nie powstała. A było to w 1963 roku, kiedy rodzice nawet jeszcze wielu z nas – czytelników – nie planowali. (Choć wielu z nas nie planowali też znacznie później… i później… Nieważne. Każdy musi tę kwestię z rodzicielami indywidualnie omówić. Ja już moim wybaczyłam).
Tak czy inaczej był to rok, w którym narodził się facet w śmiesznym, choć do dziś rozpoznawalnym, kostiumie. Z obowiązkowymi majtkami na spodniach. Magneto, znany też pod nazwami: Magnus, Erik Lehnsherr, Max Eisenhardt i „Najniebezpieczniejszy mutant na ziemi”– może poszczycić się iście tragiczną historią, której pozazdrościłoby mu wielu antagonistów. Będąc pochodzenia żydowskiego przebywał w niemieckich obozach zagłady w czasie II Wojny (nie miał więc przyjemnych wspomnień z Polski). Kilka lat później próbował naprawić choć skrawek zepsutego świata i leczył rannych żołnierzy w Izraelu (gdzie poznał Charlesa Xaviera). Znajomość ta zaowocowała ideą kształcenia młodych mutantów. Tak powstała ich niedzielna szkółka, gdzie razem budowali lepszą przyszłość. Do czasu. Magneto bowiem szybko zmienił zdanie i zaczął gadać o wyższości homo superior nad homo sapiens. Tyle na początek w komiksie. W wielkim uproszczeniu.
Zainteresowani zapewne westchną teraz ze smutkiem, gdyż film poświęcony początkom Magneto nigdy nie powstanie. Mimo iż takowy znajdował się w planach. Niestety, wycofano się ostatecznie z tego pomysłu i go porzucono. Choć niektórzy twierdzą, że produkcja jedynie się opóźni o kilka lat. W optymistycznych prognozach miałby się pojawić w 2013 r., ale to już po końcu świata, więc nie wiem kto go obejrzy. Sam Ian McKellen chyba już nie czuje się dobrze w tej roli, gdyż został zastąpiony przez Michaela Fassbendera w produkcji „X-men: Pierwsza klasa”. Nie mam jeszcze zdania czy wyszło to serii na dobre. Póki co porzućmy rozważania nad niepewną przyszłością. Skupmy się na Magneto.

Motyw i Działanie

Przyznam szczerze, że lubię faceta. Ma bardzo czytelny i konkretny program polityczny. Niektórzy mogliby pozazdrościć (albo nawet się uczyć). Żadnych niedomówień, wątpliwości, motywacji w stylu: „Zostanę złym lordem, bo nie mam co robić w sobotnie wieczory, a w bingo gramy tylko w niedziele”. Magneto pragnie lepszego świata dla mutantów. Nieważne czy stanie się to kosztem ludzi – choć na różnych etapach swojej egzystencji próbował jeszcze znaleźć z nimi nić porozumienia, ot chociażby proponując im rolę popychadeł i służby. Aby zrealizować ten szczytny plan, gotów jest stać się terrorystą, a skoro już przekroczył wszelkie granice, to znacie to powiedzonko, że cel uświęca środki? No i właśnie.
O działaniu też można sporo opowiedzieć. Na początek wystarczy wspomnieć, że Magneto stracił wiarę w pokój. Irytują go także mutanci, którzy nie chcą/nie potrafią walczyć o swoje. Uwielbia za to otaczać się podobnie myślącymi fanatykami, z którymi raz na jakiś czas próbuje zgładzić/spacyfikować/podporządkować sobie ludzkość. Raz za pomocą mocy, raz za sprawą szeroko pojmowanych narzędzi negocjacji, jak chociażby atomówki. Podejmował także próby stworzenia własnego państwa, ale zawsze coś stawało mu na drodze. Rebelianci, rząd, wreszcie sam Apokalips… dyktatura to ciężki kawałek chleba. Bawił się także artefaktami, dzięki czemu udało mu się powołać do istnienia „Mutanta Alfa”.
Paradoksalnie, na przekór obrazowi fanatyka idealnego, Magneto zdarza się popełnić dobry uczynek. Ot, chociażby jak przejęcie kontroli nad utrzymaniem stabilności budynków, w czasie trwania trzęsienia ziemi. Dlaczego to robi? Trudno orzec. Chyba bardziej z przyzwyczajenia do Xaviera i X-menów, niż prawdziwych chęci. Zwykle dzieje się tak w przypadkach, gdy chodzi o powstrzymanie ludzkich organizacji, zagrażających wszystkim w równej mierze. Ma więc na tyle rozsądku, by pomagać innym homo superior, gdy sytuacja robi się naprawdę gorąca.

Osobowość i Image

x3Jako samozwańczy dyktator, czy też ex-dyktator, zależy o której części/rzeczywistości mówimy, Magneto odznacza się niebywałą charyzmą i potrafi skutecznie robić pranie mózgu innym mutantom. I to bez cziterskiej telepatii, jak Xavier. Ma po prostu w sobie to „coś” (przenikliwe niebieskie oczy? – ważna rzecz w polityce), co sprawia, że ludzie… przepraszam, homo superior, chętnie za nim podążają. Na ironię, była ofiara prześladowań, później sama sieje nietolerancję i używa „języka nienawiści”. Jest więc w Eryku nieco z hipokryty. A może właśnie zetknięcie z ogromem ludzkiego okrucieństwa sprawiło, że woli pozostawać czujnym? Tylko luźne rozważania.
Ostrożny przywódca to przywódca idealny. Ale to i tak nic wobec jego mutanckich mocy. Magneto potrafi kierować polem magnetycznym, a także je wytwarzać. Dzięki temu może sobie nawet lewitować w fioletowo-czerwonej i paskudnej zbroi. W filmach robił także sztuczki w żelazem w ciele ludzkim. Słowem, dajcie facetowi śrubkę, a wytłucze całą armię. Na zdjęciu – Erik z kasko-hełmem. Tak jak mieliśmy nieprzyjemność poznać go w filmie. Z całym szacunkiem dla aktora. Nic zatem dziwnego, iż przy takiej kombinacji, zdolności jego spotkania z Wolverinem bywają dla obu stron szczególnie nieprzyjemne. Raz skończyło się nawet wyrwaniem adamentium z ciała „niezniszczalnego” Rosomaka. Po szczegóły zapraszam do lektury.

Gadżety i aranżacja wnętrz

Jeśli chodzi o bazę operacyjną to Magneto wykazał się prawdziwą oryginalnością. Wyliczając wspomniane wcześniej państwa, posiadał on na własność asteroidę „M”. Oczywiście, przy użyciu magnetycznych mocy potrafią ją do woli rozbudowywać, sterować, a nawet zniszczyć, jeśli zachodziła taka potrzeba. Kompleks stanowił skomplikowane połączenie kilku poziomów, pokładu obserwacyjnego, hangarów i stacji medycznej. Doczekała się także kilku, przeważnie ulepszonych wersji i odegrała istotną rolę w stosunkowo nowym rozdziale historii o mutantach pt. „Utopia” (początek 2009 r.).
A skoro już o kasko-hełmie wspominałam, należałoby trochę rozszerzyć wątek. Według filmu (i niektórych komiksów) to właśnie śmiesznemu nakryciu głowy mistrz magnetyzmu zawdzięcza nieprawdopodobną odporność na ataki telepatyczne. Przynajmniej w logiczny sposób wytłumaczono przyczynę jego noszenia. Zawsze to jakaś przewaga w starciu… i koszmar stylisty zarazem. Przynajmniej płaszcz ma przepisowy. Powiewający. Mroczny. No dobra! Hełm też ciekawie zaciemnia twarz, dzięki czemu Erykowi widać tylko oczy.

Słudzy

x4Ponownie sprawa łatwa i przejrzysta: Xavier założył Szkołę Dla Utalentowanej Młodzieży, więc Magneto mu jej pozazdrościł i stworzył „Brotherhood of Evil Mutants” (Bractwo Złych Mutantów), którzy debiutowali w X-Men #4 (Marzec 1964 r.).
Jak widzicie, Magneto długo i solidnie zastanawiał się nad odpowiednio chwytliwą nazwą, która nie tylko wpadałaby w ucho i dobrze oddawała szeroko rozumianą działalność organizacji. Niestety, „Troskliwe Misie” były już zajęte. Przeprowadzono głosowanie. Siłą rzeczy w tytule musiało pojawić się coś o „mutantach”, większość dobrze czuła się z „bractwem”, a zdecydowanie wszyscy byli za członem „zły”. Wiwat demokracja! Na marginesie, w późniejszych czasach scenarzyści starali się na różny sposób uporać z tą niefortunną nazwą, nadając jej nieco ironicznego wydźwięku, albo skracając według uznania. Doprawdy nie wiem co mogło się im nie podobać. Przynajmniej od razu wiadomo o co chodzi.
Sprawy techniczne za nami. Czas skupić się na kwestii zespołowej. Magneto nie kłopotał się długo z doborem drużyny. Choć było wśród mutantów więcej transferów niż wśród piłkarzy czy polityków. W pewnym momencie ma się wrażenie, że każdy bohater należał do wszystkich istniejących organizacji. Nawet nie próbujcie się w tym połapać. W każdym razie: Magneto z miejsca zrekrutował swojego syna i córkę – Pietra i Wandę Maximoff, bliźnięta znane jako Quicksilver i Scarlet Witch, które urodziła mu cyganka, Magda. Nie można jednak powiedzieć, by darzyli ojca szczególnie gorącym uczuciem. Zwłaszcza na początku, gdy obwiniają go o śmierć matki. Wyznanie w stylu Dartha Vadera nie sprawia więc, że rzucają się w jego objęcia (Magneto, nie Vadera) – a wręcz przeciwnie, stają się jeszcze bardziej nieufni i ostrożni. Widać zatem, że coś jednak po ojcu odziedziczyli poza mutacją. A skoro już o dzieciakach mowa, Eryk miał jeszcze dwie córki. Jedna umarła wkrótce po opuszczeniu obozu, a druga przyłączyła się do X-menów i znana była jako Polaris (Lorna Dane). Wyjątkowo, ta ostatnia, ma nawet zdolności zbliżone do ojca, choć oczywiście nie aż tak potężne. Ufff… Jakby dodać do tego jeszcze wnuczęta to robi się nam niezły tłok. Co jak co, ale trzeba oddać facetowi, że jest niezwykle rodzinny. Ręka do góry: ilu znacie antagonistów, którzy w rubrykę „stan cywilny” bez zażenowania wpisują „wdowiec”? (Dodajmy, że nie ze swojej winy!)

Wróg Prywatny

Na pierwszym miejscu należałoby opisać dziwną relację z Xavierem. Mistrz telepatii i magnetyzmu są trochę jak stare małżeństwo. Nie zgadzają się, ale szanują. Trudno też im się definitywnie ze sobą rozstać – z przyzwyczajenia. Kiedy Xavier uważa, że ludzi należy uświadamiać i uczyć tolerancji, Erik już dawno postanowił, że ruszy na drogę ku władzy. Szczęśliwie, żaden z tych bohaterów nie jest ani czarny, ani biały, a choć się ideologicznie uzupełniają, każdy ma swoje „za uszami”. Potrafią także współpracować, kiedy wymaga tego sytuacja, ot chociażby przeciwko ludzkim radykałom, których jedynym celem jest eksterminacja mutantów. A że różnią się w szczegółach? To już naprawdę drobnostka. Warto zaznaczyć, iż w pewien sposób Xavier lituje się nad Erykiem. Zdarzało się, iż w przypadku domniemanych śmierci swego arcywroga, nosił po nim coś na kształt żałoby. Również Magneto kilkakrotnie zmieniał front, aby pomścić krzywdy doznane przez Xaviera, albo po prostu pomóc w jego leczeniu. Naprawdę skomplikowane układy.
x5
Poza profesorem nie można zapominać o tytułowych X-menach, którzy potyczki z Magneto mają uwzględnione w swoim zwyczajowym planie dnia. Albo tygodnia. Miesiąca. Zależy. Zwłaszcza na początku serii. Potem sprawy się znacznie bardziej komplikują. Tak jak w przypadku Xaviera, Magneto uczy się doceniać X-menów. Do każdego wroga da się w końcu przyzwyczaić. Zawierane kilkakrotnie sojusze, również odcisnęły swoje piętno i teraz nie można już mówić, że on i wychowankowie Profesora stoją po obu stronach barykady. Zwłaszcza na tle kilku komiksowych wydarzeń.

Na zakończenie

Ponownie przyjdzie mi skrócić zakończenie do niezbędnego minimum z powodu małej ilości miejsca. Podejrzewam, że prędzej czy później złamię się i zapoznam z kolejnymi, filmowymi przygodami X-menów. Najwyżej potem będę narzekać. Jak zwykle. Ale da się chyba do tego przyzwyczaić. Nie przeczę, że może zobaczę nawet ten nieszczęsny początek historii Magneto, jeśli kiedykolwiek powstanie. Albo jeśli po 2012 r. świat dalej będzie stał na swoim miejscu. W każdym razie marvelowe uniwersum zyskało w cyklu o antagonistach swojego reprezentanta. Jak nadarzy się okazja, to może ktoś się jeszcze do niego przyłączy. Póki co mistrz magnetyzmu będzie musiał poradzić sobie sam. Ale co to za wyzwanie, dla kogoś, kto nie ma w zasadzie słabych stron? Naukowcy twierdzą, że w pewien sposób wszyscy jesteśmy mutantami. Ja tam jednak dostrzegam różnicę w jakości. I niech nikt mi nie mówi, że natura jest sprawiedliwa…
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: