Poczet Poczciwych Antagonistów: Najbardziej Chorowity Pośród Mrocznych

Poczet Poczciwych Antagonistów: Najbardziej Chorowity Pośród Mrocznych


Były już filmy, animacje, komiksy czas więc powrócić do książek. Przynajmniej chwilowo. Tak sobie pomyślałam, że skoro zmieniam już gatunek, może warto by też było rzucić światło na nieco inną profesję. Jak bowiem powszechnie wiadomo, nasi mroczni milusińscy nie biegają jedynie z wielkimi dwuręcznymi mieczami, ale też dość powszechnie parają się magią. Przynajmniej ci wszechstronnie wyedukowani. Tym sposobem wybór padł na czarodzieja (owszem, pisałam już o Gargamelu, ale czas na prawdziwego specjalistę w swojej dziedzinie). Po kilku szybkich „za i przeciw” padło bodaj na najbardziej rozpoznawalnego bohatera świata Dragonlance – chwila uwagi dla Raistlina Majere!
Ok, ok! Pewnie zastanawiacie się na kiego grzyba odgrzebałam takie literackie truchło? Ano właśnie dlatego! Chodzi o jego staż. By jednak w pełni się usprawiedliwić potrzebne będzie krótkie wprowadzenie. Pamiętacie jeszcze show, parodiujące gwiazdy współczesnej kultury, o wymownej nazwie Celebrity Deathmatch (w Polsce pod tytułem Pojedynek gwiazd), emitowany przez MTV od 1998, w którym postacie zrobione z plasteliny walczyły ze sobą na śmierć i życie?
Podobny pomysł został niedawno odgrzebany przez internetowy serwis suvudu.com (Cage Match 2010) – tym razem jednak w szranki stanęły nie gwiazdy kina czy sceny muzycznej, ale bohaterowie naszych ulubionych powieści fantastycznych. Zaskoczeni? Jest czym. Otóż popularność zabawy przerosła oczekiwania organizatorów, wkrótce bowiem przyłączyli się do niej sami pisarze, by z własnej perspektywy opisać wojenne potyczki literackich podopiecznych. Ale ja nie o tym. Mój problem pojawił się w momencie, gdy Raistlin Majere został praktycznie zdeptany przez… (aż trudno mi to napisać)… Dumbledora! Tak! Tego starego dziada! (http://suvudu.com/2010/03/cage-match-2010-round-2-6-raistlin-majere-versus-11-albus-dumbledore.html). Mroczni bogowie, tyle czasu minęło, a ja wciąż to przeżywam… Chyba już nigdy się z tym nie pogodzę. Tak czy inaczej postanowiłam ruszyć z kagankiem oświaty i pokazać czytelnikom (zwłaszcza młodszego pokolenia), że istnieje fantastyka poza Harrym Potterem.
W miejscu tym – wyjątkowo – ostrzeżenie przed spoilerami.
Wtrącenie 1#: Jeśli znacie cykl to zapraszam dalej, jeśli nie - to czytacie na własną odpowiedzialność.
Wtrącenie 2#: No! Co by nie było potem pretensji, że komuś lekturę zepsułam.
Wtrącenie 3#: Ogólnie w tym miejscu planowałam zrobić przerwę na reklamy (prawda, że mroczny plan? Prawda?), ale sponsorzy się nie pojawili.
Zabawna puenta: …
Powracając do przerwanego wątku, czyli nowego antagonisty. W miejscu tym pewnie przynajmniej kilku osobom nasunęło się pytanie: czy Raistlin jest w ogóle „nieprzyjacielem”? Kto czytał książki ten zapewne wie, że owszem, zmienił on front, kolor szat i znajomych, ale niezupełnie pasuje do roli „przeciwnika bohaterów”. To bardziej typ „błądzącego protagonisty”, co na potrzeby tego tekstu nie sprawi nam większej różnicy. Dusza czarna czy szara – wszystko jedno, bo nikt przecież nie zaprzeczy, że Raistlin spełnia wszystkie wymagania by zostać ochrzczonym „złym lordem”. Szukanie zaś takich rodzynków to nadrzędny cel tegoż cyklu.

 Motyw i Działanie

Tak skromna osoba jak nasz ex-mag Czerwonych Szat miał bardzo niewygórowane pragnienia. Skoro już osiągnął wszystko, co było możliwe dla śmiertelnika, postanowił zostać bogiem. Prawda, że nieobca mu pokora? Naturalnie, nie wystarczy podesłać do Paladine CV i liczyć na szczęśliwy traf. Nim zajmie się upatrzony stołek, trzeba w pierwszej kolejności zadbać by został on wcześniej zwolniony. To bynajmniej nie zniechęca czarodzieja. Wręcz przeciwnie: postanawia, że będzie walczył o wakat ze złą boginią. Dlaczego tak? Bynajmniej nie z jakiś altruistycznych pobudek, ale dla wygody (choć z pewnością inny, bardziej zdesperowany mroczny lord starałby się wykombinować jak wygryźć z roboty Paladine). Aby tego dokonać Raistlin potrzebował sprzymierzeńców i tu w zasadzie pojawiły się pierwsze schody.
(Kolejne dobre miejsce na reklamę, gdyby ktoś się jednak skusił).
Zapytacie:co w takim razie miało mu pomóc w osiągnięciu celu? Pomijając naturalnie magię i wrodzoną inteligencję, Raistlin to doskonały manipulator. Zdolność tę zresztą ćwiczył od swoich najwcześniejszych lat dziecięcych – poczynając od niezbyt bystrego bliźniaka, nauczyciela, na towarzyszach drużyny bynajmniej nie kończąc. Raistlin zawsze wiedział, które struny pociągnąć, by wywołać odpowiednią reakcję: dla jednych była to ambicja, dla innych honor, poczucie winny, ciekawość, miłość… do wyboru, do koloru. Godna pozazdroszczenia empatia, co jest o tyle zabawne, że mag nie był osobą, którą łatwo polubić, ale o tym dosłownie za chwilę…

Osobowość i Image

…czyli teraz. Zastanawiając się nad charakterem Raistlina najłatwiej zestawić jego cechy z przeciwstawnymi przymiotamippa2 jego bliźniaka. Caramon był szczery – Raistlin rzadko zdradzał co naprawdę myślał. Ten pierwszy szybko zapominał urazy, drugi pielęgnował je starannie w pamięci. Wojownik odnosił się do towarzyszy z sympatią i dbał o ich bezpieczeństwo, dla maga byli tylko balastem i celem jego sarkastycznych uwag. Wymieniać można by długo. Prawdą jest, że Raistlin przeszedł sporą ewolucję od słodkiego dzieciaka z „Kuźni Dusz” po Władcę Przeszłości i Teraźniejszości z sagi o bliźniakach (celowo pomijam dalsze tomy, w których również występuje… historia zatacza bowiem pokrętne koło.).
Podobne przeobrażenia przechodzi jego image. Czarny strój to wybór oczywisty, gdy wkracza się na ścieżkę zła, jednak złota skóra, białe włosy i klepsydrowe oczy, którymi Raist widzi, jak wszystko powoli umiera i ulega rozkładowi – to już jego znaki rozpoznawcze. Oczywiście, mag nie od razu wyglądał w tak nietypowy sposób. Początkowo bardziej przypominał swojego bliźniaka: był jego słabszą, chudszą i mniej przystojną wersją… – tak jakby: „Raistlin byłby urodziwszym z dwójki braci, gdyby nie jego duże oczy. Zawsze tonęły długo w oczach innych ludzi, zaglądały zbyt głęboko, widziały zbyt wiele.” Nie wiem jak tam z wzorcami piękna na Krynnie, ale u nas byłby to tylko dodatkowy atut. Nie mi jednak oceniać.
ppa3W ramach wtrącenia, bo może nie wszyscy wiedzą. Powstało cudo o nazwie „Dragonlance: Dragons of Autumn Twilight” (screen obok), będące niechlubną animacją na podstawie powieści. Postacie przedstawione są tam tak paskudnie, o efektach komputerowych nie wspominając, iż na długo pozostanie bezkonkurencyjna. Twórcy świata Smoczej Lancy byli co prawda tym tworem zachwyceni, ale serca fanów zostały na zawsze zdeptane. Jeśli się nie boicie, spróbujcie przez to przebrnąć. Każdy kto zrozumie fabułę, bez czytania powieści, zasługuję na jakiś order bohatera Krynnu czy coś.

Gadżety i aranżacja wnętrz

Jedną z głównych turystycznych atrakcji miasta Palanthas jest Wieża Wielkiej Magii, którą Raistlin obrał na swoją siedzibę na mocy tytułu „Władcy Przeszłości i Teraźniejszości”. Otoczona przez malowniczy zagajnik Shoikan – „gaj przeklętych dębów, do którego żaden śmiertelnik, nawet rasy kenderów, nie ośmieli się zbliżyć” stanowi doskonałe miejsce do prowadzenia eksperymentów i wzbudziłaby zazdrość w sercu każdego mrocznego lorda. Już u samego progu podróżnych wita nadziany na bramy strażnik: mag, który zrzucił się z wieży i niefortunnie spadł na wrota, a we wnętrzu czają się wszelakiej maści potwory i duchy.
Mniejsza jednak o wieżę. Nic specjalnego. Siedziba zła, jak każda inna. Szczęśliwie Raistlin zalicza się do tych postaci, którym nieobce są gadżety – czyli coś co fani fantastyki wprost kochają, zwłaszcza jeśli udzielają się na konwentach i lubią przebieranki (jakkolwiek to brzmi). W czerwonym czy czarnym stroju czarodziej zawsze nosił ze sobą potężny artefakt: laskę Magiusa, za której pomocą potrafił zrobić tak użyteczne rzeczy jak zgasić i zapalić światło jednym słowem. Prawda, że fajnie? Fabularnie ten kawałek badyla miał też dodatkowe zastosowania, że niby klucz do portalu i inne cuda, ale przez większość czasu służył bohaterowi jedynie do podpórki.

Słudzy

Jak przystało na złego arcymaga – Raistlin miał ucznia, mrocznego elfa Dalamara. Ambitna chłopaczyna niczego nie kochała bardziej od magii i godziła się na każde ryzyko (nawet rolę szpiega), byle tylko uczyć się od najlepszego z najlepszych. Przynajmniej tak mu się wydawało. Zabawę w podwójnego agenta przypłacił palącym i bolesnym prezentem od Mistrza, co wkrótce potem osłodził sobie romansem z przyrodnia siostrą Raistlina – Kitiarąuth Matar.
Poza miłym dla oka Dalamarem, Raistlin korzystał także z pomocy „żyjących” – pozostałości po nieudanych eksperymentach genetycznych, które gapiły się całymi dniami w magiczną sadzawkę i raportowały o istotnych zmianach na świecie.

Wróg Prywatny

Jak wspomniałam we wstępie – Raistlin był wyjątkowo słabego zdrowia. Choć nigdy nie należał do specjalnie krzepkich, to jednak nie zawsze jego płuca tonęły we krwi z powodu kaszlu, a ciało trawiła wieczna gorączka. By potwierdzić swoje magiczne zdolności młody czarodziej został zmuszony do uczestniczenia w Próbie, która złamała jego ducha i doprowadziła do godnego pożałowania stanu fizycznego. Został on bowiem opętany przez ducha innego mrocznego maga Czarnych Szat – Fistandantilusa (bogowie co za imię!). Ten parszywiec od lat czaił się w Wieży Wielkiej Magii szukając tylko okazji, by powrócić do świata żyjących w nowym, powabnym (bądź nie) ciele. Raistlin jednak niedługo planował dać się wykorzystywać – szczególnie, że miał własne ambicję – i, gdy już wzorowo opanował magiczne arkana, cofnął się w czasie, by policzyć się ze staruszkiem i podziękować pięknym za nadobne. O czym więcej poczytać można w środkowej trylogii o bliźniakach, choć nie tylko.

Ukochana arcyłotra

Nie można też przejść obojętnie wobec nowego zagadnienia, które po raz pierwszy pojappa4wiło się w poprzednim odcinku cyklu o Antagonistach. Jest nim – ta da! – jak to się teraz modnie z angielskiego nazywa „love interest”, czyli obiekt zainteresowania uczuciowego naszego bohatera. Używając słowa „uczuciowego” nie chodzi mi bynajmniej o miłość, bo od tego Raist był zdecydowanie daleki (czy też do tego niezdolny – jak sam w pewnym momencie stwierdził), ale nie byłby w pełni mężczyzną, gdyby chociaż oka nie zawiesił i nie dotknął tego czy tamtego. Mag Czarnych Szat od zawsze lubił wyzwania, nic więc dziwnego, że na cel swojej gry obrał kapłankę dobrego, pompatycznego i smętnego Paladine – Crysanię. A że przy okazji było mu to na rękę w ramach planu „niedługo zostanę bogiem!”, należałoby pogratulować mu zdolności do łączenia przyjemnego z pożytecznym. Cwany skurczybyk – przyznacie?

 Sztuka Nawracania

Dotychczas pisałam o Raistlinie w samych superlatywach, więc czas wytknąć przynajmniej jedną wadę. Facet naprawdę nie potrafił się zdecydować, po której jest stronie, co w świecie gdzie wszystko dzieli się na złe, dobre, albo neutralne – jest nie lada umiejętnością. Choć problem mógł też stanowić dobór garderoby. Niby czarny wyszczupla, ale czerwone szaty też się nieźle prezentują… Nieważne. Prawdą jest, że Raist często zmieniał front i lubił w ostatniej chwili pokazywać wszystkim, że i tak zawsze postępuje po swojemu. Nieprzyjemnie przekonała się o tym nie tylko wspomniana wcześniej Crysania, ale też bogini Takhisis, której czarodziej rzucił przecież wyzwanie.

Na zakończenie

Wyśmienicie! Misja wykonana i mam nadzieję, że wyłowiliście Raistlina Majere z odmętów zapomnienia, albo jeszcze lepiej, dopiero poznaliście i spróbujecie nawet (co nieco) o nim poczytać (ostrzegam jednak, że nie jest to lektura ambitna, gdy już się skończyło te naście lat…).
Kolejna runda pojedynków się zbliża… gdy patrzę na tę zbieraninę wampirów i innych bożyszczy nastolatek, poważnie zastanawiam się na kogo, tym razem, należałoby oddać głos. Jakby nie było w 2011 roku wśród grona kandydatów znalazł się Tasselhof, więc może niech zostanie oddana sprawiedliwość i rzuci w jednego z tych leszczy i literackich popłuczyn kamieniem? Najlepiej cegłą. I dorzuci jeszcze jedną za Raistlina. Co na to powiecie?
P.S. W następnym odcinku prawdziwa niespodzianka! Antagonista, który by zrealizować zemstę upokorzył się tak bardzo, iż przemienił się w kobietę, byle tylko uwieść i naśmiewać się z protagonisty… Iście diabelski plan! Czy znacie jego imię? Powodzenia!
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: