O fenomenie tolkienowskiego Śródziemia

O fenomenie tolkienowskiego Śródziemia


Autor: Edyta Jatczyszyn

Lata w których John Ronald Reuel Tolkien żył i tworzył, to dla literatury światowej czas, kiedy powieść fantastyczna znajdowała się jeszcze w powijakach. Owszem, w przekazie ustnym istniały legendy o elfach, krasnoludach i wróżkach, a Edgar Allan Poe już na początku XIX wieku zaczął tworzyć coś, co można nazwać horrorem z elementem fantastycznym, jednak dopiero Tolkien stał się "ojcem literatury fantasy".

Na czym polegał jego fenomen? Jak to się stało, że angielscy wydawcy, wybitnie zainteresowani moralizatorskimi powieściami rodzajowymi, zdecydowali się wydać coś tak bardzo odbiegającego od znanej wcześniej literatury? I przede wszystkim, dlaczego Śródziemie, tak szybko i skutecznie podbija serca czytelników do dnia dzisiejszego?

Hollywood zainteresowało się Hobbitem dosyć późno. Nie miejmy złudzeń – film, który niedawno gościł na ekranach kin, powstał z czysto komercyjnych pobudek. Po niebywałym sukcesie Władcy Pierścieni, producent chciał jeszcze raz zarobić. Na szczęście już kilkadziesiąt lat temu dostrzeżono potencjał Hobbita. W 1977 roku, w USA powstał film animowany, opowiadający o przygodach Bilbo Bagginsa. W 1983 Australijczycy zrobili grę komputerową, wzorowaną na powieści Tolkiena, a w 2003 roku wyszła gra o tej samej tematyce, tym razem produkcji amerykańskiej. Jednak mało kto wie, że w 1985 kinematografia rosyjska pokusiła się o wyprodukowanie pełnometrażowego filmu (w którym przeplatają się komentarze narratora) o tytule "Хоббит". Kostiumy, dekoracje i charakteryzacja są w typowo teatralnym stylu i u współczesnego widza, przyzwyczajonego do efektów specjalnych, z pewnością wywołają efekt rozbawienia, niemniej jednak, fakt, że komunistyczne, propagandowe władze pozwoliły na powstanie tego typu produkcji, świadczy najdobitniej o geniuszu Tolkiena i niebywałym sukcesie jego powieści. Zastanówmy się zatem nad tym, co sprawia, że tolkienowskie Śródziemie wzbudziło ogromne zainteresowanie w połowie XX wieku i trwa po dziś dzień.

O_fenomenie_tolkienowskiego_srodziemia_01_qfantHobbit został wydany jako powieść dla dzieci i właśnie z myślą o dzieciach był pisany. Tolkien nie spodziewał się, że wzbudzi on u dorosłych entuzjazm porównywalny chyba tylko do tego, z jakim spotkał się kilkanaście lat temu Harry Potter. Oczywiście ten fenomen można tłumaczyć faktem, że cały cykl o Śródziemiu był powiewem świeżości w literaturze nie tylko angielskiej, ale i światowej. Bajkowy świat magii, elfów, mówiących drzew i krasnoludów, znany do tej pory tylko przeważnie z krótkich podań ludowych i wierszy, stał się nagle dostępny pod postacią przystępnie napisanych (choć obszernych) powieści. Po wydaniu "Hobbit, czyli tam i z powrotem ", do Tolkiena zaczęły napływać listy od czytelników, którzy stanowczo domagali się, aby autor nie poprzestawał na tej jednej książce i stworzył cały cykl dzieł. To fenomen na skalę światową! "Hobbit" podbił nie tylko Stary Kontynent, ale również Stany Zjednoczone. Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie, jak wspaniale musi czuć się pisarz, od którego sami czytelnicy domagają się kontynuowania kariery. Co takiego jest w dziełach Tolkiena, że podbijają serca i pobudzają wyobraźnię?

Czy biografia ma znaczenie?

To, co na mnie zrobiło wrażenie u Tolkiena, to sposób w jaki przedstawiał wykreowany przez siebie świat. To jest świat, który autor doskonale zna. Zna każdy dom w Shire, wszystkich jego mieszkańców, wie jak żyją elfy. Mordor, kraina tajemnicza dla Drużyny Pierścienia, nie jest tajemnicą dla autora, on zna tam każdy kamień, każdą górę i każdą jaskinię. Tolkien niezwykle skrupulatnie podszedł do tworzenia wizji Śródziemia. Nie jak autor fantastyczny, ale jak podróżnik, który powróciwszy z egzotycznych krain, zaprasza swoich przyjaciół na herbatę i opowiada o przygodach, które spotkały go w trakcie tej podróży. Tolkien nie jest więc tylko pisarzem, on żył w Shire, widział Samotną Górę i wrócił do domu, żeby o wszystkim opowiedzieć czytelnikowi. Świat Śródziemia nie jest tylko niewyraźnym tłem dla wydarzeń opisywanych w książkach Tolkiena. Autor musiał podjąć niezwykły wysiłek twórczy, zastanawiać się nad każdymO_fenomenie_tolkienowskiego_srodziemia_02_qfant wymyślonym przez siebie stworzeniem. Jak wygląda, co jada, jaka jest jego natura, skąd się wzięło? Niczego nie pozostawił przypadkowi. Tolkien w rzeczywistości przełożył znany sobie świat na nowe realia. Pierwowzorem Shire było Sarehole Mill na przedmieściach Birmingham, autor mieszkał tam jako dziecko. Okolica w tym czasie miała charakter wiejski, przemysł jeszcze tam nie dotarł. Wszędobylska zieleń, półdzikie ogrody w stylu angielskim. Nic dziwnego, że w "Hobbicie" tego typu sceneria została przedstawiona jako idylliczna, raj na ziemi. Tolkien spędził tam najbardziej beztroskie i najszczęśliwsze chwile życia. Sarehole Mill pozostało w jego podświadomości jako synonim szczęśliwego życia. Dlatego nie dziwi czytelnika to, że Bilbo Baggins nie ma najmniejszej ochoty na opuszczenie Shire. Wtedy pojawia się Gandalf. Tajemniczy czarodziej, który wszędzie czuje się dobrze i swobodnie. Ba, na tyle swobodnie, że sprowadza pod dach swojego gospodarza zgraję krasnoludów! Tutaj znów możemy się odwołać do biografii Tolkiena. Jako nastolatek udał się wraz z przyjaciółmi do Szwajcarii. To tam spotkał się z mityczną postacią Ducha Gór przedstawianą jako starego, brodatego mężczyznę z laską. Duch Gór czasem siedział pod drzewem, czasem na jakiejś grani, a innym razem opierał się o laskę, patrząc za horyzont (co ciekawe, również w polskich legendach ten starzec występuje, to karkonoski Rzepiór). Tolkien z "ducha" zrobił "czarodzieja" i postać Gandalfa była gotowa! Dodatkowo ta podróż do Szwajcarii była chyba natchnieniem do tworzenia krajobrazów "Śródziemia". Lesisty pagórkowaty teren, poprzecinany wstążkami rzek o krystalicznie czystych wodach, ośnieżone szczyty majaczące na horyzoncie, to dla czytelników Tolkiena sceneria dobrze znana. Została ona genialnie oddana w książkach, a później w filmach. Czasem zastanawiam się czy właśnie tam nie narodził się pomysł na powstanie Drużyny Pierścienia. Czy tą pierwotną drużyną nie był tak naprawdę Tolkien, przemierzający wraz z przyjaciółmi szwajcarskie szlaki...? Tolkien jeździł konno, podobno nawet całkiem nieźle. Dodatkowo wprost uwielbiał konie, uważał je za zwierzęta nie tylko piękne, ale i inteligentne. I to również znajduje odzwierciedlenie w jego twórczości. Rohan słynie przecież właśnie z hodowli koni i kultury jeździeckiej. Każdy, kto przeczytawszy dzieła Tolkiena przyjrzy się jego biografii, natychmiast dostrzeże wiele wspólnych mianowników.

Tolkien uparcie twierdził, że I Wojna Światowa, w której uczestniczył, wywarła na jego twórczość wpływ znikomy albo wręcz żaden. Nie wierzę w to. Tak jak pierwowzór dla Shire tkwił w podświadomości autora, tak tkwiły tam traumatyczne wspomnienia wojny. Krajobraz Mordoru jako żywo przypomina pole bitewne, z wykarczowanymi drzewami i nagą ziemią poranioną ogniem pocisków. Wymarsz orków aż się prosi o porównanie do marszu piechoty. Decydująca bitwa z "Władcy Pierścieni", walka między dobrem, a złem, miała miejsce w realnym świecie. Po powrocie z wojny Tolkien cierpiał na depresję, głęboko w jego podświadomość wbiły się obrazy okrucieństwa jakiego sam doświadczył i jakie widział. Te obrazy powracają później na kartach jego powieści. Być może właśnie to był jego sposób na radzenie się z psychicznymi skutkami wojny. Być może przeniesienie realnej traumy do fantastycznego świata Śródziemia, było najlepszym lekarstwem, swego rodzaju terapią. Podobnie rzecz się miała z pająkami. Autor, jako dziecko, został ukąszony przez pająka. To również zostało przeniesione w fantastyczny świat powieści. Pająki nieodmiennie reprezentują tam ciemne moce, są zwiastunami nadchodzącego zła. Czarne, z ogromnymi odwłokami i pokrytymi szczeciną odnóżami, pojawiają się zarówno w "Hobbicie", jak i we "Władcy Pierścieni". Trauma z dzieciństwa została zwielokrotniona w wyimaginowanym świecie, sprawiając, że pająki uzyskały niebotyczne rozmiary i w swoje pajęczyny nie łapały już much, ale mniejsze i większe ssaki oraz... ludzi.

A czy Ty masz w sobie coś z Bilba?

Czytelników zawsze fascynowała różnorodność i złożoność charakterów bohaterów tolkienowskich powieści. Bilbo Baggins jest chyba najlepszym tego przykładem. W momencie w którym go poznajemy jest zadowolonym ze swojego życia hobbitem i... tchórzem. Zamknięty w swoim domu, nie toleruje gości, wypala fajkowe ziele, ceni sobie wygodę, święty spokój i pewność, że po nocy nastanie nowy dzień. Jego świadomość świata ogranicza się do Shire, o wielkiej przygodzie marzył dawno temu. Pojawienie się Gandalfa wywołuje lawinę zdarzeń. To on daje hobbitowi szansę na przeżycie przygody życia, czegoś o czym będzie mógł opowiadać po powrocie (oczywiście o ile wróci). Będzie podziwiany za swoją odwagę i męstwo. Mimo pojawienia się takiej szansy, Bilbo nie ma najmniejszej ochoty na opuszczanie swojego domu. Zwyczajnie się boi! Wyrusza w drogę tylko dlatego, że czarownik postawił go przed faktem dokonanym, sprowadzając do domu Bilba drużynę krasnoludów. Hobbit nie chciał wyjść przed nimi na tchórza, dlatego zgodził się wziąć udział w podróży. Później wielokrotnie żałował swojej decyzji. Ale w Bilbo Bagginsie dokonuje się przemiana. Wymuszają ją jego towarzysze, krasnoludy bez ojczyzny (a przeważnie również bez dobrych manier), podążający na misję, którą całe Śródziemie z góry uznało za samobójczą. Tylko, że krasnoludy mają powód, mają motywację – chcą odzyskać dom. Co sprawiło, że Bilbo zaczyna wierzyć w sukces wyprawy? Hobbit widzi determinację towarzyszy, po raz pierwszy w życiu czuje się prawdziwie członkiem jakiejś grupy. O ironio, grupy złożonej z bandy półdzikich krasnoludów i czarodzieja, co do którego nie ma pewności czy jest w pełni władz umysłowych. Ale właśnie w tej galerii cudaków Bilbo się odnajduje. Tutaj akceptuje się nawet największe dziwactwa. Paradoksalnie, domator i samotnik Bilbo Baggins, pasuje idealnie do grupy walecznych krasnoludów. A im bardziej Bilbo oddala się od Shire, im więcej cudów Śródziemia widzi, tym więcej chce ich jeszcze zobaczyć. Wtedy nie ma już odwrotu, niezależnie od tego czy na końcu wyprawy czeka śmierć, czy chwała, Bilbo będzie parł przed siebie. Hobbit stał się prawdziwym podróżnikiem, chce dotrzeć do celu wyprawy, niezależnie od kosztów jakie przyjdzie mu ponieść. Ma świadomość tego, że dokonuje czynów przełomowych, pragnienie przygody jest tak wielkie, że łagodzi nawet strach przed śmiercią. Dla czytelnika ta postać jest... atrakcyjna! Okazuje się, że człowiek może się zmienić, jeśli tylko okoliczności będą ku temu sprzyjające. Jak wielu czytelników Tolkiena, uwięzionych we własnym domu czy to z powodu konwenansów, braku środków, czy zwykłego strachu, widziało w Bilbie Bagginsie siebie?

Językoznawstwo w służbie wyobraźni

Tolkienowski świat Śródziemia jest dla czytelnika przekonujący z jeszcze jednego powodu. Autor na potrzeby swoich książek stworzył szereg odrębnych języków. Elficki jest chyba najdokładniej opracowanym ze wszystkich (Tolkien stworzył nawet jego kilka dialektów), ale właściwie każda rasa Śródziemia, oprócz tego, że mówiła w tzw. Wspólnej Mowie, miała jeszcze swój własny język. Jak niewyobrażalną pracę musiał włożyć autor w swoje książki, skoro ich powstanie wiązało się z wymyślaniem zupełnie nowych języków! Trzeba tutaj dodać, że nie była to kwestia podania w książkach kilku dziwnie brzmiących, nieprzetłumaczalnych i napisanych pochyłą czcionką wyrazów. Tolkien dla swoich języków tworzył nie tylko całe alfabety, ale również zasady gramatyki tak szczegółowe, że języków Śródziemia można byłoby się nauczyć i posługiwać nimi, tak jak każdym innym językiem obcym. Oczywiście nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że wielkim hobby Tolkiena było językoznawstwo. Znał i badał kilkadziesiąt języków. I pisząc "znał" nie mam na myśli tego, że potrafił się w tych językach porozumiewać. Jego fascynacja tą dziedziną nauki była dużo głębsza, dotykała sfery nie tylko teoretycznej, ale również praktycznej. Tolkien interesował się tym jak języki zmieniały się na przestrzeni dziejów, badał zmieniające się zasady budowania struktury zdań, interesowały go związki jakie można było wyśledzić pomiędzy kilkoma, zdawałoby się zupełnie obcymi sobie językami. W końcu zainteresował się językami wymarłymi, takimi jak dialekty germańskie, celtyckie czy starożytna greka. To właśnie na bazie języków martwych zaczął budować własne twory językowe, które ostatecznie przybrały formę kilku odrębnych sztucznych języków.

Ponadczasowość powieści Tolkiena jest kolejnym ważnym aspektem. Książkowa rzeczywistość została wykreowana tak genialnie, że nigdy nie stanie się przestarzała. Czytelnik współczesny często natyka się na nie lada problem, kiedy okazuje się, że nie posiada odpowiedniego przygotowania merytorycznego do przeczytania książki, której akcja toczy się przykładowo w starożytnym Rzymie. Albo, jak zrozumieć specyfikę krajów arabskich, skoro nigdy się w nich nie było? To tak jak czytać o fizyce kwantowej, nie znając podstaw. Nawet w dziedzinie fantastyki coraz częściej trafiają się pozycje, które wymagają wiedzy z zakresu fizyki, biologii czy kierunków technicznych. U Tolkiena nie napotykamy żadnej takiej bariery! Jego książki zostały napisane tak, że każdy czytelnik natychmiast się w nich odnajdzie. Śródziemie, w gruncie rzeczy, pod wieloma względami przypomina świat, który znamy. Kiedy pojawiają się fantastyczne istoty wymyślone przez autora, natychmiast dostajemy ich barwny i szczegółowy opis. Nie tylko w kwestii wyglądu, ale również upodobań i charakteru. Podobnie sprawa ma się ze wszystkimi nacjami zamieszkującymi Śródziemie. Autor opisuje ich upodobania kulinarne, przyzwyczajenia, miejscowe tabu. Słowem, "Hobbit" nie jest tylko powieścią. Jest też dla czytelnika miniencyklopedią, zbiorem lokalnych legend, mapą oraz słownikiem etnograficznym. A wszystko to, aby wyobraźnia nie napotykała na żadne przeszkody w czasie wędrówek po Śródziemiu.

I właśnie na tym polega fenomen twórczości Tolkiena! Niesamowita szczegółowość w podejściu do kreowanego w książkach świata, przeniesienie na karty powieści elementów autobiograficznych, stworzenie ciekawych postaci, które często nie są kryształowo czystymi bohaterami, a wszystko to osadzone w realiach świata pełnego magii i tajemnic. To wszystko sprawia, że powieściom Tolkiena nie można się oprzeć, niezależnie od wieku.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: