Nawiedzone i opętane ‒ Crossroad blues

Nawiedzone i opętane ‒ Crossroad blues


Autor: Marta Drozdek

Rozdroża, skrzyżowanie – miejsce, gdzie przecinają się dwie drogi, na całym świecie ma znaczenie religijne i folklorystyczne. Według wierzeń, skrzyżowanie to ziemia niczyja. Jako ziemia poza granicami miasta i nienależąca do nikogo, rozdroże uważane było za najlepsze miejsce do wykonywania rytuałów magicznych.

W starożytnej Grecji kamienne posągi boga Hermesa stawiane były na rozdrożach. W starożytnym Rzymie bóg Merkury był opiekunem skrzyżowań. W Indiach Bhairava, starsza wersja wielkiego boga Śiwy, strzegł skrzyżowań na obrzeżach wsi. W Afryce, prawie każda grupa kulturowa ma własną wersję boga rozdroży. Legba, Ellegua, Elegbara, Eshu, EXU, Nbumba Nzila i Pomba Gira są afrykańskimi bogami rozdroży.

Legendy o ludziach sztuki – muzykach, tancerzach i innych, którzy zaprzedali na rozdrożach duszę diabłu są popularne na całym świecie, również w krajach Europy.

Niektórzy współcześni antropolodzy nadali wszystkim istotom z zaświatów, które właśnie szczególnie sobie upodobały rozdroża, nazwę – bogowie oszustwa, jednak nie do końca jest to poprawne rozumowanie. Po pierwsze nie wszyscy bogowie Trickster występują na skrzyżowaniach i nie wszyscy bogowie skrzyżowań są oszustami. Japoński bóg oszustw Kappa mieszka w wodzie i lubi wciągać ludzi na głębiny, Elfy szewców niemieckich, czy amerykański Kojot, są najlepszym przykładem tricksterów nie mieszkających na rozdrożu.

Nawiedzone_i_opetane_crossroad_blues_02_qfantAmerykańskie wierzenia o bogach i demonach skrzyżowań nie są jednoznaczne, zmieniają się w zależności od regionu i pochodzą z wielu kultur i wierzeń, tak jak wielokulturowa jest sama Ameryka. Mimo to jednak dominują w nich wierzenia afrykańskie i rytuały afroamerykańskiego Hoodoo.

Do masowej kultury amerykańskiej rytuał skrzyżowań wszedł głównie dzięki legendzie o słynnym bluesmanie ‒ Robercie Johnsonie. Robert Leroy Johnson urodził się w 1911 roku w Hazlehurst, południowej części stanu Missisipi, jako owoc przypadkowego związku. Był jedenastym dzieckiem w rodzinie, co potomkowi z czarnoskórej biednej rodziny nie wróżyło świetlanej przyszłości. Od najmłodszych lat pogrążał się w muzyce. Zaczął od harfy i harmonijki ustnej. Szkołę omijał szerokim łukiem, mierne wyniki w nauce tym bardziej skłaniały go do poświęcenia się muzyce. W okresie dojrzewania zaczął grać na gitarze i poznawać smak namiętności, co wpędziło go w liczne konflikty z mężami kobiet, które uwodził.

W 1929 roku ustabilizował się, na co wpływ miała Virginia Travis, z którą wziął ślub. Virginia zaszła w ciążę, co jak twierdził Robert, spowodowało, że po raz pierwszy w życiu był naprawdę szczęśliwy. Jednak sielanka nie trwała długo, w 1930 roku w wieku 16 lat Virginia zmarła podczas porodu.

Życie Roberta diametralnie się zmieniło, a swój smutek przelewał na grane przez siebie bluesowe utwory. Przez jakiś czas podróżował po kraju zarabiając na życie graniem, jednak bez większych sukcesów. W końcu zdecydował się na powrót do rodzinnego miasta. Tam poznał bogatą wdowę Esther Lockwood, z którą miał dziecko i powtórnie się ożenił. Wdowa nie była może milionerką, jednak posiadany przez nią majątek pozwolił Robertowi nie pracować, ale nadal poświęcać się grze.

Do tej pory nikt nie uznawał go za dobrego muzyka, jednak nagle po powrocie z wojaży do rodzinnego miasta, zaczął grać bezbłędnie i z zadziwiającą wirtuozerią. I wtedy zaczęły się pojawiać plotki, iż zawarł on pakt z diabłem. Robert, który nigdy nie był dobrym muzykiem, nagle zaczął grać z bezbłędnie i z niespotykaną pasją.  W jego bliskim otoczeniu zmiana ta spotkała się z podejrzliwością  i doszukiwaniem się w niej nadprzyrodzonej pomocy.

Nawiedzone_i_opetane_crossroad_blues_03_qfantLegenda mówi, że Robert Johnson sprzedał swoją duszę diabłu na skrzyżowaniu autostrady 61 do obecnego 49 w Clarksdale (Mississippi), w zamian za mistrzowskie umiejętności bluesmana.

Robert koncertował w całej południowej części Stanów Zjednoczonych. Nigdy długo nie przebywał w tym samym miejscu, jakby ciągle uciekał. Może była to próba ucieczki przed psami piekielnymi? Zaskakiwał publiczność swoją grą i śpiewem. Mówiono, że jego oczy w trakcie koncertu wyglądały jakby posiadł nieograniczoną moc. Teksty jego piosenek były o wydźwięku religijnym, rozpaczy i wewnętrznych demonach. Dwa z największych hitów - „Crossroad Blues” i „Me and the Devil Blues” - były związane z rzekomym paktem. Podczas jednego z takich koncertów, Robert został odkryty przez promotora muzycznego i od listopada 1936 roku do czerwca 1937 nagrał 29 utworów, wydanych potem na płytach. Jedna z legend mówi, że podczas nagrań w studiu zawsze grał twarzą do ściany, tak jakby się bał, żeby nikt nie zauważył jego zmieniających się podczas gry oczu.

Jego legenda rosła w zawrotnym tempie, co tłumnie przyciągało ludzi na koncerty. Magnetyzowała ich zarówno muzyka, jak tajemnicza legenda krążąca wokół Roberta Johnsona. Tajemnicę potęgował jego zwyczaj, zawsze grał przy słabym świetle, tak aby ludzie nie widzieli jego techniki gry lub tego, że w połowie koncertu tajemniczo znikał. Jego życie było gorączkowe, ciągle w drodze, kobieta w każdym mieście i konflikty z mężami i narzeczonymi.

Nawiedzone_i_opetane_crossroad_blues_04_qfantŻycie tak mu się toczyło aż do 16 sierpnia 1938 roku, kiedy to diabeł przyszedł odebrać swój dług. 13 sierpnia Robert grał w „Three Forks”. Żoną właściciela tego lokalu była jedną z kobiet, które muzyk bezmyślnie uwiódł. I to był jego ostatni i największy życiowy błąd. Podczas koncertu właściciel przyniósł mu otwartą butelkę whisky. Zanim Johnson się z niej napił, towarzyszący mu muzyk roztrzaskał butelkę, ostrzegając go, aby nigdy nie pił z otwieranej butelki. Rozgniewany Robert kazał sobie przynieść, mimo ostrzeżeń, kolejną otwarta butelkę. W połowie koncertu Johnson nagle zakończył śpiew, opuścił gitarę i wyszedł z lokalu. Przez trzy dni leżał w majkach w swoim pokoju, aż zmarł w mękach zatruty strychniną, która znajdowała się w butelce whisky.

Zmarł jak wiele wielkich legend muzycznych, takich jak Jim Morrison, Jimmy Hendrix, Janis Joplin i Kurt Cobain, w wieku 27 lat. Wskazuje to, że był chyba jednym z pierwszych członków „Klubu 27”.

16 sierpnia 1938 roku diabeł wziął swój dług od Roberta Johnsona. Jak wiadomo, umowa jest umową, a jeśli jest to pakt z "diabłem" to nie ma odwołania.

Pakt z diabłem jest wykorzystywany w wielu utworach zarówno literackich, jak i filmach, jak widać wielu jest ludzi gotowych oddać duszę za spełnienie marzeń. Czasami brat ratuje brata a czasami po prostu marzy nam się sława i bogactwo.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: