Motyw walki Dobra ze Złem na podstawie twórczości Tolkiena

Motyw walki Dobra ze Złem na podstawie twórczości Tolkiena


Motyw_walki_dobra_ze_zlem_qfantAutor: Angelika Wawrzyniak

Motyw walki Dobra ze Złem występuje w literaturze od zawsze i, co według mnie najważniejsze, jest wciąż aktualny i chętnie wykorzystywany nawet przez współczesnych pisarzy. O ile granica między tymi światami zacierała się w mitologii ‒ bogowie nie byli jednoznacznie dobrzy lub źli, o tyle wyraźnie zarysowała się ona w Piśmie Świętym, gdzie przykładem takiej walki jest potyczka Archanioła Michała z Szatanem z Apokalipsy św. Jana. Już tutaj widać, że walka między Dobrem a Złem rozgrywa się na płaszczyźnie wyborów dokonywanych przez bohaterów. W tym przypadku Lucyfera, który zbuntował się przeciwko Bogu, gdy ten kazał mu pokochać niedoskonałych ludzi bardziej niż Jego samego, z czym Lucyfer nie mógł się pogodzić, przez co został strącony do Piekła. Z całą pewnością można więc powiedzieć, że sam wybrał ścieżkę, którą zaczął kroczyć. Zdecydował się na Zło mocą swojej własnej, suwerennej decyzji.

Tematykę walki Dobra ze Złem podejmowali między innymi Michaił Bułhakow w „Mistrzu i Małgorzacie” czy też Johann Wolfgang Goethe w „Fauście”, jednakże szczególnie wyraźnie zarysowaną granicę między tymi światami widać w literaturze fantastycznej XX wieku. Wśród pisarzy, którzy odnaleźli się w tym gatunku, najwybitniejszy był J.R.R. Tolkien. Urodzony w 1892 roku pisarz i filolog, po napisaniu bestsellerowej trylogii „Władca Pierścieni”, stał się jego prekursorem. Jest autorem wielu powieści i opowiadań o charakterze mitycznym, jednak jego najwybitniejsze dzieło, traktujące o walce Dobra ze Złem ‒ „Silmarillion” ‒ zostało ukończone już po jego śmierci przez syna Tolkiena, Christophera.

„Nic nie jest złe na początku”

To ontologiczne założenie jest podstawą mitycznego świata, jakim jest Śródziemie stworzone przez Tolkiena. Trzeba kategorycznie podkreślić, że autor wyeksponował sprzeczne siły Dobra i Zła po to, aby niejako dać odpór zgniliźnie moralnej świata za czasów wojny światowej. Powyższy cytat pochodzi co prawda z pierwszego tomu trylogii, jednak doskonale oddaje klimat „Silmarillionu”, w którym dokonuje się na samym wstępie proces stworzenia świata.

„Na początku był Eru, Jedyny, którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem. On to powołał do życia Ainurów, Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli. Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne” ‒ tak rozpoczyna się „Silmarillion”. Ainurowie, których będę odtąd nazywać Valarami, okazali się być najpotężniejszą rasą, stworzoną przez samego Stwórcę. Valarów można skontrastować z Archaniołami w wierze katolickiej. Rasa ta została obdarowana głosem stwórczym i razem z wielkim Eru „wyśpiewała” Muzykę, która była początkiem wszystkiego ‒ całego świata Ardy, powołanego do życia za sprawą Ilúvatara. Każdy z Valarów tchnął w Ardę cząstkę siebie. Jeden z nich, Melkor, po ujrzeniu Wizji ukazanej przez Eru, zaczął w skrytości pożądać władzy nad nią. Jako jeden z najpotężniejszych Valarów, któremu mógł dorównać jedynie wielki Manwë, uważał, że ta władza należy mu się chociażby z tego powodu, kim jest. Już wtedy, podczas Wielkiej Muzyki, Melkor próbował wpleść w nią te tony, które mogłyby przynieść mu pewne korzyści. Zalążek nieprawości w minimalnym stopniu pojawił się już w tym świecie, choć Eru chronił go swą mocą jak tylko potrafił. Kiedy Arda została powołana do życia, Stwórca pokazał umiłowanym sługom swoje Dzieci, którymi byli elfy i ludzie. Mieli się oni obudzić w odpowiednim czasie oraz zasiedlić Ardę wzdłuż i wszerz. Melkor szybko znienawidził Dzieci Ilúvatara, a kiedy Pierworodni (a więc elfy) przebudzili się ze snu, a następnie przywędrowali do Valinoru na zaproszenie Valarów, zaczął ich okłamywać, twierdząc że jego współbracia chcą ich zniewolić. W ten sposób zasiał ziarno niezgody między elfami, wpływając między innymi na Feänora, który dopuścił się wielu haniebnych czynów, w tym napaści na własnych braci. Wszystko to za sprawą skradzionych mu przez Melkora Silmarilów, które kochał miłością zazdrosną. Dumny elf poprzysiągł zemstę na Valarze i jako pierwszy nazwał go Morgothem, Czarnym Nieprzyjacielem. Choć Valarowie dali Feänorowi szansę, ten nie zdecydował się na Dobro. Wybrał żądzę zemsty i przezeń przeklęty powrócił do Śródziemia, aby rozprawić się z Morgothem. Zabrał ze sobą cały lud Noldorów, na którym zawisła Klątwa Mandosa, mówiąca o tym, że lud ten wiele wycierpi i nie zazna w Śródziemiu szczęścia i dobrobytu, ponieważ zdrada zawsze odtąd będzie się czaić w ich szeregach.

Sam Melkor, od teraz przeklęty i nazywany Morgothem, umknął przed gniewem Valarów do Śródziemia i tam siał grozę i zniszczenie, latami prowadząc krwawe wojny z elfami, którzy również się tam osiedlili. Całe pokolenia książąt noldorskich cierpiały z powodu Klątwy Mandosa, aż w końcu jeden z nich ‒ Eärendil ‒ wbrew zakazowi Valarów przeprawił się przez Morze i dotarł do Valinoru, aby prosić ich o pomoc. Manwë ulitował się wreszcie nad Pierworodnymi i zesłał na Ardę ogromną armię, która nie tylko pokonała wojska Morgotha, ale i pojmała jego samego, strącając go do Wielkiej Pustki, skąd nie było już ucieczki. Tym razem nie dano mu tej samej szansy, co przed laty, gdy po zniszczeniu Drzew Valinoru został na trzysta lat zakuty w kajdany, aby przemyśleć swoje zachowanie i finalnie wybrać ścieżkę Dobra. Melkor od zawsze był fałszywy, a fałsz i jad, które sączył w uszy elfów, stały się przyczyną powolnego upadku tej rasy.

Bez wątpienia można Melkora nazwać tym, który zdradził swoich braci, a także swojego Stwórcę. Przypomina pod tym względem Lucyfera z wiary katolickiej, a trzeba podkreślić, że Tolkien naprawdę wiele czerpał z tej religii. W ten sposób tolkienowski Melkor, tak jak katolicki Lucyfer, zbuntował się przeciwko Dobru mocą własnej decyzji. Miał możliwość, aby odkupić swoje winy i żyć w pokoju ze swoimi braćmi, jednak Zło osiągnęło nad nim triumf i od tego momentu Melkor był zgubiony.

Można byłoby tutaj pokusić się o stwierdzenie, że Eru mógł w jakiś sposób zainterweniować, aby nie dopuścić do rozplenienia się Zła. Stwórca i przemawiający przez niego Tolkien uważali, że wolność wyboru i możliwość stanowienia o sobie samym jest dobrem tak doniosłym i wielkim, że nawet Ilúvatar nie chce i nie może go ograniczać. Skoro Melkor z własnej woli podniósł bunt, Eru nie mógł go zmusić do nawrócenia. Jest to kolejny argument przemawiający za tym, że walka Dobra ze Złem w dziełach Tolkiena od samego początku rozgrywała się na płaszczyźnie wyborów bohaterów. Tolkien uczy bowiem, że nikogo nie można zmuszać do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Podkreśla się także, że Zło nie zostało stworzone razem z Dobrem, lecz pojawiło się jako tzw. potencjalność. W momencie, w którym istoty rozumne otrzymały dar wolnej woli, zaistniała groźba, że ktoś odwróci się od Dobra mocą własnej decyzji, nie podjętej pod niczyją presją. Eru wiedział, że może do tego dojść, lecz żywił tak ogromny szacunek dla prawa wyboru, że do takiej sytuacji dopuścił. Nie jest to jednak dowód na to, że On to Zło spowodował.

Po klęsce Morgotha tylko na krótki czas zapanował pokój i ład w Śródziemiu. Niestety, podczas setek lat spędzonych na wygnaniu, Melkor zjednał sobie wiele sług, w tym Saurona. Aby zrozumieć jego upadek, należy ponownie wrócić pamięcią do czasów, gdy Eru stworzył Ainurów. Oprócz nich powołał także do życia Majarów, Istoty Boskie, choć z mniejszą mocą niż Valarowie. Do tej właśnie rasy należał Sauron. Gdyby nie Melkor, Sauron z pewnością nie stałby się katem i mordercą, którego po latach elfy tytułowały mianem Gorthaura Okrutnego. Przekupiony oraz okłamany zaczął służyć Melkorowi i szybko stał się jego najlepszym sługą. Podobnie jak jego pan, także i Sauron został pojmany przez Valarów, a następnie strącony do sal Mandosa. Dlaczego Valarowie wypuścili go na wolność, kiedy złożył fałszywą na wskroś deklarację skruchy? Otóż dlatego, że gdyby Manwë postąpił inaczej, wystąpiłby przeciwko prawu, które ustanowił Eru, a tym samym stałby się drugim Morgothem. „I tak ci, którzy nie znają litości, zawsze będą liczyć na miłosierdzie, a kłamcy czynić użytek z prawdy, bo jeśli poskąpi się miłosierdzia i prawdy okrutnikom i kłamcom, stracą one swą wartość” - mówi Tolkien.

Przejdźmy teraz do trylogii „Władca Pierścieni”, ponieważ to tam sprawa Saurona ma swoją kontynuację.

Dobro i Zło w trylogii „Władca Pierścieni”

Walkę Dobra ze Złem rozgrywającą się na płaszczyźnie wyborów przedstawia między innymi pierwszy tom trylogii ‒ „Drużyna Pierścienia”.

Aby zgłębić wiedzę na ten temat, sięgnęłam po interesujący artykuł Katarzyny Chmiel[3]. Według niej, wizją Tolkiena było to, że każda wolna istota musi w swym życiu podejmować decyzje, wybierać priorytety i dążyć do nich. Wybór Dobra oznacza doskonalenie się, wzrastanie w nim i spełnienie, podczas gdy zaprzedanie się Złu jest równoznaczne z samozagładą. Skoro więc Dobro pociąga ze sobą takie korzyści, dlaczego tak wielu wybiera Zło? Otóż dlatego, że z wyborem Dobra wiąże się ogromny wysiłek. Samodoskonalenie, zmaganie z własnymi słabościami czy też ograniczeniami oznacza ciężką, mozolną niekiedy pracę, a na efekty trzeba nierzadko pracować całe życie. Po przeanalizowaniu dzieł Tolkiena wiem już, że słabi ludzie wybierają to, co łatwe, a nie to, co słuszne. Łatwiej jest przecież zabijać, niszczyć i kraść niż tracić całe życie na „nieefektowne bycie dobrym”.

Bohater powieści, hobbit Frodo Baggins, niemal przemocą zostaje wepchnięty do świata, w którym o przetrwanie walczy się każdego dnia. Zanim otrzymał Pierścień Władzy należący do Saurona, wiódł wygodne życie w dostatku. Jednakże Frodo postanowił wybrać czyny, odrzucił wygody i ruszył na niebezpieczną wyprawę, której celem było zniszczenie Pierścienia. Ilu z nas odważyłoby się w takiej sytuacji powiedzieć: „Ja pójdę z Pierścieniem, chociaż nie znam drogi”? – pyta Katarzyna Chmiel. Frodo sam skazuje się na mozolną pracę, wybiera zatem Dobro.

Istotna jest także sprawa nieustannej walki Dobra ze Złem, którą musiał toczyć we własnym sumieniu Boromir, przedstawiciel rasy ludzkiej, przejawiającej w owych czasach słabą wolę. Początkowo pomagał Frodowi, lecz wizja władzy absolutnej przesłoniła mu oczy, przez co stracił rozsądek. Wpływ Pierścienia na Boromira był kolosalny: „Piękna zwykle i miła twarz wojownika była w tej chwili okropnie zmieniona, oczy płonęły wściekłością”.

Chmiel twierdzi, że Tolkien chciał podkreślić, iż życie dobrych bohaterów składa się z ciągłych potyczek ze Złem. Boromir uległ pokusie i próbował odebrać Frodowi Pierścień, co udowadnia tezę, że nie sposób przejść przez zasadzki Zła bez żadnego upadku. Jednakże sztuką jest podnieść się i iść dalej ścieżką Dobra. Boromir jest tym bohaterem, który upada, lecz skruchą i bohaterskimi czynami odkupuje winy. Podczas walki z orkami chroni przyjaciół Froda, samemu tracąc przy tym życie. Czynem tym i wyborem podkreśla swoją przynależność do świata Dobra, zyskując tym samym szacunek przyszłych pokoleń.

Podobnie jak Boromir, wewnętrzną walkę ze Złem toczył czarodziej Gandalf, w rzeczywistości będący Majarem zesłanym do Śródziemia w widzialnej postaci, aby miał pieczę nad Dziećmi Stwórcy i jak tylko mógł, zagrzewał ich do bycia dobrymi.

Powiernik Pierścienia w geście czarnej rozpaczy próbuje przekazać mu Pierścień, jako że ten jest najpotężniejszym przeciwnikiem Saurona. Czarodziej wie, że dzięki niemu byłby niepokonany, lecz zdaje sobie także sprawę z tego, że posiadając Pierścień stałby się zły. Odrzuca więc propozycję Froda, niestrudzenie walczy po stronie Dobra, a hobbitowi obiecuje pomoc w wyprawie.

Wybór Gandalfa ma szczególne znaczenie dla wszystkich jej uczestników, ponieważ czarodziej mógłby zniszczyć świat podobnie jak Sauron, gdyby tylko wybrał Zło i uległ pokusie posiadania Pierścienia na własność. Aktem najgłębszego poświęcenia idei Dobra jest śmierć Gandalfa w obronie towarzyszy, jednakże w jego przypadku oznaczała ona jedynie utratę „cielesnej powłoki”. Można by więc uznać, że jego ofiara była mniejsza niż ofiara Boromira. Jednak z drugiej strony, Gandalf wiedział, że tylko on jest w stanie poprowadzić Śródziemie do walki z Mordorem. Ginąc w czeluściach Khazad-dumu poniósł klęskę swojej misji, lecz poświęcił się dla dobra innych, co czyni go bohaterem w oczach tych, którzy mieli z nim do czynienia. Z lektury kolejnych tomów dowiadujemy się jednak, że Valarowie przywracają Gandalfa do życia, aby mógł dokończyć swoje zadanie. Świadczy to o tym, że Dobro zawsze triumfuje.

Na zakończenie

J.R.R. Tolkien uważał, że Zło można odkupić, ale nie można go w żaden sposób odczynić, ponieważ niemożliwym jest, aby umarli powrócili z zaświatów. Od Zła można się jedynie wyzwolić, gdyż każdy ma szansę na powrót do Dobra i odkupienie win. Aby tego dokonać, należy odpokutować czyn i pomyślnie przejść próbę. Tylko wtedy zyska się przychylność Eru, który tchnie w istotę boski ogień, będący źródłem istnienia.

Nie bez znaczenia przy powrocie do Dobra jest też litość i miłosierdzie. Pamiętamy bowiem, że ocalenie Śródziemia było możliwe właśnie dzięki litości okazanej Gollumowi przez Froda. Gdyby przy pierwszym spotkaniu go zabił, nie zyskałby przewodnika, który mógłby go zaprowadzić do Mordoru. Bez jego pomocy Frodo nie miałby żadnej szansy na dotarcie tam niezauważonym.

Tak piękne uczucie zostało zniszczone w ekranizacji trylogii. W owej adaptacji Frodo darował życie Gollumowi tylko dlatego, że chciał ujrzeć na własne oczy, czy po posiadaniu Pierścienia można na powrót stać się sobą. To egoistyczne podejście zastąpiło prawdziwość miłosierdzia okazanego Gollumowi w świecie literackim.

W dziełach Tolkiena dostrzega się także pewne zjawisko: pozytywni bohaterowie, choćby nie wiadomo jak wielkich krzywd doznali od wrogów, to i tak powstrzymują się od zemsty. Dla przykładu Lúthien Tinuviel nie pozwala Huanowi zabić Saurona, a Beren powstrzymuje się przed zabiciem Curufina. Bilbo nie zabija Golluma, a Théoden oszczędza życie Grimy. Tolkien mówi: „Bez doraźnej konieczności nie wolno dobywać miecza”. I o tym reżyser Peter Jackson ośmielił się zapomnieć, kiedy w scenie, podczas której świta Aragorna pertraktowała z rzecznikiem Saurona, to wytrącony z równowagi przyszły król Gondoru zabija posła. Fani Aragona twierdzą, że słuszny spotkał go los, lecz w tym momencie Tolkien odpowiedziałby mu słowami Gandalfa: „Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci”.

Twórczość literacka Tolkiena to manifest ukazujący walkę Dobra ze Złem. Na każdym kroku, w każdym zakątku książki spotykamy się z jej przejawami, i nie sposób nie zgodzić się z myślą, iż walka ta dokonuje się za sprawą wyborów bohaterów. Takie samo stanowisko przyjęli w swoich dziełach J.K. Rowling (saga „Harry Potter”), Christoper Paolini (saga „Dziedzictwo”), a nawet nasz rodak Andrzej Sapkowski w opowiadaniach wiedźmińskich (tutaj „Mniejsze zło”). Jest to dowód na to, że teza Tolkiena jest ponadczasowa, tak samo jak ponadczasowy okazuje się motyw walki Dobra ze Złem.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: