Moje książki zmieniają reguły – wywiad z B.V. Larsonem

Moje książki zmieniają reguły – wywiad z B.V. Larsonem


Autor: Dawid Bastek

Został Pan okrzyknięty królem Amazona, a zaglądając na Pana stronę internetową można zauważyć, że wydaje Pan po kilkanaście książek w ciągu roku. Jak to możliwe? Czy rzeczywiście spędza Pan każdą wolną chwilę na pisaniu, czy może są to raczej powieści przygotowane dużo wcześniej?

Piszę codziennie, siedem dni w tygodniu, po kilka godzin dziennie. Niektóre z moich książek były napisane w ciągu ostatniej dekady, ale te zapasy skończyły się w 2011 roku. Teraz publikuję same nowe rzeczy i rzeczywiście, piszę po kilka książek rocznie. Pisanie nie jest dla mnie tak naprawdę pracą, raczej czymś porównywalnym do malowania obrazów czy grania na instrumencie. Mam czas i wsparcie bliskich, dzięki czemu mogę robić to, co lubię najbardziej. To prawdziwy dar.

Kilka dni temu w Polsce ukazała się jedna z pierwszych Pana książek ‒ „Rój”. Czy mógłby Pan coś bliżej o niej opowiedzieć? Skąd wziął się pomysł na jej fabułę, na kosmitów chcących zniewolić i zniszczyć naszą planetę? Czyżby został Panu w głowie fragment z „Dnia Niepodległości” i „Wojny światów”?

Napisano setki książek o kosmicznych inwazjach na Ziemię. „Rój” to wariacja na ten sam temat. Tutaj Obcy chwytają ludzi i eksperymentują na nich, zabijają najsłabsze jednostki. Szukają kogoś konkretnego, specjalnego. Mają wobec tego człowieka konkretne plany.

Moim celem było opisać wędrówkę zwykłego człowieka na wyżyny władzy i odpowiedzialności. Wybrałem kontekst inwazji obcych; to sytuacja, w której logicznie można wyjaśnić takie dojście do władzy. Dzięki temu całość różni się od typowych opowieści o ataku kosmitów, które opowiadają – cóż, o samym ataku. „Rój” jest o człowieku, który został schwytany i wciągnięty w sytuację, w której normalnie nigdy by się nie znalazł.

larsonbv_wywiad_02_qfantNie bał się Pan, że powieść może się nie przyjąć, przepaść gdzieś w tłumie jej podobnych, bo nie oszukujmy się, ale jej temat wydaje się trochę przestarzały oraz wyeksploatowany przez Pana poprzedników?

Myślę, że książki o ataku kosmitów działają tak samo, jak inne gatunki powieści. Aby odnieść sukces, nie wystarczy po prostu skopiować podstawowych cech gatunku: trzeba napisać o czymś znaczącym. Co do „przepadania w tłumie podobnych”, nie boję się, że „Rój” spotka ten los. Książka sprzedała się już w większej liczbie egzemplarzy niż inne mojego autorstwa. W pewnym momencie wylądowała na dziewiątym miejscu bestsellerów na Amazonie, tuż pod „Igrzyskami śmierci”. Najwięcej egzemplarzy sprzedanych w ciągu jednego dnia to sześć tysięcy sztuk.

W Pana książce prawie cały czas coś się dzieje: porwania ludzi, ataki kosmitów, walka o przetrwanie, praktycznie brak możliwości, żeby bohater popadał w rutynę, a czytelnik zaczął się nudzić. Jak Pan to robi? Czy ciężko jest budować odpowiednie napięcie oraz utrzymywać takie tempo akcji, żeby przykuć uwagę czytelnika, równocześnie go nie męcząc nadmiarem wrażeń i informacji?

larsonbv_wywiad_03_qfantStaram się pisać ekscytujące książki, bo sam łatwo się nudzę. Większość książek zaczynam i nigdy nie kończę czytać, bo za bardzo nudzę się w trakcie lektury. Jedną z modyfikacji, jakie Napoleon wprowadził w swojej armii był marsz w rytm bębna bijącego sto dwadzieścia razy na minutę, zamiast zwykłych siedemdziesięciu. Dzięki temu żołnierze maszerowali szybciej na pole bitwy. „Rój” ma tempo szybsze niż większość książek i wydaje mi się, że to jest przyczyna jego sukcesu. Jeśli popatrzeć na współczesne kino, widać, że filmy akcji są szybsze niż pięćdziesiąt lat temu, ale nic takiego nie wydarzyło się w literaturze. Moje książki zmieniają tę regułę.

Mimo wszystko, tempo wydarzeń w książce nie zawsze jest celem samym w sobie. Czasami nawet w powieści akcji trzeba zwolnić. W moich książkach też są takie wolniejsze sceny, ale nawet w nich dzieje się coś interesującego.

Moim zdaniem, czytelnik jest niezadowolony, jeśli przeskakuję coś tylko po to, żeby przyspieszyć akcję. Na przykład moi bohaterowie zazwyczaj nie mają skomplikowanej przeszłości. Ich charakter ujawnia się i kształtuje w miarę tego, co robią i mówią. Procesy myślowe nie zajmują całych stron książki. Nie ma zawiłych dialogów. Niektórzy mogą lubić takie zabiegi, ale większość czytelników chyba nie tęskni za nimi.

Cały czas zastanawiam się, jak i pewnie większość czytelników, skąd wzięła się koncepcja przedstawienia kosmitów jako wielkich mechanicznych owadów, które walczą z broniącymi ludzkość nanorobotami, przysłanymi przez innych obcych? Skąd w ogóle pomysł, że inni mieszkańcy kosmosu zechcą nas wesprzeć w walce z o wiele silniejszymi i liczniejszymi najeźdźcami? O ile dobrze pamiętam, to mało kto w kosmosie przepada za naszą cywilizacją.

„Rój” to pierwszy tom serii, a poruszone w nim problemy powracają w kolejnych tomach, wiele rzeczy jest wyjaśnianych, rozwijanych. W świecie moich książek ludzie jako gatunek nie są jakoś strasznie lubiani. Jesteśmy raczej czymś w rodzaju prostaczków czekających na nadejście Złotej Ordy: dostajemy broń i mamy troszczyć się o siebie, podczas gdy reszta ucieka. Mamy spowolnić marsz nieprzyjaciela, nie zatrzymać go.

Jako najeźdźców wybrałem maszyny, bo wydaje mi się, że to prawdopodobne w przyszłości. Czy jest coś straszniejszego albo bardziej niebezpiecznego, niż wróg będący inteligentną, nieczułą maszyną? Poza tym „Rój” wpisuje się w nurt militarnej SF. Nie chciałem, żeby moi bohaterowie mieli wyrzuty sumienia, gdy niszczą swoich wrogów.

Domyślam się, że w książce poświęconej w dużej mierze zagadnieniom militarnym trzeba mieć pewne doświadczenie w opisie bitew, czy choćby stosowaniu właściwego żargonu? Co sprawiło Panu największą trudność w jej tworzeniu?

Nie jestem byłym żołnierzem, ale moja żona i przyjaciele – tak. Pomagali mi w dopracowaniu różnych rzeczy. Przez wiele lat interesowałem się historią wojskowości, więc stałem się kimś w rodzaju „domowego generała”. Byłem też pracownikiem Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych w Laboratorium Narodowym Los Alamos, pracowałem nad bronią nuklearną. To bardzo pomogło mi w pisaniu powieści.

Opis bitew nie był dla mnie problemem. Myślę w kategoriach taktyki wojskowej, rozstawienia armii na mapach. Ale specjalistyczne słownictwo i wojskowy żargon wymagały więcej pracy. Poza tym, w książce jest wielu bohaterów mówiących z różnymi akcentami, mnóstwo różnic kulturowych. Musiałem nad tym poważnie popracować.

Jakie są Pana plany wydawnicze na przyszłość? Czy planuje Pan kontynuować cykl „Siły Gwiezdne”?

Na serię składa się na razie sześć książek. Ostatnia z nich została opublikowana w Stanach Zjednoczonych w październiku tego roku. W ciągu dwóch tygodni dotarła na trzecie miejsce listy bestsellerów w dziale SF na Amazonie, więc widać, że sprzedaje się nieźle. Planuję dokończyć serię w przyszłym roku i przejść do kolejnych planów wydawniczych.

Na koniec pozostaje mi zadać najważniejsze pytanie: czy zastanawiał się Pan kiedyś, żeby odwiedzić swoich fanów w Polsce lub też ma Pan zamiar to zrobić w niedalekiej przyszłości?

Byłoby cudownie znów odwiedzić Warszawę. Nie byłem w centralnej Europie od upadku muru berlińskiego. Przez krótki czas żyłem i pracowałem w Leningradzie, na krótko, zanim znów przemianowano go na Sankt Petersburg. Spędziłem też trochę czasu w Pradze. Pracowałem nad oprogramowaniem dla firm zajmujących się automatyką przemysłową i brałem udział w kilku szkoleniach dotyczących systemów przemysłowych. Mogę Cię zapewnić, że Polscy inżynierowie byli najbardziej wymagający! Na razie nie mogę obiecać konkretnej daty mojego przyjazdu, zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Rozmawiał Dawid Bastek

Tłumaczyła Maryla Kowalska

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: