Kryminalne legendy – Albert Fish – dzieci są smaczne cz.2

Kryminalne legendy – Albert Fish – dzieci są smaczne cz.2


Autor: Marta Drozdek

Howard nie przyprowadził Grace na noc, jednak nie wzbudziło to w rodzinie lęku. Założyli, że zabawa się przedłużyła i córka spędzi noc w domu siostry pana Howarda. Jednak, gdy rano nadal nie było od nich żadnego znaku, niepokój wkradł się w ich myśli. Ojciec postanowił udać się pod pozostawiony adres, aby spytać o córkę. Jednak wkrótce okazało się, że adres, pod którym mieszka siostra Howarda, w ogóle nie istnieje. To sprawiło, że skierował swe kroki na najbliższy posterunek policji, skąd wysłany został do Biura Osób Zaginionych i ostatecznie do detektywa, weterana policji, Wiliama Kinga. Nie trzeba było wiele czasu by policja stwierdziła, że ktoś taki jak Frank Howard z farmy na Long Island, w ogóle nie istnieje.

King i inni pracownicy biura zaczęli poszukiwać kopii telegramu wysłanego przez porywacza, aby prześledzić jego drogę. Był to jak na razie jedyny ich ślad. Trzech pracowników pocztowych spędziło ponad piętnaście godzin na przeszukiwaniu wszystkich telegramów, aż trafili na ten właściwy.

Otrzymali wskazówkę, że został on wysłany z biura w Harlemie. Zrodził się pomysł przeszukania wszystkich domów w tej części miasta, jednak dość szybko został on porzucony, jako niemożliwy do wykonania.

Następnie King skoncentrował się na prezentach podarowanych pani Budd przez porywacza. Było to małe wiaderko sera i kartonik truskawek, rzekomo pochodzących z jego gospodarstwa.

Śledczy dotarli do delikatesów, w których został zakupiony ser oraz do ulicznego handlarza sprzedającego truskawki. Jednak sprzedawcy nie mogli przypomnieć sobie nic znaczącego na jego temat. Tak więc ten trop również prowadził donikąd.

Rozpoczęto w Nowym Jorku poszukiwania zakrojone na szeroką skalę, rodzina i detektyw udali się do mediów w celu nagłośnienia sprawy. Zdjęcie dziewczynki pojawiło się na pierwszych stronach gazet. Tysiące okólników zostało wydrukowanych i rozesłanych po komisariatach policji w całych Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, jednak akcja nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Rodzina Buddych popadała w coraz większe przygnębienie. Od zaginięcia Grace minęło już kilka miesięcy i nawet najbardziej uparci detektywi dali za wygraną. Jedynym, który nie poddawał się był King. Był on już swoistą legendą jako detektyw, ze względu na osiągane rezultaty jak i na to, że nigdy nie porzucał nadziei.

Nie było dnia, w którym by nie myślał o porwanej dziewczynce i jej rodzinie pogrążonej w żałobie. W pewnym momencie King dostał namiary na fałszerza pasującego do rysopisu porywacza. Siwy mężczyzna imieniem Albert Corthell, próbował porwać z agencji adopcyjnej dziewczynkę. King gonił Corthella po całym kraju przez kilka miesięcy. W końcu dopadł go i aresztował, jednak okazało się, że to nie on stoi za porwaniem Grace Buddy. W czasie gdy miało miejsce porwanie, był on w więzieniu.

Kolejnym podejrzanym był Charles Edward Pope, aresztowany i wskazany jako porywacz.

Jednak pani Budd, główny świadek, odrzuciła go jako porywacza. Okazało się, że Pope został, z zemsty, oskarżony przez swoja żonę o porwanie . W wyniku zeznania Pani Budd, został zwolniony.

W tym samym czasie aresztowano kolejnego siwowłosego staruszka. Aresztowany w Nowym Jorku, oskarżony był o wysyłanie nieprzyzwoitych materiałów – głównie listów – za pośrednictwem poczty. Listy te wysyłał Fish, udając producenta filmowego z Hollywood. Proponował kobietom duże pieniądze za wzięcie, wraz z nim, udziału w sadomasochistycznych orgiach. Po aresztowaniu został przewieziony do szpitala psychiatrycznego w Bellevue, gdzie miał spędzić na obserwacji dziesięć dni. Spędził tam jednak 30 dni, po czym został wypuszczony. Chociaż znany był jako Albert Fish, to przedstawiał się jako Fish Hamilton, spokrewniony ze słynną nowojorską rodziną o tym samym nazwisku. Tą samą historię opowiedział cztery lata później, w czasie aresztowania pod zarzutem zabójstwa Grace Budd.

Tymczasem mijały lata i mimo wysiłków detektywa Kinga, sprawa Grace Budd nadal nie została rozwiązana. 11 listopada 1934 roku – sześć lat po porwaniu – pani Budd otrzymała anonimowy list. W liście opisane zostały doświadczenia niejakiego kapitana Jona Davisa, który podczas jednej ze swoich podróży do Chin, zasmakował w ludzkim mięsie. Historia ta miała być inspiracją, dla autora tego listu, do spróbowania tego samego. Obłąkany autor listu pisze, że to skłoniło go do odwiedzin w ich domu i porwania Grace. W liście szczegółowo opisywał jak zabrał ją do pustego domu w Westchester w stanie Nowy Jork. Jak pozwolił jej zbierać kwiaty w ogrodzie, sam rozbierając się do naga. Gdy zobaczyła go rozebranego próbowała uciekać, a on ja złapał. Zadusił na śmierć, poćwiartował jej ciało i ugotował, a następnie zjadł. List w swojej wymowie był okrutny i dziwny za razem. Opisując bestialskie morderstwo jednocześnie uspakajał w nim matkę, że jej córka nie była molestowana seksualnie i zmarła jako dziewica.

Po tym liście śledczy ponownie podjęli postępowanie. Prześledzili całą drogę listu, aby dopaść potwora, który go napisał. Dochodzenie ponownie prowadził detektyw King.

Szybko odkrył, iż autor listu i tajemniczy pan Howard, to jedna i ta sama osoba. Analiza pisma z kopii telegramu oraz listu dała niepodważalny dowód. Dodatkowo detektyw odkrył, pod mikroskopem, niemal niedostrzegalny wzór na skrzydełku koperty. Okazało się, że wzór tworzą litery NYPCBA. Poszukiwania ujawniły, że koperta należy do prywatnego stowarzyszenia zrzeszającego szoferów, mającego swoja siedzibę w Nowym Jorku przy 627 Lexington Avenue. King spędzał długie godziny na sprawdzaniu przeszłości i pisma ręcznego ponad 400 zrzeszonych tam pracowników. Wystosował apel do wszystkich o udzielenie wszelkich informacji, które mogłyby pomóc w śledztwie oraz obiecał „nietykalność” w sprawie kradzieży materiałów piśmienniczych i kopert – chciał tylko ująć sadystycznego mordercę. Po swoim apelu King wycofał się do gabinetu i tam czekał na skutek przemowy. Kilka minut później do drzwi zapukał niepozorny mężczyzna o nazwisku Lee Sicowski. Przyznał się do podbierania kopert i podał, że cześć z nich może być w jego mieszkaniu na 622 Lexington. Detektywi przeszukali mieszkanie, jednak nie natrafili na żaden ślad. Sicowski przypomniał sobie, że spędził trochę czasu w tanim pensjonacie przy 200 East 52nd Street i tam mógł zostawić część papeterii. Ten adres okazał się strzałem w dziesiątkę. Gospodyni, Frieda Schneider, zeznała, że dawny pokój Sicowskiego, był ostatnio zajęty przesz człowieka pasującego do opisu Franka Howarda. Nazwisko pod jakim tam występował to Albert Fish. Śledczy porównali wpis w rejestrze meldunkowym pensjonatu z pismem z listu i byli przekonani, że to ten sam charakter pisma. Jednak Fish od jakiegoś czasu był tam nieobecny, ale nadal przychodziły czeki na opłatę wynajmu. Detektyw był gotów zainwestować swój czas w polowanie na potwora. Wynajął pokój w pensjonacie, ułatwiajacy mu obserwowanie wejścia i całego korytarza. Czekał trzy dni, gdy z pensjonatu przyszła pilna wiadomość od gospodyni – Fish wrócił!

Gospodyni w oczekiwaniu na policjanta zajęła Fisha herbatą i rozmową. Policjant wszedł do pokoju, w którym przebywał Fish. Podejrzany sprawiał wrażenie niegroźnego siwowłosego staruszka z wąsami i wodnistymi oczkami. Detektyw przedstawił się i poprosił, aby ten udał się z nim na posterunek policji. Policjant dał zwieść się wrażeniu nieszkodliwości i był całkowicie zaskoczony, gdy Fish sięgnął do kiszeni po brzytwę, którą zaatakował Kinga. Jednak nie miał żadnych szans z solidnie zbudowanym oficerem i mimo zaskoczenia został przez niego szybko obezwładniony i zakuty w kajdanki. Przeszukanie wykazało, że kieszenie starca wypełnione były najróżniejszymi rodzajami ostrz, noży i brzytw.

Tak zakończyło się sześć lat polowania na potwora.

Na policji Fish stał się bardziej pogodzony z aresztowaniem i przyznał się, że uległ „pragnieniu krwi”. Jego ofiarą pierwotnie miał być Edward Budd, który zamieścił ogłoszenie. Jednak, gdy dotarł do domu i zobaczył wielkość nastolatka, swoje zainteresowanie przeniósł na Grace.

Dobrowolnie przyznał się do porwania i zabrania dziewczynki do Wisteria Cottage, w miejscu zwanym Worthington Woods w Westchester County. Po przybyciu na miejsce Fish udusił dziewczynkę, pociął na kawałki jej ciało, a następnie przez dziewięć kolejnych dni jadł. Śledczy opowiadali, iż podczas opisywania jak pił jej krew i ją zjadał, z jego twarzy nie schodził uśmiech. Zszokowani detektywi pojechali do Wisteria Cottage w poszukiwaniu szczątków dziewczynki.

King w końcu miał mordercę, jednak Fish nie przestawał zeznawać.

Opisał inne morderstwa, które popełnił w latach 1910–1934. Wiele z jego opowieści okazało się nieprawdą, jednak w innych było wystarczająco dużo szczegółów, aby przekonać policję, że już wcześniej zabijał. Niektórzy sugerują, że mógł zabić nawet kilkadziesiąt osób.

Jedną z niewielu osób niezaskoczonych jego aresztowaniem był jego syn Albert Fish Jr.

„Ten stary skunks” –- powiedział w wywiadzie dla gazety – „Zawsze czułem, że cos takiego go czeka”. Opowiedział o zamiłowaniu ojca do surowego mięsa i skłonnościach do masochizmu, które u niego zaobserwował.

Przestępca został zbadany przez zespół lekarzy, rozkoszował się okazywanym mu zainteresowaniem. Opisywał swoje fetysze i perwersje zafascynowanym psychiatrom. Opisywał jak wkładał sobie do moszny igły (zdjęcie rentgenowskie ujawniło, iż miał w ciele 29 zardzewiałych igieł) czy wełnę w odbyt, którą następnie podpalał. Psychiatrzy opisali, że z wyglądu był nieszkodliwym starym człowiekiem: przyjaznym, miłym i uczynnym, któremu bez wahania powierzyłbyś swoje dzieci. Jednak potem opisali go jako „zboczeńca poliformicznego” – człowieka, który wypróbował każdą możliwą perwersję – od sodomii do sadyzmu, do zjadania odchodów do okaleczenia. On nawet przyznał się, że woził z sobą uszy i nos Grace owinięte w gazetę. Kład je na kolonach podczas podróży i drżał z podniecenia na samą myśl, co ma w paczce. Orzekli, że Fish był sadystą o niesamowitym okrucieństwie, homoseksualistą i pedofilem ze „szczególnym” zamiłowaniem do dzieci. Z rozmów z nim wywnioskowali, że zgwałcił co najmniej setkę dzieci.

Jego adwokat próbował zrzucić jego postępowanie na niepoczytalność, jednak sędziowie, bez względu na to czy wierzyli w jego szaleństwo czy nie, najbardziej chcieli widzieć go odpowiednio ukaranego.

Sąd uznał go za winnego i skazał na śmierć na krześle elektrycznym.

Fish miał tylko jeden komentarz w stosunku do wyroku „Krzesło elektryczne będzie moim największym przeżyciem”.

Wysłany został do więzienia Sing Sing w 1935 roku. Przybył tam niosąc w ręku Biblię. Dziesiątki odwołań od wyroku zostało odrzuconych, a termin wykonania egzekucji został wyznaczony na 16 stycznia 1936 roku. Czas jego spotkania z krzesłem elektrycznym nieubłaganie się zbliżał.

W dniu egzekucji Fish wyznał dziennikarzom, że nie mógł się na nią doczekać.

„To będzie dreszczyk emocji, którego jeszcze nie próbowałem” – powiedział.

Przed egzekucja spożył swój ostatni posiłek i bez pomocy udał się do pokoju śmierci. Podszedł energicznym krokiem do krzesła elektrycznego, wspiął się na siedzenie i pomagał strażnikom w umieszczeniu elektrod na swoim ciele. Reporterzy i świadkowie, którzy byli obecni podczas egzekucji, z trudem kryli przerażenie jego zachowaniem. Nikt z nich nie potrafił sobie wyobrazić, że można odczuwać taką radość ze swojej śmierci.

Legenda głosi, że śmierć nie przyszła zbyt szybko, a Fish sprawiał wrażenie jakby sprawiało mu to największą przyjemność.

W końcu jednak skazaniec zmarł. Lekarz dyżurny orzekł, że Fish, najstarszy człowiek na jakim w Sing Sing wykonano wyrok śmierci, jest martwy.

Podczas gdy ciało starca wysłano do prosektorium, jego adwokat spotkał się z dziennikarzami. W reku trzymał ostatnie oświadczenie Alberta Fisha, kilka stron odręcznych notatek, sporządzonych na klika godzin przed śmiercią. Do dziś oświadczenie nie zostało ujawnione – „I nigdy nie pokażę go nikomu” – powiedział adwokat – „To ciąg najbardziej ohydnych przekleństw, jakie kiedykolwiek czytałem”.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: